Pokazywanie postów oznaczonych etykietą World Bread Day. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą World Bread Day. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Drożdżowe palmiery

Nadeszła pora na After Hours Party po Światowym Dniu Chleba, czyli poprawiny po World Bread Day 2013!!!
Nie wiem czy w tym roku Zorra zaplanowała After Hours Party, bo na jej stronie widzę tylko Roundup czyli podsumowanie.
Może w poprzednich latach nie cieszyło się dużym zainteresowaniem i zrezygnowała z niego?
Szkoda, przecież każdy lubi wiedzieć, że jego propozycja nie przepadła bez echa;).

Światowy Dzień Chleba 2013 odbył się 16 października i już zdążyłam o nim zapomnieć.
Kilka dni temu przypadkowo trafiłam na baner akcji na jakimś blogu i pomyślałam, że warto jeszcze raz przejrzeć co upiekli chlebomaniacy z całego świata.
Moją uwagę zwróciły drożdżowe palmiery, zapronowane przez hiszpańską blogerkę Paulę.
Oryginalne palmiery robi się z ciasta francuskiego, więc ich drożdżowy odpowiednik odziedziczył po nich chyba tylko kształt.
Ale nie powinnam tak marudzić bo bułeczki wyszły niczego sobie!
W moim wykonaniu to bardziej takie ciasteczka albo maleńkie przekąski.
Mięciutkie w środku i z chrupiącą skórką.
Przygotowałam trzy rodzaje nadzienia: z samym cukrem, cynamonem i dżemem jeżynowym.
Chyba najbardziej smakowały mi te z cukrem.


Drożdżowe palmiery
Przepis z  Con las zarpas en la masa


24 sztuki

Ciasto:
- 150 ml ciepłego mleka
- 20 g świeżych drożdży
- 40 g cukru
- 50 g masła w temperaturze pokojowej
- 3 żółtka
- 400 g mąki pszennej typ 500
- 10 g soli

Nadzienie:
- 50 g stopionego masła
- cukier


Rozpuścić drożdże w mleku. Dodać pozostałe składniki. Wyrabiać ciasto ręcznie przez 10 minut. Uformować kulę, zostawić pod przykryciem do podwojenia objętości (około 1 godziny).

Podzielić ciasto na dwie części. Rozwałkować na cienki prostokąt. Posmarować roztopionym masłem, posypać obficie cukrem i zwinąć po prawej stronie w kierunku środka, następnie po lewej stronie do środka.
To samo powtórzyć z drugą połówką ciasta.

Coś w tym  stylu, nie?

Pokroić na kawałki o  grubości 1 cm, spłaszczyć i umieścić na papierze do pieczenia. Ponownie posmarować roztopionym masłem i odstawić do wyrastania na 40 minut.

Krojenie rulonu

Piec w temperaturze 180ºC (z termoobiegiem) przez 12-15 minut.

środa, 16 października 2013

Mój chleb powszedni na Światowy Dzień Chleba

Miały być cuda na kiju.
Bo jak świętować Światowy Dzień Chleba, to na bogato, nie?
Najpierw wymarzyłam sobie chleb z orzechami włoskimi. Ale nie chciało mi się ich obierać z łupinek.
No to dobrze, upieczmy więc razowca, tak dawno nie było.
Powędrowałam zatem do lokalnego sklepiku, bo jakimś cudem kilka tygodni temu pojawił się w nim jeden egzemplarz mąki graham.
Stała tam i stała, nikt nie chciał jej kupować.
Zachodzę wczoraj do sklepiku i... mąki oczywiście już nie było. Nie wiedziałam, że w mej wiosce znajdzie się większy miłośnik grahamki ode mnie!
Co więc mogłam zrobić z dwustoma gramami żytniego zakwasu?
Mogłam upiec prosty pszenny chleb, który stał się moim chlebem powszednim, bo piekę go tak często, że aż wstyd. Różne miałam z nim perypetie.
Jedyną drobną modyfikacją przepisu jest dodanie maślanki.
Maślanka chyba lubi się z zakwasem, bo bochny ostatnio rosną wysokie jak z piekarni.
Jeszcze dwa miesiące temu, jakieś same rozpłaszczaki mi wychodziły, ale to chyba przez to, że zakwas się rozchorował. Przypomniałam sobie, że do tego chleba dodawałam kiedyś maślanki i od tego czasu wszystko powróciło do normy. Czyli nie wiadomo czy maślanka sprawiła tę zmianę, czy może zakwas wyzdrowiał sam z siebie.
Kiedy dodaję do tego chleba samą wodę i zakwas żytni zamiast pszennego, chleby nie prezentują się już tak okazale (ale ważne, że nie są rozpłaszczakami).


Scroll down for my magnificent English translation!


