Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dynia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 listopada 2014

Gorzkie wspomnienia z dyniowego pieczenia

Pod koniec września przytargałam do domu dwukilogramową dynię hokkaido.
Przyrządziłam z niej puree, którego było tak dużo, że zajęło dwa duże słoiki.
Musiałam gdzieś szybko upchnąć te dyniowe zapasy, bo zamrażarka mi nie działa, a na pasteryzowaniu się nie znam.
Piekłam dyniowe specjały i końca nie było widać.
Wypieki miały piękne żółte odcienie, ale ze smakiem bywało różnie...

Muffinki dyniowe
Och, jakie pyszne muffinki!!!! Omnomnom!!! Nie lubię muffinów, bo większość jakie jadłam to jakieś takie nijakie nie wiadomo co. Te muffiny również nie powalają smakiem, czuć tam cynamon i jabłka, no żadne tam rarytasy godne cara:P:P. Ale były nieziemsko pulchniutkie i wilgotne!!! Jak małe biszkopciki uginające się od nadmiaru alkoholu. Eee, nie, wódy do nich nie dolałam, po prostu duża ilość oleju i dyniowe puree przyjemnie spulchniło babeczki.
Przepis pochodzi z Moich Wypieków.


Ciasteczka dyniowe z kawałkami czekolady
Puree z dyni nadało ciasteczkom ładnego koloru, ale nie wpłynęło na smak. To takie zwykłe ciasteczka z czekoladą. Ja lubię chrupiące ciasteczka, te niestety były miękkie, ale ten drobny mankament nie przeszkodził mi w szybkim pochłonięciu całego talerza ciasteczek.
Nie pamiętam skąd był przepis, już dawno go zgubiłam:P.


Sernik dyniowy
To zdecydowanie najgorszy wypiek z dynią jaki wyszedł z mojego piekarnika!!! Czegoś tak wstrętnego jeszcze nie jadłam:P:P!!! Dopiero na 3 dzień zdołałam się przekonać do tego specyficznego smaku, ale i tak cieszyłam się, że to już koniec i niedługo ten sernik zniknie z powierzchni ziemi! Tylko jedna osoba stwierdziła, że to coś jej smakuje. Inni sypali komentarzami typu: "Smakuje jak rosyjski sernik. Jadłem kiedyś taki w Odessie 40 lat temu". Naprawdę nie wiem co to miało oznaczać, ale obawiam się, że nic dobrego:(. Buhehehe.
Sernik miał mało zachęcający musztardowy kolor, bardziej przypominał pasztet. Na wierzchu rozsmarowałam zmiksowane śliwki. W połączeniu z sernikiem smakowały wprost okropnie:P. Do tego wyglądały niezbyt ciekawie.
Podsumowując, była to jedna z największych cukierniczych porażek w mojej krótkiej karierze zakalcoroba. Tylko kilograma twarogu było mi żal, oj jak było mi żal!!!:P
Przepis z Moich Wypieków (ale w komentarzach wszyscy zachwalają, to może tylko nam nie smakował:P).


W świetle dziennym

Chleb pszenno-żytni z dynią
Nie był zły, ale raczej nie będę przetrząsała pobliskich straganów w poszukiwaniu dyni, żeby jeszcze raz go upiec. Puree z dyni ładnie go spulchniło, to trza przyznać.
Przepis z Bea w kuchni.



Uff, dzięki Matko Naturo, że nie pokarałaś mnie większą ilością dyniowego puree, bo mam już tę dynię po dziurki w nosie!!!
Wygląda na to, że toleruję jedynie wypieki, gdzie jest mało dyni, a tam gdzie dynia stanowi główny składnik, to niestety, ale moje podniebienie zaczyna się buntować.
Żegnam już Panią Dynię, do zobaczenia w następnym roku, może wtedy jeszcze ktoś zdoła mnie namówić i dynia zamieni się w karocę. Buhehehehe.


Życzę miłych, dyniowych zakalczyków.

poniedziałek, 22 września 2014

Żółto, dyniowo, jesiennie, chlebowo

Wreszcie udało mi się spełnić moje żółte marzenie!!!
W tamtym roku upiekłam dyniowy chleb i rozpaczałam, bo nie miał takiego koloru jakiego się spodziewałam (czyli nie był intensywnie żółty).
Na szczęście niedawno dorwałam w Tusko dynię hokkaido.
Cieszyłam się bardzo ze swojej zdobyczy bo wyczytałam w netku, że ten rodzaj dyni gwarantuje pojawienie się żółtej barwy w wypiekach .
No i się udało!!!
Żółć omamiła mnie swoją żółtością i stałam się cała żółta.
Najpierw upiekłam chlebek i z dziką satysfakcją przyglądałam mu się z każdej strony. Och, rozkosznie żółty, jak cieszył oczy! Z chlebaka zaczął znikać tak szybko, że o mały włos, a nie miałabym czemu robić foteczek. Najwyraźniej domownicy ulegli kuszącej, słonecznej barwie tak samo jak ja.
Resztę dyniowego puree dodałam do drożdżówki. Niby zwykłe drożdżowe ciasto ze śliwkami, ale takie jakby inne. 
Żywy, żółty kolor znowu oszukał nasze oczęta i przez chwilę wydawało nam się, że jemy jakiś rarytas nie z tej ziemi.
A prawdę powiedziawszy nie zauważyłam, żeby puree z dyni nadało wypiekom jakiegoś wyrazistego smaku.
Więc to tylko żółta ułuda, fatamorgana...


