środa, 10 października 2012

Jak wyglądały moje pierwsze chleby na zakwasie?

(To będzie notka wspominkowa. Uprasza się o wyjęcie chusteczek. Chlip, chlip!)

Swój pierwszy bochen upiekłam rok temu.
No może rok i dwa miesiące temu:P
Jak wyglądał mój pierwszy chleb na zakwasie?
Niezbyt przystojnie.
Blada, gruba skórka.
Miąższ usiany wielkimi, nieregularnymi dziurami.
Był bardzo kwaśny.
Bochenek wygiął się w podkówkę od spodu. Po prostu nie wiedziałam czy już jest upieczony czy nie, więc trochę za długo przetrzymałam go w piekarniku.
Mimo to, byłam z niego dumna.


Przepis pochodził ze wspaniałej strony Mirabbelki.
500g zakwasu na 500g mąki!
To nie mogło się nie udać!



A tak naprawdę to nie pamiętam, który chleb ze zdjęcia jest pierwszym chlebem, a który drugim. Tak dużo czasu minęło od tego momentu.


Życzę wspaniałych, zakalcowatych pierwszych chlebków na zakwasie!

czwartek, 4 października 2012

Wagi kuchenne - recenzja

Niektórzy wolą odmierzać składniki w szklankach, niektórzy w plastikowych miarkach.
Za to ja preferuję wagi.
Kiedy bateryjka się wyczerpie, a w szufladzie nie ma zapasowej, płakusiam rzewnymi łezkami nad ulubionym kuchennym gadżetem.
Porzucam wtedy zamiar pieczenia, bo odmierzanie w szklankach przeraża mnie - no bo co się stanie jeśli pomylę się o 5 g?!?!?!?! Nieeee!!!! Tylko nie toooooooo!!!!!!!!!
Wybranie idealnej wagi jest bardzo trudne więc postanowiłam podzielić się moimi doświadczeniami.
UWAGA: Istnieje małe prawdopodobieństwo, że ten wpis jest sponsorowany. No bo niby przez kogo? Stuletniego aptekarza? Byłego pracownika Rossmanna, który chciałby oczernić swego pracodawcę? No raczej nie:P!


Waga kuchenna elektroniczna Ideen Welt (z Rossmanna)

Froncik

Boczek

Recenzja: Co za bubel!
Nie wątpię, że Rossmann ma wiele "Ideen" na tym "Welcie", ale akurat ten pomysł nie wypalił.
Bo czymże jest waga bez przycisku OFF?
To zrozumiałe, że po zakończeniu ważenia, chcę wyłączyć sprzęt, żeby oszczędzić bateryjki.
Bardzo przydatna jest również funkcja automatycznego wyłączania wagi, jeśli przez dłuższy czas nic nie było na niej ważone.
W tej wadze jest to niemożliwe.
Mamy wszak do dyspozycji trzy przyciski: g/oz, Zeit i An/Tara:

Gdzie jest OFF?

Naiwnie sądziłam, że An/Tara jest swego rodzaju wyłącznikiem, ale po pierwszym użyciu okazało się, że się myliłam.
Nie można wyłączyć tej cholernej wagi!!!!!
Gdzie jest przycisk OFF (w języku niemieckim zapewne byłby to skrót Aus)?
An/Tara służy albo do włączenia funkcji ważenia jeśli przechodzimy z trybu Zeit, albo do tarowania produktów.
Zamiast przycisku wyłączania albo funkcji automatycznego wyłączania, dostajemy automatyczne przełączanie się na zegar.
Ale po kiego komuś zegar w wadze?
A jeśli nawet ktoś chce mieć zegar i tysiąc innych bajerów w swojej wypasionej wadze, to dlaczego nie może mieć również podstawowego i bardzo użytecznego przycisku On/Off?
Tym bardziej, że widziałam taki sam model wagi, z firmy Łucznik i tam postarali się o przycisk wyłączający. Wprawdzie waga Łucznika jest droższa o ok. 10zł od tej z Rossmanna, ale bez przesady. Wyprodukowanie przycisku On/Off chyba nie jest takie kosztowne:P.