Chleb pszenny na zakwasie, z maślanką
przepis Dana Leparda z książki "The Handmade Loaf", z procedurą zmodyfikowaną przez Tatter, że o moich modyfikacjach już nie wspomnę





- 200g białego zakwasu pszennego (zwykle stosuję hydrację 100%) / albo 200 g zakwasu żytniego w wersji dla leniwych posiadaczy zakwasu żytniego / dla nieco bardziej aktywnych posiadaczy żytniego zakwasu, proponuję zrobić zaczyn z małej ilości zakwasu, wody i mąki pszennej
- 150 g maślanki
- ok. 160 g zimnej wody
- 500g białej pszennej mąki chlebowej (najlepiej żeby miała powyżej 11 g białka)
- 1 i 1/2 łyżeczki soli
- 4 g świeżych drożdży (opcjonalnie, jeśli wasz zakwas jest młody lub leniwy)


Zakwas wymieszałam z wodą i maślanką. Dodałam mąkę i sól, wszystko dobrze połączyłam. Ciasto wyrabiałam przez ok. 10 minut. Miałam gęstą maślanką, więc dodałam troszeczkę więcej wody, żeby ciasto nie było zbite, ale żeby nie rozpływało się na wszystkie strony świata.
Zostawiłam je do wyrośnięcia na 2 i 1/2 godziny, składając 2 razy, co 50 minut.
Z gotowego ciasta uformowałam kulę, włożyłam do okrągłego koszyka, złączeniami do góry i pozwoliłam chlebowi dobrze wyrosnąć (ok. 5 godzin) w temperaturze ok. 20°C. 
Piekłam w 230°C przez 10 minut, zmniejszyłam temperaturę do 210°C i piekłam jeszcze przez ok. 40 minut.



Broken-English version (keep in my mind that I'm from Poland and I'm not so bright):

Hello my dear Bread Lovers!
What did I choose to celebrate World Bread Day 2013?
Simple white bread, which I bake very often.
But it wasn't my first choice.
I thought that I will bake wholemeal bread or walnut bread, but I didn't collect all required ingredients.
I decided to bake White Leaven Bread instead. Basic recipe for white bread from Dan Lepard.
I had various adventures with this bread in the past. I bake this bread so often that you can easily tell when my sourdough starter doesn't feel very good.
I believe that buttermilk helped me to return to better baking experience, after some spectacular disasters. I don't know why, maybe buttermilk's bacterial cultures cause such good effect?!
Let me introduce you, my dear Bread Lovers, to my World Bread Day contribution:


White Leaven Bread with buttermilk
Modified recipe from Dan Lepard's "The Handmade Loaf"

- 200 g white leaven
- 500 g strong white flour
- 150 g buttermilk
- circa 160 g water
- 1,5 tsp. salt
- 4 g fresh yeast (optional, if your starter is not feeling good)


Mix together all the ingredients to form a soft, but manageable dough (add water if the dough is too dry). Work the dough for about 10 minutes.
Cover the bowl with a plastic wrap and leave for 2,5 hours (stretch and fold two times, at 50 minutes intervals).
Shape the dough into a ball and place it seam side-up in the linen-lined basket.
Leave at room temperature until almost doubled in height.
Pre-heat oven to 230°C (446°F). Bake bread for 10 minutes.
Decrease to 210°C (428°F) and bake for about 40 minutes.
Baked loaf should be evenly browned.

Cool on a wire rack, damn it!




Detektor zakalcuchów:
Dzisiaj w detektorze nie mam co opisywać, bo zakalcucha nie było.
Pokażę tylko zdjęcia tego samego chleba, ale na zakwasie żytnim (ten u góry jest upieczony na zakwasie pszennym).

Chleb siedzi sobie w koszyczku
Jesienne klimaty

Chleb ten upiekłam na cześć Światowego Dnia Chleba:

World Bread Day 2013 - 8th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!


Życzę miłych maślankowych zakalczyków!

czwartek, 21 lutego 2013

Drożdżowy chlebek bananowy

Z bananowym ciastem drożdżowym jeszcze się nie spotkałam, więc był to wielki eksperyment, balansujący na krawędzi zakalca.
Dziwne jest to ciasto.
A właściwie chlebek.
Nie wiadomo czy to chała, czy nie chała (przypomina mi chałkę o lekkim posmaku bananów).

Jeśli ktoś szuka wyraźnego bananowego aromatu, to zawiedzie się.
Możliwe, że z bardziej dojrzałym bananem (takim co to wygląda trochę obleśnie, bo skórkę ma już całą brązową) chlebek wyszedłby słodszy.
Chyba należy jeść taki chlebek z jakimś dodatkiem bo sam w sobie jest trochę nijaki. Najbardziej smakował mi po posmarowaniu grubą warstwą masła. Przypominał mi chałkę z prawdziwego zdarzenia! Ten miąższ i lekka, nienarzucająca się bananowa słodycz...
Konsystencję miał rzeczywiście bardzo ciekawą bo bananowa papka spowodowała, że miąższ był bardzo mięsisty, pulchny, miło się w nim zatapiało kły.
Chyba jednak nie będzie powtórki.
Wolę zjeść banana w jego podstawowej, bananowej postaci.