Chleb pszenny z dynią na zakwasie
Przepis z Zapachu chleba



Zaczyn
40 g zakwasu (dałam żytni)
200 g mąki pszennej chlebowej
150 g wody
Składniki zmieszać i zostawić na 10-12 godzin do wyrośnięcia


Ciasto
cały zaczyn
275 g wody
425 g upieczonej, przetartej dyni (u mnie hokkaido)
700 g mąki pszennej chlebowej
19 g soli
100 g pestek dyni


Zaczyn zmieszać z wodą i przecierem z dyni. Dodać mąkę i zamieszać ciasto. Zostawić do autolizy na pół godziny. Po tym czasie dodać sól i pestki dyni. Wyrabiać robotem 8 minut. Zostawić w naoliwionej misce do wyrośnięcia, w ciepłym miejscu na dwie godziny. W tym czasie chleb odgazować dwukrotnie delikatnie składając.
Uformować delikatnie bochenek i zostawić do wyrośnięcia w koszyku wysypanym mąką.
Mój chleb rósł w lodówce przez sześć godzin i jeszcze godzinę po wyjęciu z lodówki. Bochenek przełożyłam na łopatę, nacięłam i wyłożyłam na gorący kamień. Piekłam 10 minut z parą w temperaturze 240 stopni C i potem jeszcze bez pary 25 minut w temperaturze 220 stopni C.

piątek, 22 listopada 2013

Dynia dała mi w kość

Jestem bardzo płytka.
Książki oceniam po okładce.
Chleby oceniam po kolorze miękiszu.
Pewnego październikowego dnia ujrzałam soczyście żółciutkie dyniowe chleby na blogu Zapach Chleba, a później u Bei. Zapiszczałam z podniety, zaklaskałam w rączki i jęłam krzyczeć na cały dom: "Muszę je upiec! Są takie piękniutkie! Esencja jesieni! Jupiiii!!!". Napotkałam jednak na dużą przeszkodę - nigdzie nie mogłam znaleźć dyni. Na jakiś czas musiałam porzucić dyniowe zapędy, ale żółte chleby nie dawały o sobie zapomnieć, prześladując mnie w snach.
Minęło parę dni. Wybrałam się na spacer po wsi i zawędrowałam do sklepu, do którego zwykle nie chodzę, bo jest położony daleko od mojego domu. Jakież było moje zdziwienie gdy ujrzałam mini straganik, na którym pyszniły się pękate dynie, żółte, pomarańczowe, zielone, pokryte purchawkami i tym podobne. Kupiłam podłużną żółtą dynię. Wydaje mi się, że wybrałam właśnie taką bo przypominała mi kabaczka, czyli coś co już znam, a te purchawkowate trochę mnie wystraszyły. Pobiegłam z bekiem do domu, taszcząc za sobą nową zdobycz. Następnie z wypiekami na twarzy przekopałam internecik i okazało się, że była to dynia makaronowa.
Miotałam się z dynią po kuchni - wudłubywałam pestki, kroiłam na plastry, piekłam i blenderowałam.
Mój cel był tylko jeden - chciałam upiec żółty chleb.
Nie, nie obchodził mnie najdzwyczajny smak i aromat. Liczyło się tylko to, że miał być ŻÓŁTY!!!
Ucieszyłam się gdy z podpieczonej dyni uzyskałam intensywnie żółte puree.
Słoneczna barwa zwiastowała rychłe zwycięstwo.
Niestety, gdy nazajutrz wmieszałam puree do ciasta chlebowego, okazało się, że żółć gdzieś wyparowała.
Nie traciłam jednak nadziei.
"Na pewno trik polega na tym, że chleb w piekarniku staje się żółty!" - myślałam (jak widać, mam wysokie ajkju).
Następnego dnia musiałam zmierzyć się z bolesną prawdą - chleb był koloru... chlebowego:(.
Płakusiałam cichutko w kąciku, zwinięta w kłębek, przeżuwając kromeczkę.
W smaku nie był zły, ale ubzdurałam sobie, że chcę mieć kojojowy chlebek i już!
Zostało mi trochę dyniowego puree, które bez entuzjazmu wrzuciłam do ciasta drożdżowego.
Dostałam więc nauczkę, żeby nigdy nie oceniać chleba po koloru miękiszu!
Czuję, że to doświadczenie mnie zmieniło, chlip, chlip!
Mea culpa, chlebie, już nigdy nie wybiorę Cię spośród innych bochnów tylko dlatego, że masz kojojowy środek!
Albo chwila... następnym razem po prostu kupię dynię hokkaido.
I będę miała żółty chleb!
Ufff, nadal jestem płytka.



