Rok temu rzuciłam się na robienie rogali świętomarcińskich.
Nie pamiętam co się działo podczas produkcji oprócz tego, że powiedziałam sobie, że to będzie pierwszy i ostatni raz (no i możę jeszcze tego, że podczas pieczenia rogale wprost kąpały się we własnym tłuszczu:P).
Więc jeśli jesteś rasowym zakalcorobem takim jak ja to proponuję Ci byś zastanowił się co najmniej pięć razy zanim zdecydujesz się na pieczenie tych rogali.
Lepiej pójść sobie do delikatesów i kupić rogala za 5 zł (tyle kosztował w dolnośląskiej mieścinie, ale może był podrabiany?).
No chyba, że Ci się nudzi.
Przed pieczeniem wyglądały jak pulchniutkie, tłuściutkie robale, którymi na pewno nie pogardziłby niejaki Pumba:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdże. Pokaż wszystkie posty
środa, 11 listopada 2015
środa, 29 lipca 2015
Pain rustique
O nie, to już koniec lipca, a ja jeszcze nie napisałam żadnej noteczki w tym miesiącu!!!
Zatem ekhm, ekhm...
Nie tylko chlebem na zakwasie człowiek żyje.
Czasami przychodzi pora na wypiek drożdżowy.
Najlepiej żeby był to bochenek nieco podrasowany, czyli na wolno dojrzewającym zaczynie drożdżowym, bo się człowiek naczytał, że im mniej i wolniej tym lepiej (przynajmniej jeśli chodzi o aktywność drożdży:P).
W kajeciku od dawna miałam zapisany przepis na Hamelmanowski Pain Rustique, czyli chleb rustykalny.
Jednak zawsze go omijałam, wertując pożółkłe, wysłużone stronice zeszytu, myśląc sobie: "E tam".
Nie wiem co spowodowało, że tym razem spojrzałam na niego przychylnym okiem.
Chleb rustykalny mnie nie zawiódł.
Miał duże dziurzyska, niczym rasowa ciabatta, w piekarniku wystrzelił do góry jak szalony.
No dobrze, może na drugi dzień nie był już taki wspaniały, ale to się zdarza z drożdżowymi wypiekami.
Dlatego powracam do zakwasowania, ale drożdżowy skok w bok trzeba raz na jakiś czas zrobić, nie:P?
Pain Rustique
Przepis z Smakowitego Chleba
Składniki na zaczyn (poolish):
455 g mąki pszennej chlebowej
455 g wody (455 ml)
1/8 łyżeczki drożdży suchych (0,5 g) lub 1/4 łyżeczki pokruszonych drożdży świeżych (1 g)
Składniki zaczynu wymieszać, przykryć szczelnie, pozostawić w temperaturze pokojowej na 12 - 16 godzin.
Składniki na ciasto właściwe:
cały zaczyn
455 g mąki pszennej chlebowej
173 ml wody
18 g soli
1,5 łyżeczki drożdży suchych (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
Wymieszać zaczyn, mąkę, wodę (najlepiej mikserem przez 2 minuty). Ciasto przykryć szczelnie, odstawić na 20 - 30 minut w temperaturze pokojowej. Po tym czasie do ciasta dodać sól i drożdże, zmiksować. Znowu przykryć szczelnie i pozostawić do wyrośnięcia na 70 minut, składając je w 25 i 50 minucie.
Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części. Uformować nie zagniatając mocno ciasta, po prostu nadać im mniej więcej prostokątny kształt. Im bardziej nieregularne, tym lepiej wyglądają. Odstawić na 20 - 25 minut do napuszenia. Przed pieczeniem naciąć.
Piec w temperaturze 240ºC przez 35 minut (najlepiej na kamieniu), z parą. W połowie pieczenia uchylić lekko drzwiczki od piekarnika. Wystudzić na kratce.
Zatem ekhm, ekhm...
Nie tylko chlebem na zakwasie człowiek żyje.
Czasami przychodzi pora na wypiek drożdżowy.
Najlepiej żeby był to bochenek nieco podrasowany, czyli na wolno dojrzewającym zaczynie drożdżowym, bo się człowiek naczytał, że im mniej i wolniej tym lepiej (przynajmniej jeśli chodzi o aktywność drożdży:P).
W kajeciku od dawna miałam zapisany przepis na Hamelmanowski Pain Rustique, czyli chleb rustykalny.
Jednak zawsze go omijałam, wertując pożółkłe, wysłużone stronice zeszytu, myśląc sobie: "E tam".