Co mnie podkusiło żeby tańcować z bananami?
A no nadal bawię się w Poprawiny Po Światowym Dniu Chleba (World Bread Day 2012 After Hours Party)
Na hiszpańskim blogu Comoju znalazłam ten oto przepis. Oczywiście w tłumaczeniu pomógł mi Gógl Translator (najlepszy tekst: "I pamiętaj, że te Go Bananas w misce owoców jest brzydki i masz zamiar strzelać, bo nikt nie zjada je". Ojej, nie wiedziałam, że dojrzałe banany mogą być pretekstem do zbrodni. A może naprawdę tak było w oryginale:P?).


Drożdżowy chlebek bananowy
przepis z Comoju



- 180 ml letniego mleka
- 1 paczuszka drożdży instant (7g) albo 14 g świeżych drożdży
- 3 łyżki cukru
- 1 łyżeczka soli
- 60 g masła, miękkiego
- 2 dojrzałe banany (u mnie 1 banan po obraniu ze skórki ważył ok. 100 g)
- 400 g mąki chlebowej (dodałam mąkę pszenną typ 500 wrocławską)

Drożdże instant wystarczy wymieszać z mąką. Ze świeżych drożdży należy zrobić rozczyn żeby sprawdzić czy są rzeczywiście takie świeże na jakie się kreują. Mój rozczyn wygląda tak: w małej miseczce mieszam drożdże z łyżeczką cukru, aż się rozpłyną. Wtedy zalewam je połową mleka z przepisu i stawiam miseczkę nad metalowym kubkiem z parującą wodą (woda oczywiście nie może dotykać dna miseczki, bo drożdże powiedzą nam pa! pa!). Można nie stawiać nad kubkiem, ale ja mam zimno w kuchni i jeśli nie zapewnię drożdżom ciepła, to mogę sobie pomarzyć o bąblującym rozczynie. Jeśli na powierzchni mleka pojawi się eksplozja bąbelków, to możemy się radować, ponieważ to oznacza, że drożdże są gotowe do dalszej pracy.

Banany obieramy ze skórki i rozgniatamy je na papkę.
Mieszamy ze sobą wszystkie składniki i wyrabiamy ciasto. Na początku ciasto najprawdopodobniej będzie wyglądało jak jedna wielka breja. Nie zrażajmy się tym. Ciasto będzie bardzo lepiące i takie ma być, w końcu zawiera w sobie papkę z bananów. Można trochę podsypać mąką, ale bardzo mało, w żadnym wypadku nie wolno nasypać połowy opakowania mąki. Można posmarować dłonie olejem, podobno wtedy jest łatwiej pracować na takim mokrym cieście, ale nie sprawdzałam.
Kiedy ciasto będzie elastyczne, odstawiamy je, aż mniej więcej podwoi objętość.

Następnie formujemy bułeczki, roleczki, co dusza zapragnie. Można podzielić ciasto na części po ok. 130 g.

Odstawić bułeczki/ciasto do napuszenia (u mnie ok. 45 min.).

Piec w 180°C przez ok. 25 minut (czas pieczenia zależy od tego jak uformowaliśmy ciasto).

Studzić na kratce.

Na drugi dzień (nie wygląda okazale ani apetycznie:P)


Detektor zakalcuchów:
Ponieważ nie byłam pewna czy to coś będzie zjadliwe, upiekłam bananówkę z połowy porcji.
Tak wyglądał banan, którego użyłam (mogłam jeszcze poczekać aż dojrzeje, ale bałam się, że o nim zapomnę i spleśnieje w szafce, w której ukryłam go przed głodomorami):



Ciasto lepiło się jak cholera, ale po porządnym wyrobieniu (a właściwie ugniataniu ciasta samymi palcami, żeby sobie za bardzo całej dłoni nie pobrudzić) dało się uformować w kulę. Nadal się lepiło, ale nie przypominało rzadkiej brei:



Z połowy porcji wyszło bardzo mało ciasta, więc nie wiedziałam jakiej użyć foremki. Po za tym dopadł mnie leń i nie chciało mi się formować bułek. Wsadziłam więc ciasto do małej keksówki. Tak wyglądało ciasto po napuszeniu:


Na piętce czaił się lekki zakalec (jednak w całym chlebku zakalca nie było):




Ten potencjalny bananowy zakalec brał udział w akcji:


World Bread Day 2012 - After Hours Party


Życzę zakalcowatych bananów w chlebkach.

