Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sourdough Surprises. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sourdough Surprises. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 sierpnia 2014

Batony granola na zakwasie

W sierpniowej edycji Sordough Surprises mieliśmy piec batoniki granola.
Granola to taka mieszanka płatków zbożowych i bakalii pieczona do chrupkości.
Nigdy jeszcze nie przyrządzałam granoli, a już tym bardziej batoników z granoli.
Najbardziej spodobało mi się to, że batoniki granola są płaskie:P.
Hahahaha!!!
No bo nie mogłam wiele wymagać od mojego biednego zakwasiku, zostawionego w ciemnym kącie lodówki przez 1,5 tygodnia.
Musiałam mu dać jakieś łatwe zadanie na rozgrzewkę.
Niestety to nie był dobry dzień na pieczenie.
Zagapiłam się i zamiast cukru nasypałam soli!
Później nie przypilnowałam cienkiego granolowego placka i trochę się spiekł.
Ups.
Poza tym skończył mi się papier, więc blachę wyłożyłam folią aluminiową i granola się do niej przykleiła.
Twarde jak kamień batoniki najlepiej sprawdziły się jako przekącha dodawana do mleka. Trochę wtedy miękły, no i niepożądane kawałki sreberka dryfowały na powierzchni i można je było wyłowić:P.
Następnym razem przygotuję granolę czekoladową, bo przekonałam się, że jednak nie przepadam za suszonymi owocami w daniach śniadaniowych;P.

Batoniki granola na zakwasie
Inspirowałam się przepisem z Bernd's Bakery.

Do moich batoników granola dodałam:
100 g zakwasu żytniego (100% hydracji), 
100 g płatków owsianych górskich, 
100 g orzeszków ziemnych (kupiłam solone i opłukałam je w wodzie), 
40 g suszonych śliwek, 
40 g suszonej żurawiny, 
20 g siemienia lnianego, 
20 g sezamu, 
20 g melasy trzcinowej,
40 g masła,
130 g cukru (można dać mniej).

W rondelku rozpuściłam masło i melasę, trochę przestudziłam i wlałam do reszty składników.
Dokładnie wymieszałam.
Rozprowadziłam na blasze na bardzo cienki placek (o grubości ok. 1 cm).
Piekłam w 180°C przez ok. 25 min.
Po wystudzeniu podzieliłam placek na mniejsze kawałki.


wtorek, 20 maja 2014

Bułki hamburgerowe na zakwasie i Tang Zhong

Tematem przewodnim majowej edycji Sourdough Surprises były bułki do hamburgerów i hot dogów.
Wpadłam na pomysł, żeby dodać starter Tang Zhong, który sprawia, że pieczywo jest bardziej puszyste.
Tak też się stało.
Bułeczki na zakwasie wyszły mięciutkie i delikatne niczym ich drożdżowe odpowiedniki.
Za posypkę robił jasny i czarny sezam.
Nie jestem znawczynią hamburgerów i nie wiem czy bułeczki, które upiekłam nadają się do tej potrawy.
Może były ciut za słodkie?
Ale o ile pamiętam to w pewnej znanej restauracji typu fast food serwowano właśnie takie lekko słodkie bułki.
Phi, jeśli ktoś nie trawi przesłodzonego pieczywa rodem z supermarketu, niech zmniejszy ilość cukru i wszystko powinno być cacy.
Nie planowałam tego dnia wyżerki hamburgerowej, więc przygotowałam niby-hamburgera, wrzucając do niego prawie wszystko co miałam w lodówce.
W moim oszukanym hamburgerze znalazł się kotlet mielony z poprzedniego dnia, pomidor, plasterek sera żółtego, rzodkiewka, korniszony z chili, szczypiorek i musztarda chrzanowa.
Całkiem smaczne i pożywne danie, ale chyba niezbyt zdrowe:P.


