sobota, 16 września 2017

R.I.P. Zakwasiku


Żegnaj Zakwasiku, niech Ci zlew lekkim będzie.


Nadszedł dzień, którego obawiałam się od wielu lat.
Zjawił się niepostrzeżenie, bez zapowiedzi, niczym biegunka podczas podróży pociągiem.
Gdybym nie zajrzała do lodówki, nadal żyłabym w błogiej nieświadomości, że wszystko jest z tym Światem w porządku.
Ale nie jest i już nigdy nie będzie bo odszedł mój Drogi Przyjaciel - Zakwasik!!!

Wyschnijcie rzeki, zapadnijcie się pagórki bo nie macie prawa istnienia kiedy największy dar Natury został unicestwiony!
Bijcie w dzwony i wyłączcie swoje piekarniki!
Nic już nie ma sensu kiedy mojego Przyjaciela nie ma z nami i pływa w zlewie.
No co miałam z nim zrobić?
Sądzicie, że godniejszy pochówek miałby w ziemi? Być może, ale dzisiaj było trochę zimno na dworze (wersja krakowska: na polu) i jakoś tak łatwiej było go powierzyć Matce Wodzie.
Tylko nie mówcie hydrofilni puryści, że nie zaliczacie ścieków do wody.

Chlip! Chlip! Chlip!
Żegnaj Przyjacielu!
Towarzyszyłeś mi od 5 lat.
To były piękne chwile spędzone na wspólnym wypiekaniu ciężkich razowców, lekkich jak chmurka białych bochnów czy różnych niezjadliwych cudów wianków.
Czasami się na mnie obrażałeś i odmawiałeś współpracy. Wtedy powstawały zakalczyki, ale ja nie miałam Ci tego za złe, wręcz przeciwnie, cieszyłam się, że mam materiał na notkę na mojego blogaska.
Powiedz mi gdzie popełniłam błąd w pielęgnacji?
Kiedy przeoczyłam moment, w którym zacząłeś dogorywać?
Czy to było wtedy kiedy zaczęło od Ciebie capić i zmieniłeś swój kolor na pomarańczowy?
Ups, sorry mate.
Przyznam się, że ostatnio Cię zaniedbywałam, dokarmiałam raz na ruski rok.
Nie dałam Ci ostatnio szansy żeby wznieść chleby bo było gorąco, a nagrzany piekarnik w ciepły, letni dzień nienajlepiej oddziaływał na Domowników. Opieprzyli mnie i miałam gdzieś wypiekanie chlebków-kiepków.
A Ty samotnie czekałeś w lodówce i zastanawiałeś się kiedy Cię reaktywuję.


Aż w końcu nadeszła ta chwila kiedy w mojej głowie pojawiła się myśl żeby upiec chleb razowy ze słonecznikiem.
Chciałam prosić Cię o pomoc, zajrzałam wieczorem do lodówki żeby sprawdzić jak się masz, odchylam folię i co widzę?
Jakieś białe plamki na powierzchni.
Myślę sobie:"O ja pitolę! To chyba pleśń".
Ale chciałam się upewnić rano, w świetle dziennym.
I to chyba była pleśń bo jakieś takie włochate były te plamki.


Nie wiem co to było Zakwasiku, ale nie mogłam ryzykować zdrowia Rodziny.
Musiałam Cię wrzucić do zlewu i napisać pieśń żałobną, tylko to mi pozostało.
Żegnaj więc, ale wiedz, że nigdy nie zapomnę co dzięki Tobie upiekłam.
Byłeś już dojrzałym zakwasem, nie jakimś tam nieopierzonym młodzikiem, który ledwo potrafi wyprodukować bąbelki w Tatterowcu.
Wiele wspaniałcyh chlebów mogliśmy jeszcze upiec.
Wspomnę o Tobie kiedy wyhoduję Twojego następcę.
Dziękuję Zakwasiku:*!
Chlip! Chlip! Chlip!



środa, 11 listopada 2015

Rogale świetozakalczyńskie

Rok temu rzuciłam się na robienie rogali świętomarcińskich.
Nie pamiętam co się działo podczas produkcji oprócz tego, że powiedziałam sobie, że to będzie pierwszy i ostatni raz (no i możę jeszcze tego, że podczas pieczenia rogale wprost kąpały się we własnym tłuszczu:P).
Więc jeśli jesteś rasowym zakalcorobem takim jak ja to proponuję Ci byś zastanowił się co najmniej pięć razy zanim zdecydujesz się na pieczenie tych rogali.
Lepiej pójść sobie do delikatesów i kupić rogala za 5 zł (tyle kosztował w dolnośląskiej mieścinie, ale może był podrabiany?).
No chyba, że Ci się nudzi.