środa, 13 lutego 2013

Podróże z zakalcami & After Party po Światowym Dniu Chleba: Zopf

W dzisiejszym odcinku "Podróży z zakalcami" wybieramy się do Szwajcarii.
Co wiem na temat Szwajcarii? Nic.
Czy byłam kiedyś w Szwajcarii? Nie.
Ups, no to mamy problem.

Obiecałam w przedostatnim poście, że aktywnie wezmę udział w nieustannie trwającej imprezce, która nazywa się World Bread Day After Party czyli poprawiny po Światowym Dniu Chleba. Wystarczyło wejść na podsumowanie tegorocznej edycji WBD i wybrać jakiś przepis. Ale przyznam, że nie chciało mi się tego robić. Tzn. okiem rzuciłam i nawet kilka przepisów przykuło moją uwagę, ale skończyło się tylko na pobieżnym przetłumaczeniu tekstu (Gógl Translatorze, dziękuję Ci za te bezcenne godziny śmiechu).
Ponieważ miotały mną wyrzuty sumienia postanowiłam zebrać się w sobie i jeszcze raz rzucić okiem po chlebowych propozycjach.

Mój wzrok padł między innymi na Zopf czyli chałkopodobną bułę ze Szwajcarii. No właśnie, paczę a paczę na foteczki na blogu Saffron Streaks i zastanawiam się czym się różni Zopf od chałki?
Niestety nadal nie jestem pewna, ale chałka jest przede wszystkim słodka, a Zopf jest neutralny w smaku czyli można na nim położyć kiełbasę.
No i pogubiłam się trochę w mojej wiedzy o chałce bo po dokładnym wywikipediowaniu okazuje się, że chała niejedno ma imię. Chałkopodobne stwory występują w kuchni całego świata, np. w Czechach jest vánočka, w Finlandii pulla, w Grecji tsoureki itd.
Więcej o Zopfie dowiedziałam się na ładnym blodżku Rosa's Yummy Yums.
Miałam trochę problemów z przepisem ze strony Saffron Streaks, bo nie dość, że był podany w cups to chyba jeszcze z błędem. Ale od czego mamy necika, nieprawdaż? Na blodżku Rosy znalazłam przeliczenie cupów na gramy dla żółtodziobów i mogłam zacząć piec.

Przy okazji wypróbowałam nowy sposób plecenia, czyli uformowałam okrągły Zopf (nie wiem, może to jest jakaś profanacja:P Upsss...).
Było to dziecinnie proste, nawet dla takiej łamagi jak ja, więc chyba w przyszłości tak będę formowała moje chały.
Na jutubie można znaleźć wiele instruktaży, np. taki:

Albo taki:


Wspaniale! Doskonale! Deliszus!

Czy Zopf rzeczywiście okazał się taki deliszus?
No cóż, smakował jak połączenie chałki z bułką wrocławską. Miąższ był mięsisty, usiany malutkimi dziurkami, na pewno nie była to puszysta chała. Czy taki miał być czy to błąd w produkcji? Zopf najbardziej smakował mi z dużą ilością masła. W żadnym innym wydaniu (z serem albo z dżemem) nie podbił mojego podniebienia. Niestety muszę Zopfowi powiedzieć auf Wiedersehen! Wolę jego słodszego kuzyna czyli żydowską chałę posypaną staropolską kruszonką.


Zopf
zmodyfikowany przeze mnie przepis z książki Erica Treuille & Ursuli Ferrigno "Ultimate Bread", znaleziony na Saffron Streaks



Składniki na 1 mały Zopf, w sam raz na wypróbowanie:
- 1 łyżeczka suszonych drożdży (dodałam 10 g świeżych drożdży)
- 1 łyżeczka cukru
- ok. 150 ml mleka (dolałam trochę w trakcie wyrabiania)
- 250 g mąki pszennej (dałam typ 550)
- 3/4 łyżeczki soli
- 30 g miękkiego masła
- 1 łyżka Kirschu (nie miałam, więc nie dodałam:P)

+ do posmarowania: 1 jajko wymieszane z 1 łyżką mleka

1. Zrobiłam zaczyn: w małej miseczce rozpuściłam świeże drożdże z 1 łyżeczką cukru, zalałam połową mleka (75 ml), postawiłam miseczkę nad metalowym kubkiem wypełnionym do połowy gorącą wodą i czekałam kilka minut , aż na powierzchni pojawią się bąbelki czyli oznaka, że drożdże żyją.
2. Dodałam do zaczynu resztę składników i wyrabiałam ciasto przez ok. 10 minut.
3. Odstawiłam ciasto do podwojenia objętości.
4. Podzieliłam ciasto na 4 części, uformowałam z nich wałki i z tych wałków splotłam piękną, okrągłą chałę i wsadziłam na blachę, na której rozpostarłam papier do pieczenia.
5. Odstawiłam Zopfa na ok. 45 minut do ponownego wyrastania.
6. Piekłam przez ok. 35 minut w 200°C.