Bułki na zakwasie i Tang Zhong
Przepis z The Fresh Loaf


12 buł:

Tang Zhong:
2 łyżki mąki pszennej (dodałam typ 550)
8 łyżek mleka
2 łyżki wody

W małym garnku wymieszałam mąkę z wodą i mlekiem. Gotowałam tę miksturę na małym ogniu, aż wyraźnie zgęstniała i stała się lśniąca (można też wsadzić termometr i gotować, aż do momentu jak mikstura osiągnie temperaturę 65°C). Zdjęłam z ognia i  odstawiłam do wystygnięcia.

Ciasto właściwe:
500 g mąki pszennej (dodałam typ 550)
60 g cukru
ok. 120 ml mleka
100 g aktywnego zakwasu żytniego 100% hydracji
40 g miękkiego masła
1 łyżeczka soli
cały Tang Zhong
5 g świeżych drożdży (opcjonalnie)

+ roztrzepane jajko do posmarowania bułek, sezam jasny i sezam czarny do posypania

Wymieszałam wszystkie składniki i wyrabiałam ciasto ręcznie przez ok. 12 minut.
Włożyłam ciasto do miski, przykryłam folią spożywczą i odstawiłam do fermentacji na ok. 2 h (aż podwoiło objętość) w piekarniku z włączoną lampką.
Uformowałam okrągłe bułki, przykryłam ściereczką i zostawiłam na blasze do ponownego wyrastania, na ok. 60 minut.
Przed pieczeniem posmarowałam wyrośnięte bułeczki roztrzepanym jajkiem i obsypałam sezamem.
Piekłam w 200°C przez ok. 20 minut.
Wystudziłam na kratce i pożarłam.

środa, 26 lutego 2014

Małpie figle z małpim chlebkiem na zakwasie

Motywem przewodnim lutowego wydania Sourdough Surprises były ciasta i chlebki do odrywania. Przykładem takiego wypieku jest małpi chlebek.
Składa się on z mnóstwa małych kuleczek ciasta, które najpierw są zanurzane w maśle, a później obtaczane w cynamonie, bądź innych przyprawach lub dodatkach. Jakby tego jeszcze było mało, upieczony chlebek można polać słodkim syropem. Czyli jest bardzo słodko, lepko i kończy się na tym, że wszyscy mają brudne paluchy, bo nie da się jeść tego ciasta inaczej niż rękami. Czyżby stąd wzięła się jego nazwa?
Nigdy jeszcze nie piekłam tego ciasta, więc pomyślałam, że to idealna okazja.
To było również moje pierwsze podejście do słodkiego ciasta na zakwasie.
Chciałam się popisać kreatywnością i wymyśliłam, że kulki obtoczę w chałwie i tahini.
Nadzienie zgapiłam z przepysznego ciasta drożdżowego z chałwą i tahini.
Byłam naprawdę dumna z tego wypieku, chlebek pięknie wyrósł i pachniał wspaniale.
Jednak kiedy go spróbowałam...
... okazało się, że upiekłam najohydniejsze ciasto wszechświata!
Moja w tym wina, bo chlebek zdecydowanie za długo wyrastał.
Nadzienie z chałwy i tahini, które idealnie pasowało do słodkiego drożdżowego ciasta, zupełnie nie zgrało się z kwaśnym jak cholera ciastem na zakwasie.
Domownikom nie przypadł do gustu ani smak, ani idea lepiących się kulek, które trzeba było odrywać od chlebka.
Jednym słowem - porażka!
Nie zdecydowałam się na zaprezentowanie mojego tworu na liście Sourdough Surprises, bo naprawdę nie ma się czym chwalić.
Jednak nie mogę zawieść wiernych fanów zakalcowatych wypieków, zatem pozwólcie, że opowiem Wam historię najokropniejszego małpiego chlebka, jaki kiedykolwiek ujrzał światło dzienne:



Jak przygotowałam recepturę na małpi chlebek:
Inspirację wzięłam ze strony Sour Salty Bitter Sweet. Składniki były podane w "cups", a mnie nie za bardzo chciało się konwertować na gramy, więc zaczęłam improwizować. Użyłam 285 g białego pszennego zakwasu, 5 g świeżych drożdży, 40 g cukru, 340 g mąki, 100 g mleka, 1 małe jajko, 1/4 łyżeczkę soli i 40 g masła.
Jak widać, stosunek zakwasu do mąki jest dość znaczny. Ciasto wyrastało 4 h w wyłączonym piekarniku. Chyba troszeczkę za długo, ale zagapiłam się. Ups.
Muszę również wspomnieć, że specjalnie z okazji pieczenia małpiego chlebka, powołałam do życia zakwas pszenny. Pędziłam go przez 3 dni na mące typ 500 o nieznanej zawartości białka. Zakwas nie był zbyt ruchliwy i również w tym doszukuję się źródła mojego niepowodzenia.

Formowanie małpiego chlebka:
Ciasto rozwałkowałam na duży prostokąt i podzieliłam na paski. Każdy pasek dzieliłam na kilka części i z nich formowałam małe kulki:





Kulki obtaczałam w maśle, następnie próbowałam rozsmarować na nich tahini. To było trochę trudne, bo moja pasta tahini była raczej gęsta. Później obtaczałam taką kulkę w pokruszonej chałwie.
To była brudna robótka, nie da się ukryć.

Kulki układałam w formie na babkę, wysmarowanej margaryną i obsypanej mąką pszenną:

Ciasto przed wyrastaniem

Foremkę przykryłam ręcznikiem i czekałam, aż ciasto podwoi swoją objętość. Zajęło mu to ok. 3 h w temperaturze 19 st. C.

Ciasto po podwojeniu objętości

Małpi chlebek piekłam przez ok. 45 minut w temperaturze 180 st. C.

Upieczone ciasto

Tak wyglądało w środku:


Niestety, jak już wspominałam, smak pozostawiał wiele do życzenia.


Przemiana małpiego chlebka w bajaderki:
Bardzo było mi szkoda tak luksusowych składników jak chałwa i pasta tahini. Pomyślałam, że pokruszę nieudane ciasto i zrobię z niego bajaderki. Bajaderki to takie trufle dla ubogich. Ich głównym składnikiem są zakalce. Aż dziw bierze, że taki doświadczony zakalcorób jak ja, dopiero teraz zdecydował się na przyrządzenie tego rarytasu.
Do bajaderek dodałam czekolady, kakao i dżemu (nie pamiętam jakiego). Miałam nadzieję, że te składniki będą w stanie stłumić kwaśny smak ciasta. Niestety bajaderki okazały się kolejnym niewypałem. Smakowały wprost okropnie.

Zakalczyki kuszą...

Ostateczny rozrachunek z małpim chlebkiem:
Niestety nie było już ratunku dla tego ciasta. Zakopałam je w ogródku. Mam nadzieję, że nie zabiłam dżdżownic.

Żegnaj małpi chlebku!

Chlip, chlip, do zobaczenia małpi chlebku!
Ale nie rozpaczam, o nie!
Przecież jutro przyjdzie nowy dzień, obdaruje mnie zakalcem i znowu napiszę o tym noteczkę!
Piekarnik już rozgrzany, nadeszła więc pora na kolejną przygodę z zakalcami!


Życzę przepysznych małpich chlebków na zakalcowatym zakwasie!!!