Przed pieczeniem wyglądały jak pulchniutkie, tłuściutkie robale, którymi na pewno nie pogardziłby niejaki Pumba:



wtorek, 20 października 2015

Spóźniony chleb graham

Jestem zdruzgotana!
Zapomniałam o Światowym Dniu Chleba i nie napisałam w związku z tym żadnej notki!
Bo chleb to pewnie jakiś upiekłam, ale nie dlatego, że wiedziałam o tym wydarzeniu.

Mój harmonogram chlebowy wygląda tak: w tygodniu chleb razowy, w weekend chleb nie razowy.
No bo w tygodniu można sobie pozwolić na ekstrawagancję, jaką jest chleb o ciemnej barwie miękiszu.
Tak, tak, nie oszukujmy się, że w każdym polskim domu chleb razowy to norma.
Wmawiam sobie, że robię to dla dobra rodziny, bo przecież taki chleb jest zdrowszy itd., a w sklepie takiego nie dostaną, albo nie chcą kupić bo za drogi, no to wychodzę na przeciw ich oczekiwaniom.
A oni na pewno sobie myślą: "Kiedy ona przestanie piec to dziadostwo napchane słonecznikiem?".

Ale w weekend musi być chleb o jasnym miękiszu, bo wydaje mi się, że jak człowiek budzi się rano w poniedziałek, to jego ostatnim marzeniem jest taki razowy chleb.
Człowiek myśli sobie wtedy: "O fuuj, jest zimno, mokro, nieładnie i w dodatku mam jeszcze jeść takie coś?! Gdzie jest moja gruba pajda puszystego chleba o jasnej, anielskiej barwie, o dziurach, przez które wypływają rzeki masła, o skórce chrupiącej, która wygrywa najwspanialszą śniadaniową melodię gdy wgryzają się weń moje plomby? O! Gdzież jesteś mój puchaty bochnie o sprężystym miękiszu? Twój ciemny odpowiednik miałby niby być moim comfort foodem? Nie zgadzam się!!! Co to ja jestem jakimś Norwegiem co zjada na śniadanie ciemne, okrągłe podpłomyki? Jeszcze czego! Spójrz jakie chleby królują na półkach piekarni, klyjent nigdy się nie myli, on ma zawsze rację.
Właściwie to rozmyśliłem się i to czego najbardziej pragnę to chleb tostowy z Żabki, taki lekki i słodki! Ach, chrup, chrup, jakiż ten tościk jest przepyszny! Lepiej dam sobie spokój z chlebami na zakwasie".
Nie no, dobra, trochę mnie poniosło. Może wcale tak nikt nie myśli i trzeba wprowadzić tradycję pieczenia chlebów razowych dwa razy w tygodniu? No dobrze, pomyślę nad tym.

Można więc powiedzieć, że swój prywatny Dzień Chleba odwalam dość często i wcale nie musiałam dołączać do głównych obchodów tego święta.
Ale jednak  trochę żal, to jest przecież swoista blogowa tradycja.
Dlatego upiekłam chleb pocieszajkę - graham od Hamelmana.
Niech on będzie wyrazem mojej miłości do chleba.


Graham na zakwasie
Przepis znaleziony na Kruchym Spodzie





Zaczyn (należy go przygotować na około 12-14 godzin przed przygotowywaniem ciasta właściwego)


- 70 g mąki pszennej typ 1850
- 70 g wody
- 30 g płynnego zakwasu pszennego ( hydracji około 125%)

Do wody dodajemy zakwas, mieszamy na gładką masę, dodajemy mąkę, tak by powstało rzadkie ciasto. Przykrywamy i odstawiamy.

Ciasto właściwe:
- 160 g mąki pszennej typ 1850
- 230 g mąki pszennej chlebowej
- 230 g wody
- 8 g soli
- 135-140 g zaczynu
Wszystkie składniki łączymy ze sobą w dużej misce, mieszamy przez 3 minuty tak, by dobrze się połączyły. Ciasto powinno być średnio luźne. Dalej wyrabiamy przez 3 minuty, tak by gluten był średnio rozwinięty. Temperatura ciasta powinna wynosić około 24 st.C
Formujemy kulę i odstawiamy pod przykryciem do fermentacji na około 2 i 1/2 godziny, co około 50 minut odgazowując ciasto (poprzez rozpłaszczenie, złożenie na trzy i ponownie w poprzek na trzy).
Po tym czasie formujemy bochenek, wkładamy do przygotowanego koszyka i odstawiamy do wyrastania, które trwa około 2-2 i 1/2 godziny w temp. 23 -24 st.C. Wyrzucamy na łopatę. Nacinamy. Pieczemy w temp. 230 st. C przez 40-45 minut.

Ciasto wyszło dość luźne i choć opadło podczas wyrzucana na łopatę w piekarniku dobrze wyrosło.