Nie wiem co spowodowało, że tym razem spojrzałam na niego przychylnym okiem.
Chleb rustykalny mnie nie zawiódł.
Miał duże dziurzyska, niczym rasowa ciabatta, w piekarniku wystrzelił do góry jak szalony.
No dobrze, może na drugi dzień nie był już taki wspaniały, ale to się zdarza z drożdżowymi wypiekami.
Dlatego powracam do zakwasowania, ale drożdżowy skok w bok trzeba raz na jakiś czas zrobić, nie:P?
Pain Rustique
Przepis z Smakowitego Chleba
Składniki na zaczyn (poolish):
455 g mąki pszennej chlebowej
455 g wody (455 ml)
1/8 łyżeczki drożdży suchych (0,5 g) lub 1/4 łyżeczki pokruszonych drożdży świeżych (1 g)
Składniki zaczynu wymieszać, przykryć szczelnie, pozostawić w temperaturze pokojowej na 12 - 16 godzin.
Składniki na ciasto właściwe:
cały zaczyn
455 g mąki pszennej chlebowej
173 ml wody
18 g soli
1,5 łyżeczki drożdży suchych (6 g) lub 12 g drożdży świeżych
Wymieszać zaczyn, mąkę, wodę (najlepiej mikserem przez 2 minuty). Ciasto przykryć szczelnie, odstawić na 20 - 30 minut w temperaturze pokojowej. Po tym czasie do ciasta dodać sól i drożdże, zmiksować. Znowu przykryć szczelnie i pozostawić do wyrośnięcia na 70 minut, składając je w 25 i 50 minucie.
Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części. Uformować nie zagniatając mocno ciasta, po prostu nadać im mniej więcej prostokątny kształt. Im bardziej nieregularne, tym lepiej wyglądają. Odstawić na 20 - 25 minut do napuszenia. Przed pieczeniem naciąć.
Piec w temperaturze 240ºC przez 35 minut (najlepiej na kamieniu), z parą. W połowie pieczenia uchylić lekko drzwiczki od piekarnika. Wystudzić na kratce.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Francuskie bułki dupki
Kto by pomyślał, że z tak prostego przepisu mogą powstać tak pyszne buły?
Rozkosznie umorusane mąką, z przedziałkiem działającym na wyobraźnię.
Nazywają się "french dimpled rolls" czyli francuskie bułki z przedziałkiem.
Bułki dupki, jak kto woli.
Już tak bardzo nie trzęsę majtami jak przy pierwszych próbach z dupkami.
Nie martwię się czy wgłębienie będzie idealne, czy zaniknie, czy bułka wyleci w powietrze.
Przecież Mistrz Lepienia Bułek nie przyjdzie do mojego domu z linijką i nie będzie mierzył głębokości przedziałka.
Spoczko foczko, pełen luzik.
French dimpled rolls
Przepis z Arabeski
Składniki na 10 bułeczek:
- 400 g mąki chlebowej
- 1,5 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka drobnego cukru
- 15 g świeżych drożdży (dałam 7 g suszonych)
- 120 ml ciepłego mleka (odrobinę mniej niż 1/2 szkl.)
- 175 ml ciepłej wody (odrobinę mniej niż 3/4 szkl.)
Mąkę przesiać z solą do dużej miski , dodać cukier , po środku zrobić wgłębienie. Drożdże rozpuścić w mleku , wlać do dołka , lekko posypać po wierzchu mąką i zostawić w temperaturze pokojowej na 15-20 minut (do momentu , kiedy drożdże zaczną „bąbelkować”). Następnie wlać wodę i wymieszać , formując wilgotne , miękkie ciasto. Wyrabiać na stolnicy lekko posypanej mąką przez 8-10 minut , aż stanie się gładkie i elastyczne. Włożyć do wysmarowanej olejem miski , przykryć folią (także posmarowaną olejem) i zostawić w temp. pokojowej na ok. 1 i 1/2 godziny (aż podwoi swoją objętość).