wtorek, 21 stycznia 2014

Focaccia z oliwkami na zakwasie

Nadeszła pora na styczniową odsłonę Sourdough Surprises, czyli Zakwasowych Niespodzianek, a może Zakwasu, Który Nas Nieustannie Zadziwia (tłumaczcie jak chcecie:P).
Na tapetę wzięto focaccię, z czego bardzo się ucieszyłam, gdyż jest to rodzaj płaskiego pieczywa.
Poprzednim razem też poszłam na łatwiznę, bo brałam udział we wspólnym pieczeniu płaskolubnych brownie i krakersów.
Na początku przygody z tą akcją, obiecałam sobie, że nie zatrzęsę majtami i będę podejmowała zakwasowe wyzwanie każdego miesiąca;).
Myślałam, że blogowa zabawa zachęci mnie do zmierzenia się z takimi wypiekami jak babka albo muffinki na zakwasie.
Tak się jednak nie stało.
Niektóre edycje po prostu przegapiłam, a czasami rezygnowałam z udziału, ponieważ nie ufałam mojemu zakwasowi.
Tym razem postanowiłam zaryzykować i upiec focaccię wyłącznie na zakwasie.
Żadnego oszukiwania, żadnego ukradkowego dosypywania choćby śladowych ilości drożdży!
Ojeju, jeju, cóż to był za wyczyn!
Focaccia wyszła całkiem dobra.
Zutylizowałam w niej zielone oliwki, zakupione w pewnym dyskoncie, które w ogóle mi nie smakowały, ale w połączeniu z ciastem tworzyły całkiem zgrany duet.
Nic nie szkodzi, że trochę za długo trzymałam ją w piekarniku...
Uważam ten wypiek za udany, chociaż jeden z komentarzy brzmiał następująco: "Jak to kroić? Siekierą? Kurczę, wyjątkowy gnieciuch. Zęba można w tym zostawić".


Focaccia z oliwkami na zakwasie
Zmodyfikowany przepis z Kulinarnych Przygód Gatity



Składniki na 1 focaccię:

Zaczyn płynny:
15 g aktywnego zakwasu pszennego (dałam żytni)
75 g mąki pszennej chlebowej 650
90 g wody

Ciasto chlebowe:
Cały zaczyn (180g)
180 g letniej wody
360 g mąki pszennej chlebowej 650 (dałam mąkę pszenną krupczatkę typ 450)
1 łyżeczka soli
100 g zielonych oliwek, osuszonych, przekrojonych na pół
oliwa do posmarowania ciasta


Wszystkie składniki płynnego zaczynu mieszamy i zostawiamy na blacie kuchennym na 12-16 godzin.
Po tym czasie łączymy płynny zakwas z pozostałymi składnikami chleba, oprócz oliwek.
Ciasto wyrabiamy ręcznie przez ok. 10 minut.
Ciasto przykrywamy folią i zostawiamy do wyrośnięcia na 2,5 godziny. W tym czasie powinnyśmy je dwukrotnie odgazować.
Po tym czasie z ciasta formujemy focaccię i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Focaccia powinna być nieco grubsza niż pizza. Wierzch smarujemy obficie oliwą z oliwek, dekorujemy oliwkami i zostawiamy do wyrastania w ciepłym miejscu na około 30-40 minut. Po tym czasie w cieście robimy małe dołki opuszkami palców.
Piekarniku nagrzewamy do 220°C. Pieczemy focaccię przez około 20 minut, do momentu kiedy będzie rumiana.





Translation for English speaking sourdough lovers: Focaccia was perfect choice for me because it's flat bread. I'm afraid of baking something like babka or muffins because my sourdough is not crazy active. I felt so guilty because I skipped so many Sourdough Surprises editions. This time I decided to bake focaccia using only sourdough starter. No cheating! No fresh yeasts! It turned out delicious, although with a little bit hard crust... My father said that he will cut it with an axe!
I didn't have any olive oil, so I had to use butter instead! Someone would call it profanation, but it was very yummy kind of violation. Focaccia was not very high, but I think that my sourdough did a great job anyway.



Sourdough Focaccia with Olives



Makes: 1 focaccia

Liquid levain:
15 g active sourdough starter (100% hydration)
75 g bread flour
90 g water

Prepare the liquid levain 12 to 16 hours before you plan to start the dough. Let it stand at room temperature.

Final dough:
Whole liquid levain (180 g)
180 g lukewarm water
360 g bread flour
1 tsp salt
100 g green olives, drained and cut in half
+ olive oil for brushing

Combine all ingredients together, except green olives, until you get a homogeneous dough.
Knead the dough for about 10 minutes.
Place into a bowl, cover with plastic wrap and let rest for about 2,5 hours. Stretch and fold 2 times.
Place the dough on the parchment-covered baking sheet.
Flatten the dough with your hands to about 1,5-2 cm thick. Pour olive oil on top and put green olives, tomatoes or anything what's near you:P.
Let the foaccia rest for about 30-40 minutes. Push your fingers energetically into the dough to form holes.
Bake at 428°F (220°C) for about 20 minutes or until golden brown. 