Chleb żytni z dynią
Przepis z Zapachu Chleba




Zaczyn
50 g aktywnego zakwasu żytniego
250 g jasnej mąki żytniej 720
250 g wody

Składniki mieszamy i zostawiamy na 8-12 godzin

Ciasto chlebowe
cały zaczyn
200 g wody
150 g bardzo gęstego przecieru dyniowego
100 g wysokobiałkowej mąki pszennej (dała Manitobę)
250 g jasnej mąki żytniej 720
40 g pokruszonych pestek dyni
1,5 łyżeczki soli

Zaczyn robię zwykle w misce, w której potem wyrabiam ciasto na chleb.
Do miski z wyrośniętym zaczynem dodajemy wodę i przecier dyniowy. Dokładnie mieszamy. Powinno powstać gęste, ale lejące się ciasto. Do tego dodajemy mąkę pszenną i dokładnie mieszamy łyżką, aż powstanie gładkie ciasto i jeszcze 1 minutę. Do tego dodajemy mąkę żytnią i mieszamy ponownie ciasto łyżką ale już tylko tyle czasu, aby składniki się połączyły i powstało jednorodne ciasto, nie dłużej.
Pozostawiamy na 15 minut, a po tym czasie przekładamy ciasto łopatką do wyłożonej papierem do pieczenia foremki 30 x 11 cm. Powierzchnię wyrównujemy mokrą ręką, i posypujemy pestkami dyni. Pozostawiamy w ciepłym miejscu, na przykład w piekarniku z włączoną żarówką na 1,5 godziny. Ciasto powinno dorosnąć do brzegów formy.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 230 stopni C przez 20 minut i następnie w 210 stopniach C jeszcze 10-15 minut.

Mini stragan z dyniami

Detektor zakalcuchów:
Ups, zostało mi tylko jedno zdjęcie dyniowego chleba, które na szczęście umieściłam na swoim tłiterze, bo z kompa już dawno się pozbyłam.
A nie, sorry Batory, odnalazłam jednak foteczki dyniowego chleba.
Tak wyglądało ciasto chlebowe, straszna breja:



Dyniowe puree
Puree robiłam z dyni makaronowej.
Wyglądała tak:


Usunęłam miąższ ze środka a pestki oczyściłam z farfocli.
Zresztą z pestkami to jest odrębna historia. Nie wiedziałam, że tak trudno się je obiera! Z trudem wyłuskałam 40 g pestek potrzebnych do chleba.


Dynię pokroiłam w plastry:


Piekłam ją i piekłam i cały czas wydawało mi się, że jeszcze nie jest wystarczająco miękka! Ale w końcu wyjęłam ją z piekarnika. Miąższ ładnie odszedł od skórki.
Rzeczywiście przypominał makaron:


Następnie zblenderowałam ten niby makaron i uzyskałam puree o żółciutkim kolorku:


Puree było bardzo wodniste, więc przed dodaniem do wypieków wsadzałam je do garnka i próbowałam odparować, ale chyba niewiele to pomogło bo chleb wyszedł wilgotny.
Nie dziwota, w przepisie jest wyraźnie napisane, żeby użyć bardzo gęstego przecieru dyniowego.
Mogę mieć pretensje jedynie do siebie, albo do dyni:P

Dyniowa drożdżówka
Ponieważ zostało mi sporo dyniowego puree, postanowiłam, że wykorzystam je do drożdżówki.
Przepis zaczerpnęłam z Moich Wypieczków.
Taki kolor miało ciasto:


Łudziłam się, że jest bardziej żółte niż zazwyczaj:P.
Chleb wyszedł zbyt wilgotny, za to dróżdżóweczka za bardzo zbita, na granicy zakalca wręcz. Trzeba było wykonać dużo ruchów buzią, żeby ją dobrze przeżuć. W kawałkach odkrojonych przed wystudzeniem czaiły się przebłyski zakalca:


Takie były moje przygody z dynią.
Zniechęciłam się do dalszych eksperymentów a na mini straganie dyń już i tak nie ma.
Może następnym razem, pani Dynio?

Na koniec, proponuję wszystkim płytkim ludziom pojarać się widokiem pięknych dyniek z purchawkami (nawet kalarepa załapała się na słit focię):



Życzę zakalcowatych pestek od dyni!!!