Ciasto wyłożyć na oprószoną mąką stolnicę , lekko ugnieść i pozostawić na 5 minut żeby „odpoczęło”. Podzielić na 10 części , z każdej z nich uformować w dłoniach kulkę , a następnie lekko rolować , żeby nadać bułeczce owalny kształt. Wierzch delikatnie posypać mąką , układać na posmarowanej tłuszczem blasze w dużych odstępach. Przykryć naoliwioną folią i odstawić do wyrośnięcia w temp. pokojowej na ok. 30 minut (bułeczki powinny prawie podwoić swoją objętość). Naoliwionym kantem dłoni zrobić po środku każdej bułeczki głęboki „przedziałek”. Ponownie zostawić do wyrośnięcia na 15 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik do 230 st.C. , na dole umieścić pojemnik na wodę. Do pojemnika wlać 1 szkl. wody i od razu wstawić wyrośnięte bułeczki. Piec ok. 15 minut na złoty kolor.
Rozkosznie umorusane mąką, z przedziałkiem działającym na wyobraźnię.
Nazywają się "french dimpled rolls" czyli francuskie bułki z przedziałkiem.
Bułki dupki, jak kto woli.
Już tak bardzo nie trzęsę majtami jak przy pierwszych próbach z dupkami.
Nie martwię się czy wgłębienie będzie idealne, czy zaniknie, czy bułka wyleci w powietrze.
Przecież Mistrz Lepienia Bułek nie przyjdzie do mojego domu z linijką i nie będzie mierzył głębokości przedziałka.
Spoczko foczko, pełen luzik.
French dimpled rolls
Przepis z Arabeski
Składniki na 10 bułeczek:
- 400 g mąki chlebowej
- 1,5 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka drobnego cukru
- 15 g świeżych drożdży (dałam 7 g suszonych)
- 120 ml ciepłego mleka (odrobinę mniej niż 1/2 szkl.)
- 175 ml ciepłej wody (odrobinę mniej niż 3/4 szkl.)
Mąkę przesiać z solą do dużej miski , dodać cukier , po środku zrobić wgłębienie. Drożdże rozpuścić w mleku , wlać do dołka , lekko posypać po wierzchu mąką i zostawić w temperaturze pokojowej na 15-20 minut (do momentu , kiedy drożdże zaczną „bąbelkować”). Następnie wlać wodę i wymieszać , formując wilgotne , miękkie ciasto. Wyrabiać na stolnicy lekko posypanej mąką przez 8-10 minut , aż stanie się gładkie i elastyczne. Włożyć do wysmarowanej olejem miski , przykryć folią (także posmarowaną olejem) i zostawić w temp. pokojowej na ok. 1 i 1/2 godziny (aż podwoi swoją objętość).
Ciasto wyłożyć na oprószoną mąką stolnicę , lekko ugnieść i pozostawić na 5 minut żeby „odpoczęło”. Podzielić na 10 części , z każdej z nich uformować w dłoniach kulkę , a następnie lekko rolować , żeby nadać bułeczce owalny kształt. Wierzch delikatnie posypać mąką , układać na posmarowanej tłuszczem blasze w dużych odstępach. Przykryć naoliwioną folią i odstawić do wyrośnięcia w temp. pokojowej na ok. 30 minut (bułeczki powinny prawie podwoić swoją objętość). Naoliwionym kantem dłoni zrobić po środku każdej bułeczki głęboki „przedziałek”. Ponownie zostawić do wyrośnięcia na 15 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik do 230 st.C. , na dole umieścić pojemnik na wodę. Do pojemnika wlać 1 szkl. wody i od razu wstawić wyrośnięte bułeczki. Piec ok. 15 minut na złoty kolor.
piątek, 24 kwietnia 2015
Dwupiętrowa chała
Gdy tylko spojrzałam na opadającą kaskadę kromek w wielkanocnej propozycji na stronie Smakowity Chleb, wiedziałam, że taka chałka musi się kiedyś pojawić w moim piekarniku.
Dwupiętrowa chałka jawiła się jako lepsza, magiczna, nieodgadniona wersja chałki parterowej.
Wyglądała jak domek z ciasta, z pulchniutkim daszkiem, gotowa na to by zamieszkał w niej pan Ciastek.
Tak, koniecznie musiałam zmierzyć się z tym dwupiętrowym wyzwaniem, chociaż już nie jeden raz przekonałam się, że nie jestem mistrzynią robótek ręcznych.
Moje romantyczne wyobrażenia jak zwykle zderzyły się z brutalną rzeczywistością.
Zamiast zgrabnej, wysokiej chałeczki wyjęłam z piekarnika rozłożyste chalisko!!!
To coś wyglądało jakby mniejsza chałka zemściła się na większej i przytłoczyła ją ogromem swej chałowatości!!!
Jakby jeszcze tego było mało, mój rodzony ujciec stwierdził, iż jest to zboczona chałka, bo jakto tak ta mniejsza na tej większej, one razem coś ten teges i to tamto.