Detektor zakalcuchów:
Na focaccię wrzuciłam oliwki, pomidorka koktajlowego pokrojonego na kilka plastrów i trochę suszonego oregano:P.
Okazało się, że akurat nie mam w domu ani jednego mililitra oliwy, więc zastąpiłam ją masłem (czyżby profanacja? Ale całkiem smaczna).


Focaccia przypadkowo uzyskała iście walentynkowy kształt. Próbowałam uklepać ją najbardziej jak się da, żeby uzyskać niską focaccię, bo taką właśnie lubię:


Focaccię przykryłam niedbale folią aluminiową i schowałam do piekarnika z włączoną lampką. Niestety powierzchnia focacci wyschła i podczas pieczenia nie chciała się zarumienić. Włożyłam górną kończynę do piekarnika i próbowałam rozsmarować masło przy pomocy pędzla. Jakimś cudem w ogóle się nie poparzyłam i focaccia zaczęła nabierać koloru. Jednak po przepisowych 20 minutach uznałam, że jeszcze może się trochę podpiec. Zagapiłam się i z piekarnika wyleciał twór o konsystencji cegły. Z trudem odłupywało się kolejne kawałki, ale to naprawdę nieistotny mankament.


Focaccia wyrastała przez 1 h. Moim zdaniem zakwas poradził sobie całkiem nieźle. Może nie wyrosła spektakularnie przez ten czas, ale trochę się jednak podniosła. Zakwasiku, wspaniale sobie poradziłeś, nie wyprodukowałeś zakalca, kocham Cię:*.


Na drugi dzień focaccia zamieniła się w strasznego, twardego kapća. Stawiałam ją nad kubkiem z parującą wodą, żeby zmiękła. Trochę pomagało:P.




Focaccię na zakwasie upiekli również:




Wpis dołączam do styczniowej listy "Na zakwasie i na drożdżach", prowadzonej na blogu Zapach Chleba:




Życzę fokaczji zakalaczji!

wtorek, 20 sierpnia 2013

Krakersy na zakwasie

Bardzo się ucieszyłam kiedy okazało się, że w tym miesiącu motywem przewodnim Sourdough Surprises będą krakersy.
Krakersy są płaskie więc nie potrzebujemy szalejącego zakwasu żeby je wykonać.
Podobna myśl przyświecała mi poprzednim razem, gdy wraz z Zakwasowymi Niespodziankami piekłam brownie na zakwasie.
No nie ma szans żeby się nie udało, skoro ma być niskie, płaskie i niezbyt wypieczone!

Myślałam, że będzie to łatwe zadanie.
Jednak jak zwykle przeliczyłam się.

Najpierw uderzyła w mój mózg mnogość możliwości.
Tyle różnych przepisów, zaledwie jeden po polsku.
Tyle kombinacji składników, panie, co tu wybrać?
Okazało się, że nie będzie to łatwy kawałek krakersa.
Zapowiadało się na duży eksperyment, w którym ofiarą mogły paść podniebienia niewinnych domowników.
W końcu kto jak kto, ale ja i moi odwieczni towarzysze (zakalce) nie zawsze wychodzimy z takich sytuacji obronną ręką. Improwizacja nie jest naszą mocną stroną.
Na szczęście zakończyło się umiarkowanym happy endem, ale o tym za chwilę.


For English-speaking sourdough lovers: I was very happy when I found out that August theme is sourdough crackers. My sourdough starter doesn't feel very good lately. Flat snacks was ideal choice for me.
I made sourdough cheese crackers. Not so healthy, but very yummy.They taste very good but the results from two batches were different. The first round of crackers was better than the second one. I rolled out first batch to 3 mm thickness. I baked them on "fan bake". Maybe they were too pale but they had air pocket inside, oh yeah. I baked second batch of crackers with no "fan bake". I rolled them out to 1 mm thickness. They turned out darker (oops!) and with no air pocket. They didn't taste as good as the first round of crackers. I wonder why? I guess it depends on a lot of variables:P. But I don't want to think too much about it, I ate them pretty quickly, that's all that matters in the end:P.
Scroll down for the recipe in English.