Detektor zakalcuchów:
Miałam dokładnie udokumentować każdy etap formowania Zopfu, ale za dobrze mi się plotło tę chałę, żeby wiuchać aparatem.
Mogę jedynie zaproponować takie zdjęciuszka:

1. Ciasto wyszło dość zbite, zwarte, że ho ho!


2. Zaczęłam splatać chałę (robiłam małego Zopfa, więc wałki musiały być dość długie):


3. Ojej, ale ślicznie mi to wyszło:



4. Zopf trafił pod gablotkę, gdzie spokojnie sobie wyrastał:


5. Po upieczeniu wyglądał bardzo ładnie:



Zopf brał udział w akcji:

World Bread Day 2012 - After Hours Party


Życzę równie chałowych podróży z zakalcami!!!

środa, 5 grudnia 2012

Ciabatta wg Richarda Bertineta na World Bread Day 2012 After Hours Party czyli na poprawiny po Światowym Dniu Chleba


     

Ołłłł jeaaaa!!!!! 
Zaczynamy imprezię!!!!!
Imprezkę po godzinach.
Po godzinach Światowego Dnia Chleba.

World Bread Day 2012 - Roundup

Światowy Dzień Chleba wydarzył się już dawno temu bo 16 października. Chlebowi maniacy piekli, robili foteczki, pisali noteczki i wysyłali swe zgłoszenia do Zorry. Kilka tygodni później Zorra zebrała wszystko do kupy, podarowała Światu podsumowanie i okazało się, że w akcji wzięło udział 343 (!!!) kulinarnych blogerów z całego świata.
Po każdym podsumowaniu World Bread Day odbywa się impreza poprawinowa, czyli After Hours Party. Zabawa polega na tym, że wybieramy sobie jakąś chlebowo-bułkową propozycję uczestnika World Bread Day 2012, pieczemy ją i chwalimy się niezwykłym osiągnięciem na swoim blodżku, a później w komenciach pod podsumowaniem (albo na fejsbóku jeśli ktoś blogunia nie posiada).
Imprezka jest to przednia, bo naprawdę mamy z czego wybierać. Przy okazji możemy się porządnie pośmiać z tłumaczeń Góógla Translatora, no i poza tym szkoda byłoby zaprzepaścić taką spuściznę i puścić w niepamięć dorobek światowych piekarzy amatorów. Dlatego rzucam okiem po podsumowaniu i szukam przepisów, które mnie urzeką i będę chciała je wypróbować.

Na pierwszy ogień idzie propozycja A.Grey ze Spiżarni, która upiekła jadalne włoskie kapcie, czyli ciabatty.
Dotychczas piekłam z ciabattę z jednego, wypróbowanego przepisu i do głowy mi nie przyszło żeby eksperymentować na tym polu.
Jednak foteczki dziurzastej ciabatty sprawiły, że zapragnęłam ujrzeć na swoim stole taką samą bułę (chlebek?). No bo jak kapeć to tylko z dużymi dziurami, bo kapcie, szczególnie wysłużone, już tak mają (nie mam pojęcia o czym gadam).
Moje dotychczasowe ciabatty były smaczne, ale wyglądały raczej jaki mini-chlebki-rozpłaszczaki, o kształcie ufoidalnym, z miąższem usianym regularnymi, średnimi dziurkami.
Tylko czy produkcja dziur zależy od przepisu czy od techniki?
Czy przepis mistrza Bertineta mnie nie zawiedzie?
Czy znowu zaserwuję zakalcucha?!?!


Ciabatta
przepis z książki "Dough" Richard'a Bertinet'a, zmodyfikowany i znaleziony w Spiżarni


Zaczyn:
- 350 g mąki pszennej
- 180 g wody
- 1/2 łyżeczki świeżych drożdży

Wszystkie składniki wymieszać i zagnieść dość gęste ciasto. Przełożyć do naoliwionej miski, przykryć miskę folią spożywczą i odstawić na 18 godzin do fermentacji.


Ciasto chlebowe:
- 450 g mąki pszennej, chlebowej
- 10 g świeżych drożdży
- 340 g wody
- 50 g oliwy
- 15 g soli
- cały wcześniej przygotowany zaczyn

Do miski przesiać mąkę, wkruszyć drożdże i rozetrzeć je dokładnie z mąką (jak kruszonkę). Następnie dodać zaczyn, wodę, oliwę i sól. Wyrobić ciasto mikserem z hakiem przez około 10 minut, aż stanie się gładkie i bardzo elastyczne.
Przełożyć do naoliwionej miski, przykryć folią spożywczą i odstawić do wyrośnięcia na 1 i 1/2 godziny, w tym czasie raz ciasto złożyć (po 45 minutach).
Na lekko obsypany mąką blat przełożyć wyrośnięte ciasto, posypać po wierzchu mąką, dociskając ciasto palcami uformować dość duży prostokąt. Podzielić na cztery części. Z każdego kawałka uformować płaskie, prostokątne bochenki; składając najpierw oba końce ciasta do środka, następnie składając wzdłuż na pół. Przełożyć na dobrze natarte mąką płótno, przykryć ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na 40 minut.
Piec w temperaturze 220°C przez 20 minut.