No naprawdę, sama bym nie wpadła na takie skojarzenie!
Od tamtej pory nie byłam już w stanie patrzeć na swoją bajeczną, wyśnioną chałeczkę jak na spełnienie marzeń.
Toż to jakaś chała!!!
No cóż, otarłam łezki, posmarowałam pajdę grubą warstwą masła i jakoś przełknęłam tę nie do końca udaną przygodę.
Ale żeby nie było, chałka sama w sobie jest przepyszna, ale nie byłby ze mnie rasowy zakalcorób, gdybym trochę nie ponarzekała na jej wygląd:P:P.
Dwupiętrowa chałka
Przepis z Smakowitego Chleba
Czas przygotowania: 2 godz. 15 min.
Czas pieczenia: 30 min.
Całkowity czas: 2 godz. 45 min.
Porcje: 1
Składniki
600 g mąki pszennej typ 650 (dałam 500 g mąki typ 550 i 100 g mąki typ 450)
7 g suszonych drożdży instant = 14 drożdży świeżych
100 g cukru
2 jajka
300 ml mleka
100 g masła
laska wanilii
szczypta soli
Wierzch:
jajko
Instrukcja
Mąkę przesiewamy do misy, dodajemy drożdże, cukier, sól. Robimy wgłębienie i wbijamy jajka. Wydrążamy czubkiem ostrego noża ziarenka z laski wanilii, dodajemy je do suchych składników.
W rondlu podgrzewamy mleko z masłem, czekając, aż tłuszcz się roztopi. Stopniowo wlewamy letnie mleko i wyrabiamy ciasto kilka minut. Ciasto powinno być elastyczne, zostawiamy je w misie pod przykryciem na godzinę.
Po tym czasie podsypujemy ciasto mąką, aby się nie lepiło i dzielimy na 4 równe części. Z trzech kawałków formujemy długie wałeczki i zaplatamy chałkę jak warkocz.
Czwartą część dzielimy na 3 części i robimy z nich mniejsze wałeczki, również zaplatamy na warkocz.
Na środku wierzchu większej chałki umieszczamy wałeczek lub np. rączkę drewnianej łyżki w taki sposób, aby zrobić w niej delikatne wgłębienie. Smarujemy je rozbełtanym jajkiem i umieszczamy mniejszą chałkę. Złączone warkocze przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem, przykrywamy na godzinę.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, chałkę z wierzchu smarujemy jajkiem i wkładamy do pieca. Pieczemy ok. 30 minut, aż chałka będzie rumiana.
Dwupiętrowa chałka jawiła się jako lepsza, magiczna, nieodgadniona wersja chałki parterowej.
Wyglądała jak domek z ciasta, z pulchniutkim daszkiem, gotowa na to by zamieszkał w niej pan Ciastek.
Tak, koniecznie musiałam zmierzyć się z tym dwupiętrowym wyzwaniem, chociaż już nie jeden raz przekonałam się, że nie jestem mistrzynią robótek ręcznych.
Moje romantyczne wyobrażenia jak zwykle zderzyły się z brutalną rzeczywistością.
Zamiast zgrabnej, wysokiej chałeczki wyjęłam z piekarnika rozłożyste chalisko!!!
To coś wyglądało jakby mniejsza chałka zemściła się na większej i przytłoczyła ją ogromem swej chałowatości!!!
Jakby jeszcze tego było mało, mój rodzony ujciec stwierdził, iż jest to zboczona chałka, bo jakto tak ta mniejsza na tej większej, one razem coś ten teges i to tamto.
No naprawdę, sama bym nie wpadła na takie skojarzenie!
Od tamtej pory nie byłam już w stanie patrzeć na swoją bajeczną, wyśnioną chałeczkę jak na spełnienie marzeń.
Toż to jakaś chała!!!
No cóż, otarłam łezki, posmarowałam pajdę grubą warstwą masła i jakoś przełknęłam tę nie do końca udaną przygodę.
Ale żeby nie było, chałka sama w sobie jest przepyszna, ale nie byłby ze mnie rasowy zakalcorób, gdybym trochę nie ponarzekała na jej wygląd:P:P.
Dwupiętrowa chałka
Przepis z Smakowitego Chleba
Czas przygotowania: 2 godz. 15 min.
Czas pieczenia: 30 min.
Całkowity czas: 2 godz. 45 min.