Nazwijcie mnie Sknerusem McKwakiem, ale baterie litowe są dość drogie i nie miałam zamiaru wymienić ich co kilka miesięcy tylko dlatego, że Ideen Welt stworzył prymitywny model wago-zegarka. Nie mogłam sobie pozwolić na takie marnotrawienie bateryjki, więc po każdym użyciu wyjmowałam ją i wsadzałam z powrotem na miejsce, kiedy miałam zamiar piec.
Niestety Ideen Welt wyprodukował styki z chińskiego plastiku i po pewnym czasie odkształciły się. To znaczy zniknęły. Przetarły się po prostu.
Dobrze, dobrze, muszę przyznać, że miałam w tym swój udział, bo nie zaznajomiłam się z instrukcją i wyciskałam na chama.
A oto jak powinno się wyjmować bateryjkę:


A tak wyglądają plastikowe styki, które powiedziały "pa! pa! do widzenia!":


Bateryjka zaczęła wypadać z miejsca przeznaczenia i użytkowanie wagi zaczęło być uciążliwe.
Podczas ważenia musiałam kilkakrotnie wciskać bateryjkę na swoje miejsce, żeby załapała. 
Niestety miałam już tego dość!
Gdzieś, głęboko tam, stała tania waga kuchenna, która na mnie czekała i miała przycisk OFF!
Wiedziałam, że kiedyś znajdę moją wagę idealną!!!!!!!!!!!

Złe Ideen mieli na Welcie

Zalety:
- waży
- posiada wygląd prymitywnego stateczku kosmicznego (ma swój urok)

Wady:
- nie ma przycisku wyłączającego - to nie jest zbyt energooszczędne rozwiązanie, zważywszy, że baterie litowe są dość drogie
AKTUALIZACJA: Pod noteczką pojawił się komentarz sugerujący, iż bateria jest mało używana, gdyż zegar "pobiera prąd mikroampery". Nic z tego nie rozumiem, bo to chyba jakieś tłumaczenie rodem z Gógla Translatora. Czyżbym niesłusznie oskarżyła wagę Ideen Welt o fuszerkę? Czyżby nieustannie działający zegarek nie miał kolosalnego wpływu na zużycie baterii? Miejmy nadzieję, że żyjemy w Świecie Pełnym Idealnych Pomysłów i tak właśnie jest.

Czy ją polecam?
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!! 

Cena:
- ok. 35 zł


Waga kuchenna elektroniczna TZS First Austria

Niewidzialne jabłko waży 54 g

Prawie jak tablet
Recenzja: Ołłłłł jeaaa!!!
Co mnie najbardziej zauroczyło w tej wadze?
Przycisk On/Off!!!!!
Tego właśnie szukałam.
Poza tym jest lekka, poręczna, płaska, cienka, minimalistyczna.
Nie zajmuje dużo miejsca. Wymiary: 19,5 x 14 x 1 cm.
Nowoczesny dizajn sprawia, że waga wygląda niczym tablet dla ubogich.
Została wyposażona w kilka funkcji:


Mamy dwa kółka: jedno mówi ON/OFF (zwycięęęstwo!!!) i ZERO (służy do tarowania), a drugie kółko przemawia do nas poprzez przycisk MODE. Mode służy do zmieniania opcji: możemy ważyć artykuły w gramach to wciskamy WEIGHT, ale gdy chcemy zważyć mleko albo wodę w ml to wybieramy MILK i WATER. Wg mnie jest to pic na wodę, bo woda waży tyle samo w gramach i mililitrach. Różnicę zauważyłam tylko w mleku - tłuste mleko, np. 3% w gramach waży mniej, a w mililitrach więcej!!! No niemożebne!

Mililitry wody

Czyli jest to tak naprawdę nikomu niepotrzebny gadżet.
Jestem jednak w stanie to wybaczyć ponieważ przycisk ON/OFF wynagradza wszystkie wady tej wagi.
Jeśli ktoś chciałby przekonwertować gramy na uncje (jednostki ciężaru lb:oz i jednostki objętości fl':oz), to z tyłu wagi wciska sobie przycisk. Można również zawiesić wagę na ścianie jako obraz:

Spód wagi
Potrzebna nam jest bateria litowa CR2032, którą na szczęście już wiem jak się wykłada, chociaż wyjmuję ją raz na ruski rok:


Zalety:
- posiada przycisk ON/OFF
- zajmuje mało miejsca
- nowoczesny dizajn

Wady:
- kiedy kładę na wadze małą kuleczkę drożdży świeżych, na wyświetlaczu pojawia się "0 g". Dopiero kiedy zdejmę drożdże z wagi, pojawia się "-2 g". Czyli jeśli chcę zważyć małą ilość świeżych drożdży (od 0,1-5 g) to muszę się uzbroić w cierpliwość, bo waga ich nie wyłapuje.

