środa, 11 listopada 2015

Rogale świetozakalczyńskie

Rok temu rzuciłam się na robienie rogali świętomarcińskich.
Nie pamiętam co się działo podczas produkcji oprócz tego, że powiedziałam sobie, że to będzie pierwszy i ostatni raz (no i możę jeszcze tego, że podczas pieczenia rogale wprost kąpały się we własnym tłuszczu:P).
Więc jeśli jesteś rasowym zakalcorobem takim jak ja to proponuję Ci byś zastanowił się co najmniej pięć razy zanim zdecydujesz się na pieczenie tych rogali.
Lepiej pójść sobie do delikatesów i kupić rogala za 5 zł (tyle kosztował w dolnośląskiej mieścinie, ale może był podrabiany?).
No chyba, że Ci się nudzi.

Przed pieczeniem wyglądały jak pulchniutkie, tłuściutkie robale, którymi na pewno nie pogardziłby niejaki Pumba:







Po upieczeniu i polukrowaniu wyglądały troszeczkę lepiej:

Po upieczeniu



Lukrem posypane


Życzę miłych zakalczyków w Marcinach.

2 komentarze:

  1. Dlaczego ja znalazłam ten blog dopiero teraz!!! Jesteś moją drugą połówką zza ekranu, moją mistrzynią w zakalcach! Pozdrawiam ja, zakalec mnie się nie boi, a wręcz odwrotnie, upiekłam właśnie chlebek z gotowej mieszanki, ale dobrej, i oczywiście wyszedł zakalec, w dodatku tak jedzie drożdżami, że na pewno już mam candidę od samego wąchania!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj tu trafiłam i czytam jak leci już 2 godziny. Popłakałam się ze śmiechu.Bardzo zabawne teksty i świetny styl.
    Szkoda, że już nie ma nowych wpisów.

    OdpowiedzUsuń