Halo, duże dziury, gdzie jesteście?


Detektor zakalcuchów:
Jeśli ktoś chce się dowiedzieć jak wkruszyć świeże drożdże do mąki i jak wyrabiać ciasto metodą Bertineta, polecam filmik przedstawiający tego oto właśnie pana w akcji: pac pac ciastem o blat. W pewnym momencie widać krople potu na twarzy pana Richarda. Przypomina mi to moją pierwszą próbę z metodą Bertineta - bertinetowałam ciasto chyba przez 20 minut, a krople potu prawie spłynęły mi do ciasta. Widocznie miałam jeszcze słabe ręce, nieprzystosowane do bertinetowania. Albo za bardzo się przykładałam do zadania. A może ciasto było wyjątkowo wodniste? Teraz bertinetuję mniej zaciekle, czasami oszukam, czyli dosypię garść mąki.
Tutaj jeszcze jeden filmik pokazujący pana Bertineta, który molestuje ciasto o tak rzadkiej konsystencji, że przeciętny człowiek już dawno dosypałby do niego pół kilo mąki i nie babrał się z taką breją. Ale pan Bertinet lubi swoją breję i bardzo mu za to dziękuję. Bertinetuję prawie każdy rodzaj ciasta, teraz już prawie automatycznie, jak kuchenny robot. Czasami łączę techniki czyli kilka minut pobertinetuję, a kilka minut wyrabiam ciasto "tradycyjną" metodą. Uwielbiam kiedy kawałki ciasta latają po kuchni i przyklejają się do ściany. No i nieźle mięśnie można sobie wyćwiczyć.
Swoją drogą co to za zwyczaje żeby nie robić rozczynu ze świeżych drożdży? Panie Bertinecie, jaki z pana ryzykant.

Ponieważ z przepisu wychodzi ok. 1,5 kg ciasta, postanowiłam, że zrobię ciabatty z pół porcji, czyli 2 ciabatty.

Oto jak przebiegał ten proces:
1. Wymieszałam składniki na zaczyn. Nie miałam wystarczającej ilości "zwykłej" mąki pszennej (zwykła czyli np. typ 500, bo chyba o taką chodziło w przepisie), więc musiałam ją zastąpić mąką pszenną chlebową typ 750. Być może dlatego ciasto wyszło bardzo zbite:



2. Dodałam do ciasta trochę wody, żeby przestało przypominać kamień i stało się trochę bardziej miękkie, ale nadal "dość gęste".Tak wyglądało ciasto na zaczyn gdy je rozpłaszczyłam i chwilę później przykryłam folią spożywczą, żeby pracowało w ciszy i spokoju przez 18 godzin:


3. Po 18 godzinach fermentacji można było zaobserwować wyraźnie bąbelkującą powierzchnię zaczynu:


4. Wkruszyłam drożdże do mąki i próbowałam je rozetrzeć z tą mąką, ale niezbyt mi się to udało, ponieważ później, podczas wyrabiania ciasta, okazało się, że grudki drożdży nadal się tam znajdują i musiałam je dokładniej rozetrzeć:


5. Ciasto okazało się dość zbite. Ciasto z innego przepisu na ciabattę przelewało mi się przez ręce, a to raczej nie zamierzało uciec z blatu. Ale nie było też twarde jak skała, lepiło się do rąk i blatu, więc zastosowałam autorską metodę pana Bertineta, czyli capu capu ciastem o blat.
Wlałam trochę dodatkowej wody, ociupinkę. Kusiło mnie żeby dolać pół litra wody, bo gdzieś tam przeczytałam, że ciasto na ciabattę powinno mieć wysoką hydrację, czyli być bardzo wodniste. Ale w końcu postanowiłam, że zaufam Richardowi Bertinetowi. Skoro on twierdzi, że z takiego ciasta powstanie dobra ciabatta, to niech mu będzie. No chyba, że to nie o takie cóś mu chodziło:


6. Teraz powinno nastąpić składanie ciasta podczas 1,5 godzinnego wyrastania, ale zapomniałam to zrobić ponieważ smażyłam kotlety:

Nie miałam czasu opiekować się ciastem bo kotlety zajęły moją uwagę.

