środa, 11 listopada 2015

Rogale świetozakalczyńskie

Rok temu rzuciłam się na robienie rogali świętomarcińskich.
Nie pamiętam co się działo podczas produkcji oprócz tego, że powiedziałam sobie, że to będzie pierwszy i ostatni raz (no i możę jeszcze tego, że podczas pieczenia rogale wprost kąpały się we własnym tłuszczu:P).
Więc jeśli jesteś rasowym zakalcorobem takim jak ja to proponuję Ci byś zastanowił się co najmniej pięć razy zanim zdecydujesz się na pieczenie tych rogali.
Lepiej pójść sobie do delikatesów i kupić rogala za 5 zł (tyle kosztował w dolnośląskiej mieścinie, ale może był podrabiany?).
No chyba, że Ci się nudzi.

Przed pieczeniem wyglądały jak pulchniutkie, tłuściutkie robale, którymi na pewno nie pogardziłby niejaki Pumba:



wtorek, 20 października 2015

Spóźniony chleb graham

Jestem zdruzgotana!
Zapomniałam o Światowym Dniu Chleba i nie napisałam w związku z tym żadnej notki!
Bo chleb to pewnie jakiś upiekłam, ale nie dlatego, że wiedziałam o tym wydarzeniu.

Mój harmonogram chlebowy wygląda tak: w tygodniu chleb razowy, w weekend chleb nie razowy.
No bo w tygodniu można sobie pozwolić na ekstrawagancję, jaką jest chleb o ciemnej barwie miękiszu.
Tak, tak, nie oszukujmy się, że w każdym polskim domu chleb razowy to norma.
Wmawiam sobie, że robię to dla dobra rodziny, bo przecież taki chleb jest zdrowszy itd., a w sklepie takiego nie dostaną, albo nie chcą kupić bo za drogi, no to wychodzę na przeciw ich oczekiwaniom.
A oni na pewno sobie myślą: "Kiedy ona przestanie piec to dziadostwo napchane słonecznikiem?".

Ale w weekend musi być chleb o jasnym miękiszu, bo wydaje mi się, że jak człowiek budzi się rano w poniedziałek, to jego ostatnim marzeniem jest taki razowy chleb.
Człowiek myśli sobie wtedy: "O fuuj, jest zimno, mokro, nieładnie i w dodatku mam jeszcze jeść takie coś?! Gdzie jest moja gruba pajda puszystego chleba o jasnej, anielskiej barwie, o dziurach, przez które wypływają rzeki masła, o skórce chrupiącej, która wygrywa najwspanialszą śniadaniową melodię gdy wgryzają się weń moje plomby? O! Gdzież jesteś mój puchaty bochnie o sprężystym miękiszu? Twój ciemny odpowiednik miałby niby być moim comfort foodem? Nie zgadzam się!!! Co to ja jestem jakimś Norwegiem co zjada na śniadanie ciemne, okrągłe podpłomyki? Jeszcze czego! Spójrz jakie chleby królują na półkach piekarni, klyjent nigdy się nie myli, on ma zawsze rację.
Właściwie to rozmyśliłem się i to czego najbardziej pragnę to chleb tostowy z Żabki, taki lekki i słodki! Ach, chrup, chrup, jakiż ten tościk jest przepyszny! Lepiej dam sobie spokój z chlebami na zakwasie".
Nie no, dobra, trochę mnie poniosło. Może wcale tak nikt nie myśli i trzeba wprowadzić tradycję pieczenia chlebów razowych dwa razy w tygodniu? No dobrze, pomyślę nad tym.

Można więc powiedzieć, że swój prywatny Dzień Chleba odwalam dość często i wcale nie musiałam dołączać do głównych obchodów tego święta.
Ale jednak  trochę żal, to jest przecież swoista blogowa tradycja.
Dlatego upiekłam chleb pocieszajkę - graham od Hamelmana.
Niech on będzie wyrazem mojej miłości do chleba.