Czy ją polecam?
- TAAAAKKKKK! Jak na tanią wagę jest całkiem dobra.

Cena:
- 34,99 zł


Stara waga mechaniczna (aptekarska?)


Nie wiem ile ma lat, nie wiem do czego pierwotnie służyła, ale jest śliczniutka!
Kiedy wszystkie baterie zawiodą, poratuje nas stara mechaniczna waga kuchenna.
Można ją złożyć i schować do szuflady:


Posiada piękne, dekoracyjne detale:


Wprawdzie brakuje jej stabilności, raczej trudno zważyć na niej owoce albo dużą ilość mąki.
Nie mogłam na nią jednak narzekać, bo ważyła z aptekarską dokładnością. Do czasu... ponieważ oczywiście musiałam ją popsuć!
Upadła mi niefortunnie i mechanizm się trochę wygiął:


Od tamtej pory waga nie działa tak jak dawniej.
Ale pełni teraz funkcję dekoracyjną.

Zalety:
- aptekarska dokładność, której być może nikt by się nie spodziewał po takim starym złomie
- ładnie wygląda

Wady:
- jest niestabilna
- nie posiada miseczki, do której można włożyć większą ilość produktów

Czy ją polecam:
- no pewnie, ale raczej dla szpanu

Cena:
- można upolować tanio na pchlim targu, ale jak trafimy na szczwanego lisa to każe nam zabulić 100zł


Życzę zakalcowatych doświadczeń z wagami kuchennymi!

środa, 3 października 2012

Chleb z czekoladą i rodzynkami (na zakwasie, rzecz jasna)

Chleby zawierające wyraziste dodatki nie cieszą się uznaniem w moim domostwie.
Szczytem ekstrawagancji okazał się chleb z cebulą, mlekiem i liściem laurowym z przepisu Dan'a Lepard'a. Niektórzy nie byli jednak w stanie go przełknąć i po tym incydencie postanowiłam, że skupię się na "prostych", "bazowych" recepturach na chleby neutralne w smaku.
Dlatego ze zdziwieniem słuchałam pierwszych recenzji po degustacji jakże niecodziennego chleba czekoladowo-rodzynkowego.
"Królewskiiii!!!!!"
"Ale z czym go jeść?"
"Ja zjadłem z szynką. Pasztet też się nada".
Czyli nie było tak źle!
Tylko ten odwieczny problem... z czym można jeść takiego dziwoląga?
Dzięki rodzynkom chleb jest bardzo słodki.
Kawałki czekolady sprawiają, że mamy wrażenie jakbyśmy jedli kanapkę z nutellą.
Taki chleb nie potrzebuje już żadnych innych dodatków, nawet cienko posmarowane masło przeszkadzało mi w delektowaniu się jego smakiem.
Ale dam szansę szynce i pasztetowi.
Albo białemu serowi.
Z czymś w końcu trzeba zjeść tego dziwoląga (po dwóch pajdach miałam dość słodyczy na dobrych kilka godzin!).

Na chleb czekoladowo-rodzynkowy natknęłam się na blogu Garlic Buddha.
Zdjęcia okrągłego bochna o kakaowym odcieniu, upstrzonego w bliżej nieokreślone kawałki owoców podziałały na moją wyobraźnię.
Nie wiedziałam co to znaczy "currants". Po nieudolnym tłumaczeniu uznałam, że chodzi o porzeczki.
"Porzeczki, mmm, takiego chleba jeszcze nie jadłam".
Zastanawiając się gdzie znajdę porzeczki we wrześniu, skomentowałam post na Garlicu Buddzie i kilka dni później odezwał się do mnie autor tego bloga, Ray.
Ray wysłał mi przepis na "Chocolate Currant Sourdough", gdyż zauważył, że mieszkam w Polsce i uznał, że w tym kraju będzie mi trudno zdobyć książkę Emmanuela Hadjiandreou pt. "How to make bread".
Okazało się, że tytułowe "currant" to tak naprawdę "Zante currants" czyli koryntki!
Rodzynki, a nie tam żadne porzeczki!
Koryntek jednak nie mogłam znaleźć w sklepie, więc zastąpiłam je sułtankami.
Różnica polega na tym, że koryntki są mniejsze i ciemniejsze od sułtanek, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami!