7. Nie mam płótna piekarskiego, czy jak tam się nazywa ta kapota, więc musiałam stworzyć jego prototyp. Wzięłam bawełniany ręcznik/ścierkę kuchenną, suto obsypałam mąką (chyba aż za bardzo) i ułożyłam ciabattki. Ponieważ ręcznik nie jest tak sztywny jak płótno, musiałam zabezpieczyć ciabattki po bokach bo by się rozlały. Oto jak wyglądała ta konstrukcja:

Poor man's couche

8. Kiedy nadszedł czas wykładania ciabattek na rozgrzaną blachę, okazało się, że nie mam zielonego pojęcia jak to zrobić. Wzięłam więc drewnianą łopatkę i udawałam, że to moja mini-łopata do pizzy:

Poor man's łopata
9. Łopatka w zasadzie bardziej mi przeszkadzała niż pomagała. Ciabatty odmawiały współpracy z łopatą i nie chciały magicznym wślizgiem wsunąć się na nią. Wyszło na to, że ciabattki przetransportowywałam w dłoniach, bo tak mi było wygodniej. Myślę, że podczas tego procesu trochę zniweczyłam efekty 40-minutowego wyrastania ciabattek na ręczniku.
Tak wyglądały ciabatty kiedy znalazły się na rozgrzanej blasze piekarnikowej, wyłożonej papierem do pieczenia:


10. Ciabatty po upieczeniu:



Muszę przyznać, że nareszcie udało mi się upiec ciabatty, które jako tako trzymają kształt. Z innego przepisu  wychodziły mi szerokie rozpłaszczaki.
Dużych dziur nie było, ale myślę, że być może zabiłam je przypadkowo podczas formowania albo przekładania na blachę. A może ich wcale nie wyprodukowałam?
A więc moje poszukiwania dużych dziur w ciabacie trwają nadal.


Życzę wszystkim dużych dziur!!!

wtorek, 16 października 2012

Chleb razowy pszenno-żytni na Światowy Dzień Chleba (World Bread Day 2012)

World Bread Day 2012 - 7th edition! Bake loaf of bread on October 16 and blog about it!

Długo zastanawiałam się co upiec na Światowy Dzień Chleba. Przeglądałam poprzednie edycje World Bread Day i szukałam wymyślnych wypieków. "O, tutaj jakiś wieniec, a nawet ryba. To musi być coś wystrzałowego. Musi być na bogato, bo jak wiadomo, nie ma to tamto. Tak, chyba upiekę chlebową rybę. Cóż za symbolika. Albo upiekę jakiś chleb Zorry, przecież ze mnie jest znany lizus!".
W końcu poprzestałam na prostym wypieku, bo moje kubki smakowe wołały o jakiś stuprocentowo razowy chleb. Żadne tam podróbki z dodatkiem jasnej mąki. 100% razowości w razowości.
Wybór padł na chleb razowy pszenno-żytni, który dawno temu był propozycją w Weekendowej Piekarni #30. Trochę oszukałam, bo ten chleb upiekłam w piątek. Ale nie wiedziałam czy zdążę coś wyczarować na wtorek i jeszcze napisać cudowną noteczkę. Asekuracyjnie upiekłam razowca i teraz udaję, że świętuję nim Dzień Chleba. No dobrze, trochę go jeszcze zostało, jakieś dwie kromki. A w koszyku rośnie białas, więc celebruję World Bread Day podwójnie!


Chleb razowy pszenno-żytni ze słonecznikiem
przepis z bloga Smaki i Aromaty


Wieczorem, w przeddzień pieczenia:

- 100g zakwasu żytniego (najlepiej z mąki żytniej razowej)
- 100g mąki pszennej razowej (dodałam mąkę pszenną typ 1850)
- 200g mąki żytniej razowej
- 130g letniej wody (dodałam ok. 220g)

Wszystko wymieszać łyżką, dodając tyle wody aby utworzyła się miękka masa. Przykryć i pozostawić na noc w temp. pokojowej.

Na drugi dzień rano dodać:

- 180g mąki pszennej razowej (dodałam mąkę pszenną typ 1850)
- 200g mąki żytniej razowej
- 1,5 łyżeczki soli
- 1 łyżka kminku lekko roztłuczonego w moździerzu (nie dodałam)
- 100g nasion słonecznika
- letnia woda (ok. 300g)

Wszystko razem wymieszać, dodając wody tyle aby powstało miękkie lecz nie luźne ciasto. Ma się lekko mieszać, ale nie rozpływać. Pozostawić na 10 minut aby odpoczęło i przełożyć do naoliwionej (można wysypać otrębami) dłuższej keksówki (użyłam keksówki o wymiarach 32x8 cm) lub dwóch małych. Przykryć naoliwiona folią i pozostawić do wyrośnięcia (ok. 2,5 godz.). Ma podrosnąć o ok. 70% objętości. Posmarować wierzch chlebków roztrzepanym jajkiem, posypać ziarenkami słonecznika i po wierzchu posmarować ponownie przyklejając ziarenka do chleba.
Piekarnik nagrzać do 250°C. Wstawić chleb i obniżyć temp. do 220°C
Piec przez ok. 1 godzinę. Wyłączyć i pozostawić chwilę w piekarniku. Chleb ma być ciemno brązowy, dobrze wypieczony. Wyjąć na kratkę i ostudzić. Kroić po całkowitym wystudzeniu, najlepiej na drugi dzień.