Serowe krakersy na zakwasie
zmodyfikowany przepis z The Bojon Gourmet



Talerz krakersów:
90 g zakwasu żytniego 100% hydracji
60 g mąki pszennej typ 550
60 g mąki żytniej typ 720
3 łyżeczki wody
2 łyżki miękkiego masła
4 łyżki sera startego na tarce o małych oczkach (użyłam sera masdamer:P)
2 łyżeczki suszonego oregano
1/2 łyżeczki soli (w oryginale 3/4 łyżeczki, ale moim zdaniem krakersy wyszły za słone)
1/2 łyżeczki cukru
+ olej do posmarowania krakersów przed pieczeniem

Wymieszałam wszystkie składniki w ślicznej miseczce.
Wyrobiłam ciasto przez chwilę, żeby być pewnym, że wszystkie składniki się ze sobą dobrze połączyły.
Odstawiłam ciasto do miseczki, pod przykryciem z folii spożywczej, na 1 godzinę.
Podzieliłam ciasto na 2 części.
Pierwszą część ciasta rozwałkowałam na papierze do pieczenia na grubość ok. 3 mm.
Pocięłam ciasto na małe kwadraciki. Nie trzeba robić odstępów, bo krakersy raczej nie rosną na długość, raczej pęcznieją:P.
Posmarowałam z wierzchu olejem i wstawiłam do piekarnika.
Tak samo potraktowałam drugą część ciasta.

Piekłam w 180°C z termoobiegiem przez ok. 15 minut, aż się zarumieniły.

Po wyjęciu z piekarnika mogą być przez chwilę miękkie, ale gdy zaczną stygnąć, powinny stać się chrupiące.
Jeśli nie będą chrupiące po ostygnięciu, oznacza to, że musimy je jeszcze trochę podpiec w piekarniku.
Ponoć można je przechowywać w pojemniku do dwóch tygodni.




Sourdough Cheese Crackers
Adapted from The Bojon Gourmet




90 g rye starter (100% hydration)
60 g light rye flour
60 g plain flour
3 tsp water
2 tbsp softened butter
4 tbsp finely grated cheese 
2 tsp dried oregano
1/2 tsp salt (originally 3/4 tsp but I think it's too salty)
1/2 tsp sugar
+ oil for brushing

Combine all ingredients together, until you get a homogeneous dough.
Place into a bowl, cover with plastic wrap and let rest for about an hour.
Divide the dough into two portions. 
Roll one portion out on baking paper, as thin as possible. Brush the dough with a thin layer of oil. Using a knife/pizza knife/pastry wheel, cut the crackers into rectangles/squares/whatever shape you like.

Bake at 350°F (180°C) for about 15 minutes or until they are golden brown. 
They will still be a bit soft, but will crisp up when they cool. If they are not crisp enough, return them to the oven. Let cool. Store in an airtight container for up to two weeks.



Detektor zakalcuchów:

I tura
Miło mi się pracowało z ciastem na krakersiki.
Pierwszą turę krakersów rozwałkowałam na grubość 3 mm. Następnie potraktowałam je radełkiem żeby miały śmieszne kształty. Usunęłam z brzegów najmniejsze kawałki bo podejrzewałam, iż mogą się za bardzo przypalić.