Ten niezwykly chleb znalazłam również na blogu Farine, razem z cennymi uwagami.


Chleb z czekoladą i koryntkami
przepis z książki "How to make bread" Emmanuela Hadjiandreou



- 200 g rodzynek koryntek (użyłam sułtanek)
- 80 g mlecznej/półsłodkiej czekolady posiekanej na małe kawałki (użyłam mlecznej)
- 330 g pszennej mąki chlebowej/wysokoglutenowej (użyłam mąkę pszenną typ 750 o zawartości białka 12,5 g)
- 8 g (1 i 1/2 łyżeczki) soli
- 20 g (2 i 1/2 łyżki) kakao
- 170 g zakwasu pszennego 100% hydracji
- 250 g ciepłej wody (uwaga! dodałam tylko 220 g!)


1. Wymieszaj w miseczce kawałki czekolady i rodzynki (moje rodzynki były bardzo suche, więc dzień wcześniej zalałam je wodą i później odsączyłam)
2. W innej misce wymieszaj suche składniki: mąkę, sól i kakao.
3. W dużej misce wymieszaj mokre składniki: zakwas i wodę.
4. Dodaj do mokrych składników czekoladę, rodzynki i suche składniki. Wymieszaj do połączenia składników.
5. Przykryj miskę ściereczką i odstaw na 10 minut.
6. Po 10 minutach wyrób ciasto w misce, tzn. jedną rękę rozciągnij kawałek ciasta i nałóż go na siebie, drugą ręką przekręć miskę o 90° i wykonaj tę samą czynność. Tych rozciągnięć wykonaj co najmniej 8 (coś w tym stylu, albo w tym, albo w takim).
7. Znowu przykryj miskę ściereczką i odstaw na 10 minut.
8. Wykonaj dwa razy czynności z punktów 6 i 7, następnie tylko krok 6 i odstaw ciasto na 1h, do podwojenia objętości (moje ciasto zostawiłam na ok. 2h, w temp. ok. 20°C, po 1h złożyłam ciasto).
9. Kiedy ciasto podwoi swoją objętość, walnij w nie pięścią, żeby uwolnić powietrze (nie zrobiłam tego:P).
10. Oprósz blat mąką i rozłóż na nim ciasto.
11. Podziel ciasto na 2 równe części i uformuj z nich kule (uformowałam 1 duży bochenek).
12. Koszyk do chleba obsyp mąką i umieść w nim 2 kule, tak żeby się stykały.
13. Chlebki muszą prawie podwoić swoją objętość - zajmie im to od 3 do 6 godzin (mojemu bochenkowi zajęło ok. 8h).
14. Na ok. 20 minut przed pieczeniem, rozgrzej piekarnik do 240°C, wstaw do niego blachę żeby dobrze się rozgrzała, a na dno połóż naczynie żaroodporne z gorącą wodą, żeby wytworzyć parę.
15. Wyłóż chleb z koszyka na gorącą blachę, zrób nacięcia żyletką albo ostrym nożem.
16. Zmniejsz temperaturę do 220°C.
17. Piecz przez ok. 30 minut (po 10 minutach ostrożnie wyjmij blachę z parującą wodą, bo nie można utrzymywać pary przez cały czas pieczenia, jedynie na początku), albo aż bochenek będzie brązowy.
18. Sprawdź czy chleby się upiekły - postukaj w nie od spodu i jeśli nie wydają głuchego odgłosu, to włóż z powrotem do piekarnika i dopiekaj przez kilka minut (mój duży bochenek był gotowy po 45 minutach pieczenia). Studź na kratce.


Detektor zakalcuchów:
W przepisie podano, że chleb należy umieścić w koszyku o pojemności 900g. Mój koszyk chyba miał większą pojemność, więc gdy wyrzuciłam chleb na blachę, to się trochę rozpłaszczył.
Po za tym trochę długo wyrastał.
8 godzin.
Może po prostu przerósł w koszyku i dlatego się rozpłaszczył?
Nie wiem.
Sprawdzę następnym razem.

Nieudolne nacięcia

Spód chleba

Życzę smacznych zakalcowatych chlebów czekoladowych!!!