English version:

Whole rye and wheat sourdough bread with sunflower seeds
Recipe from Smaki i Aromaty


Starter
- 100 g fresh rye sourdough starter (100% hydration)
- 100 g wholemeal wheat flour
- 200 g wholemeal rye flour
- 130 g lukewarm water (I added 220 g lukewarm water but it depends on your flour and hydration of your starter)

Mix together all the ingredients with a large spoon. Add as much water possible to make a soft dough with your hands. Cover bowl with plastic wrap and let it sit at ambient room temperature overnight (for 12 hours).

Main loaf
- 180 g wholemeal wheat flour
- 200 g wholemeal rye flour
- 1,5 tsp. salt
- 1 tbsp. caraway seeds (optional)
- 100 g sunflower seeds
- lukewarm water (circa 300 g - I added circa 350 g lukewarm water)

- eggwash (1 beaten egg) and 1-2 tbsp. sunflower seeds (optional)

Mix together all the ingredients, add as much water possible to form a soft but not soggy, loose dough. You should be able to mix it with a spoon, but the dough shouldn't be able to melt. Cover with plastic wrap and leave to sit for 10 minutes.
Butter a loaf tin (e.g. 32 x 8 cm or similar) and cover the base and sides with rye bran. Put the dough into a loaf tin, cover with oiled plastic wrap and leave at ambient room temperature for about 2,5 hours to rise. Dough's volume has to increase about 70%.
Use a brush to smear the beaten egg on the top, and sprinkle the seeds.
Pre-heat oven to 250°C (482°F).
Decrease to 220°C (430°F) and bake for about 1 hour.
Baked loaf should be evenly browned.

Cool on a wire rack. It's best to wait until the next day to cut into it:)




Detektor zakalcuchów:
Przepis wydaje się być dziecinnie prosty.
Jednak dopiero na chwilę przed pieczeniem wczytałam się w niego dokładnie. Zauważyłam, że nie jest podana ilość wody! Trza lać "na oko"!
Dla początkującego piekarza, który nie rozstaje się ze swoją ukochaną elektroniczną wagą, dolewanie wody na oko i wyczuwanie ciasta to istny horror. Mogło się skończyć zbitym zakalcuchem!
W komentarzach na blogu Smaki i Aromaty wyczytałam, że Kass, autorka przepisu, zwykle dolewa ok. 300g wody. Uff, całe szczęście! Mam jakiś punkt zaczepienia. Kłodę, której będę mogła się trzymać podczas wyrabiania ciasta.
Już przy zaczynie zaczęły się wodniste problemy, ponieważ składniki nie chciały się ze sobą połączyć:

Składniki zaczynu po dodaniu 130g wody.

Zapewne Kass używa bardziej wodnistego zakwasu, albo moje mąki okazały się wyjątkowo "wodolubne". Dolałam więc jeszcze ociupinkę, czyli ok. 100g wody więcej i moim oczom ukazała się upragniona "miękka masa":

Składniki zaczynu po dodaniu dodatkowych 100g wody.

Być może zaczyn mógłby być jeszcze bardziej miękki, a może był za miękki... Nie mam pojęcia! Okryłam zaczyn kołderką z folii spożywczej i czekałam na rozwój wydarzeń.

Na drugi dzień, podczas wyrabiania ciasta właściwego, okazało się, że 300g wody to trochę za mało, więc dolałam jeszcze kilka kropli (ok. 50g wody).

Lepi się!
 Poprzestałam na tej ilości wody, ponieważ wydawało mi się, że ciasto jest już miękkie i dało się je wymieszać łyżką. Być może mogłam dolać jeszcze więcej cieczy, ale zatrzęsłam majtami ze strachu ("Zaraz zrobi mi się błoto! Nikt nie będzie chciał jeść błotnego chleba. Chlip, chlip") i zostawiłam tak jak jest.

Po degustacji bochna uznałam, że mogłam jeszcze zdrowo polać. Chleb wyszedł trochę za suchy, szybko zaczął się zsychać. Być może jest to cecha charakterystyczna 100% razowych chlebów? Nie mam pojęcia bo rzadko takie piekę. Spodziewałam się także bardziej wyrazistego aromatu, z charakterystycznym kwaśnym posmakiem. Następnym razem pozwolę mu trochę pofermentować w misce zanim włożę go do keksówki.
Pomimo to, moja chrapka na razowca została zaspokojona.

Od lewej: chleb na początku swojej drogi i na końcu.



Życzę wspaniałych zakalcowatych Dni Chleba!!!