Piekłam je ok. 15 minut, albo może nawet 20 minut, bo nie chciały się cholery zarumienić! Krakersy po bokach przypiekły się aż za bardzo, a te w środku nie chciały tego uczynić. Niektóre były trochę blade, ale uznałam, że poprawię się w drugiej turze. Krakersy z pierwszej tury miały jakby taką kieszonkę w środku:


II tura
Druga część ciasta spędziła kilkanaście minut pod przykryciem z folii, podczas gdy ich kuzyni piekli się w piekarniku.
Tym razem rozwałkowałam ciasto na grubość ok. 1 mm.
Postanowiłam sprawdzić czy krakersy wyjdą tak samo dobre bez pieczenia z termoobiegiem.
Nastawiłam temperaturę na 180°C.
Piekłam je o wiele dłużej niż poprzednią partię, no i w końcu się zagapiłam i trochę za bardzo się spiekły. Okazało się, że krakersy nie wystrzeliły w górę, nie miały żadnych podskórnych bąbli powietrza, były całkowicie płaskie.

I tura vs. II tura
Jestem naprawdę zdumiona, że z tego samego ciasta uzyskałam zupełnie inne rezultaty:P
Spójrzmy na zdjęcia porównawcze:



Co spowodowało, że krakersy z I tury tak napęczniały?
Czyżby była to kwestia temperatury?
Tak na chłopski rozum, to krakersy z II tury powinny mieć w sobie więcej bąbli powietrza, bo ciasto trochę leżakowało na boku. Dlaczego więc są takie płaskie?
Może za cienko rozwałkowałam drugą część ciasta?
O wiele lepiej chrupało się krakersy z I tury, dzięki temu, że miały w sobie niespodziankę:P
Ja już nic nie wiem, idę chrupać.



A oto jak innym zakwasowiczom udały się krakersy na zakwasie:



Życzę chrupiących zakalczyków!!!

poniedziałek, 20 maja 2013

Brownie na zakwasie

Od pewnego czasu obserwuję bloga o nazwie Sourdough Surprises. W wolnym tłumaczeniu - zakwas zaskakuje, zadziwia nas (a może Zakwasowe Niespodzianki:P?).
Jego działalność polega na tym, że co miesiąc wybierany jest temat przewodni, np. pizza na zakwasie. Blogerzy odświeżają zakwasy, pieką różne dziwne rzeczy i dzielą się swoimi zakwaszonymi doświadczeniami.
A wszystko po to by wspólnie odkryć do czego może służyć nasz kwaśny przyjaciel, oprócz wypiekania bułek i chlebów.
Na tapecie były już babki, pizze, ciasteczka, pączki, bajgle, itd...
Jak dotąd nie miałam odwagi przyłączyć się do akcji.
Moje doświadczenia z zakwasowymi wypiekami są znikome. Raz zdarzyło mi się usmażyć bliny na zakwasie, ale placki wyszły niewyrośnięte i kwaśne jak cholera (zakwas był młody i niedokarmiony, wyjęty prosto z lodówki).
Ale pomyślałam, że brownie, jako król zakalców, nie będzie zbyt wymagającym ciastem i jeśli nawet zakwas nie podoła i nie podniesie czekoladowej masy, to i tak nikt nie zauważy:P
Nadszedł więc czas na eksperyment...



English translation

Hello my friends from around the world. I'm from Poland and this is my blog "Slack-baked cakes of my life".
I haven't baked anything with sourdough starter besides breads and rolls. I thought that it is ideal occasion for a little challenge.
Brownie seemed to be good for a start. I thought that even if I would fail, nobody would notice because brownie is not suppose to be fluffy and sky-high cake.
I baked my brownie from basic recipe suggested on Sourdough Surprises. I decreased all the ingredients by 1/3. My brownie didn't rise at all so I'm wondering if my sourdough starter is doing ok?
I was surprised by the taste. It was different from all the brownies that I had baked. At first, it tasted salty. But then it tasted good, full of rich chocolate flavor. It has perfect balance between sweetness and dark chocolate.
I don't know if this my favorite brownie, but I'm glad that I tried something new and different.