Graham na zakwasie
Przepis znaleziony na Kruchym Spodzie





Zaczyn (należy go przygotować na około 12-14 godzin przed przygotowywaniem ciasta właściwego)


- 70 g mąki pszennej typ 1850
- 70 g wody
- 30 g płynnego zakwasu pszennego ( hydracji około 125%)

Do wody dodajemy zakwas, mieszamy na gładką masę, dodajemy mąkę, tak by powstało rzadkie ciasto. Przykrywamy i odstawiamy.

Ciasto właściwe:
- 160 g mąki pszennej typ 1850
- 230 g mąki pszennej chlebowej
- 230 g wody
- 8 g soli
- 135-140 g zaczynu
Wszystkie składniki łączymy ze sobą w dużej misce, mieszamy przez 3 minuty tak, by dobrze się połączyły. Ciasto powinno być średnio luźne. Dalej wyrabiamy przez 3 minuty, tak by gluten był średnio rozwinięty. Temperatura ciasta powinna wynosić około 24 st.C
Formujemy kulę i odstawiamy pod przykryciem do fermentacji na około 2 i 1/2 godziny, co około 50 minut odgazowując ciasto (poprzez rozpłaszczenie, złożenie na trzy i ponownie w poprzek na trzy).
Po tym czasie formujemy bochenek, wkładamy do przygotowanego koszyka i odstawiamy do wyrastania, które trwa około 2-2 i 1/2 godziny w temp. 23 -24 st.C. Wyrzucamy na łopatę. Nacinamy. Pieczemy w temp. 230 st. C przez 40-45 minut.

Ciasto wyszło dość luźne i choć opadło podczas wyrzucana na łopatę w piekarniku dobrze wyrosło.

czwartek, 15 października 2015

Szarlotka ciapatka

Znowu w życiu mi nie wyszło!
A konkretnie szarlotka orzechowa.
To znaczy z szarlotki zrobił się crumble.
Naładowałam musu jabłkowego, ciepnęłam do tortownicy 22 cm zamiast do takiej o średnicy 24 cm, spodu nie podpiekłam i zrobiła się ciapatka.

Tola z Bagien myślała, że to będzie cywilizowane ciasto, które bez najmniejszego problemu będzie mogła przetransportować na ozdobną paterę.
O jakże się pomyliła!
Ciapatka wypłynęła ze szczelnych zabezpieczeń i przelała się Toli przez palce.
Z kuchni dało się słyszeć przeraźliwe okrzyki "Ratunku! Ratunku! To pływa!".

Ale spokojnie, jako doświadczony zakalcorób wiedziałam jak potraktować ciapatkę (czyt. do nakładania ciasta podałam łyżkę).
Nieodzownym elementem serwowania nieudanego ciasta jest jakiś trunek. Bez tego się nie obejdzie.
Trzeba również zadbać o dobrą atmosferę, czyli udawanie, że "nic się nie stało!", "tak przecież miało być!", "o, zobaczcie, tam przelatuje orzeł bielik!".
Kiedy uwaga zostanie rozproszona, trzeba szybko podać gorące ciasto.
Ale miejcie się na baczności, ten trik działa tylko w sezonie jesienno-zimowym, kiedy ciepły posiłek pieści wyziębione podniebienie i nie dba się o jego smak i jakość, chodzi tylko o to by coś ciepłego do gęby włożyć.
Jeśli wszystko dobrze pójdzie to ciapatka zostanie zjedzona w 50% i nikt się nie skapnie, że przed chwilą skonsumował katastrofę sztuki cukierniczej.

Jak coś zostanie z ciapatki to proponuję przełożyć ją do talerzyka i nikomu nie pokazywać, bo to coś wygląda co najmniej nieciekawie (ale smakuje całkiem dobrze).
Jeśli ktoś będzie głodny to nawet taką bezkształtną breję zje.

Ależ apetyczne, nieprawdaż?