Brownie na zakwasie
przepis z The Gingered Whisk



- 100 g gorzkiej czekolady, posiekanej
- 75 g niesolonego masła, pociętego na kawałki
- 67 g cukru
- 2 g soli
- 2,5 g ekstraktu z wanilii
- 1 jajko w temperaturze pokojowej
- 13 g kakao
- 73 g dojrzałego zakwasu 100% hydracji

Postaw dużą miskę nad rondelek z gorącą wodą (woda nie może dotykać dna miski!). 
Do miski wsyp posiekaną czekoladę.
Kiedy czekolada się rozpuści, wrzuć do miski kawałki masła, wymieszaj, aż się roztopi.
Wmieszaj cukier, sól i ekstrakt z wanilii.
Dodaj jajko, wymieszaj dokładnie.
Dodaj kakao.
Dodaj zakwas i wymieszaj, aż składniki dokładnie się połączą.
Formę o wymiarach 21 cm x 11 cm wyłóż papierem do pieczenia (ostatnio używam kawałków rękawa do pieczenia, bo moje foremki są tak zniszczone, że wchodzą w reakcję z ciastami i wypieki mają metaliczny posmak:P).
Piecz w 165ºC przez ok. 30 minut, przynajmniej moje się tyle piekło (sprawdź patyczkiem konsystencję, patyczek może być trochę oblepiony ciastem). 
Studź przez 20 minut w foremce, następnie wyjmij i studź na kratce.



Brownie na zakwasie upiekli również:





Detektor zakalcuchów:
W oryginalnym przepisie podano proporcje na naprawdę dużą blachę, więc postanowiłam upiec ciasto z 1/3 porcji. W sam raz na spróbowanie. No bo co by się stało gdyby ciasto się nie udało? Kto by zjadł tego zakalca?!
Po za tym, nie oszukujmy się. Oszczędniej było kupić 1 tabliczkę czekolady niż 3:P
Użyłam zakwasu żytniego, który wcześniej odświeżyłam dwa razy.

Spójrzmy na proces powstawania zakwasowego zakalcuszka:

1. Wystarczy nam jedna duża miska i trzepaczka kuchenna, co jest bardzo oszczędnym rozwiązaniem. Nie musimy odpalać miksera ani brudzić kilku misek.
Najpierw rozpuszczamy czekoladę nad gorącą wodą (ale nie gotującą!), później dodajemy do tej masy masło:

Czekolada rozpuszczona, masło czeka na wadze.

2. Dodajemy zakwas do masy:

Oto wiekopomna chwila!

3. Trzepiemy, trzepiemy trzepaczką, aż wszystko nam się ładnie połączy. Masa wyszła dość gęsta i z trudem  zsuwała się z trzepaczki:

Mmm, czekoladowo.

4. Miałam nadzieję, że brownie trochę urośnie, ale nic takiego się nie stało:P
Ciasto wyszło bardzo niskie i szerokie:


Mój pies śmieje się z kawałka ciasta.

Jak zakończyła się przygoda z brownie na zakwasie?
Myślałam, że ciasto będzie kwaśne i razowe (przecież jedyna mąka użyta w przepisie to mąka żytnia razowa, na której sporządzony jest zakwas).
Tymczasem po pierwszym kęsie wydawało mi się... słone! Czyżbym dodała za dużo soli? A może sprawił to dodatek zakwasu? Później jednak to wrażenie zmalało i na pierwsze miejsce wyszedł posmak czekolady.
Brownie, które wcześniej piekłam, były bardziej słodkie.
Zdecydowanie jest to wytrawne brownie, mega czekoladowe, czyli takie jak nam obiecuje przepis.
Co ciekawe, usłyszałam pochlebne komentarze, a tego się nie spodziewałam.
Zastanawiam się czy brownie nie powinno być jednak trochę wyższe?
No bo co robi zakwas w tym przepisie? Czy to tylko dodatek smakowy?
Może następnym razem należałoby wzbogacić ciasto o pół łyżeczki sody oczyszczonej? Ale jaki wtedy byłby sens dodawania zakwasu?
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, więc dalej będę piekła swoje ulubione brownie, ale może jeszcze się skuszę na jakiś wypiek na zakwasie.

Póki co, wkleję sobie jeszcze banerek, bo taki ładny:



Smacznego zakwasu w zakalcu!!!