Porcje: 1
Składniki
600 g mąki pszennej typ 650 (dałam 500 g mąki typ 550 i 100 g mąki typ 450)
7 g suszonych drożdży instant = 14 drożdży świeżych
100 g cukru
2 jajka
300 ml mleka
100 g masła
laska wanilii
szczypta soli
Wierzch:
jajko
Instrukcja
Mąkę przesiewamy do misy, dodajemy drożdże, cukier, sól. Robimy wgłębienie i wbijamy jajka. Wydrążamy czubkiem ostrego noża ziarenka z laski wanilii, dodajemy je do suchych składników.
W rondlu podgrzewamy mleko z masłem, czekając, aż tłuszcz się roztopi. Stopniowo wlewamy letnie mleko i wyrabiamy ciasto kilka minut. Ciasto powinno być elastyczne, zostawiamy je w misie pod przykryciem na godzinę.
Po tym czasie podsypujemy ciasto mąką, aby się nie lepiło i dzielimy na 4 równe części. Z trzech kawałków formujemy długie wałeczki i zaplatamy chałkę jak warkocz.
Czwartą część dzielimy na 3 części i robimy z nich mniejsze wałeczki, również zaplatamy na warkocz.
Na środku wierzchu większej chałki umieszczamy wałeczek lub np. rączkę drewnianej łyżki w taki sposób, aby zrobić w niej delikatne wgłębienie. Smarujemy je rozbełtanym jajkiem i umieszczamy mniejszą chałkę. Złączone warkocze przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem, przykrywamy na godzinę.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, chałkę z wierzchu smarujemy jajkiem i wkładamy do pieca. Pieczemy ok. 30 minut, aż chałka będzie rumiana.
piątek, 17 kwietnia 2015
Precle
Zamarzyły mi się precle, posypane gruboziarnistą solą, skomponowane ze środowym łykiem zimnego piwa.
Niestety w wiejskim sklepiku nie znalazłam gruboziarnistej soli morskiej.
"U Cygana" mieli nawet różową sól himalajską, a morskiej nie mogli rzucić na ladę?
Piwo również musiałam skreślić z listy marzeń, bo zapomniałam wziąć butelki do zwrotu:(.
No cóż, musiałam obejść się smakiem i wykorzystać zapasy.
Precle posypałam resztką maku i czarnym sezamem, który nie cieszy się popularnością wśród domowników, gdyż za bardzo przypomina z wyglądu tzw. "kozie bobki" czyli czarnuszkę.
Jeśli chodzi o same precle to nawet poszło mi gładko.
W przyszłości muszę poćwiczyć formowanie, bo niektóre egzemplarze wyszły trochę za bardzo ściśnięte.
Smakiem mnie nie powaliły, może z solą i piwem miałyby większą rację bytu, ale zabrakło tych dwóch elementów.
Na drugi dzień były całkiem zjadliwe, ale posmarowane porządną warstwą masła. Tak to już bywa z drożdżowymi wypiekami.
Precle
Przepis z Moich Wypipków
Składniki na ciasto (8 dużych precli):1,5 szklanki letniej wody
1 łyżka cukru
2 łyżeczki soli
7 g suchych drożdży lub 14 g drożdży świeżych
4,5 szklanki mąki pszennej
56 g masła, roztopionego
Ponadto:
2 litry wody
5 łyżek sody oczyszczonej
do posypania: sól morska, mak, posiekane orzechy np. laskowe, migdały, drobny cukier wymieszany z cynamonem (dodatkowo w wersji słodkiej rozpuszczone masło do posmarowania precli)
żółtko roztrzepane z 1 łyżką wody do posmarowania precli przed pieczeniem
Mąkę pszenną wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżymi najpierw zrobić rozczyn), dodać sól, cukier, następnie wodę wymieszaną z resztą składników. Wyrobić ciasto, odpowiednio długo, by było miękkie i elastyczne. Uformować z niego kulę, włożyć do oprószonej mąką miski, odstawić w ciepłe miejsce, przykryte ściereczką, do podwojenia objętości (około 1,5 godziny).
W szerokim garnku zagotować wodę z sodą.
Wyrośnięte ciasto wyjąć z misy, krótko wyrobić, podzielić na 8 równych części, około 145 g każda. Z każdej części uformować wałeczek o długości 60 cm. Uformować na kształt precla (tutaj instrukcja), odłożyć na blaszkę oprószoną mąką bądź wyłożoną matą teflonową.
Po skończeniu formowania precelków, nie czekając na wyrośnięcie, zacząć je gotować, zaczynając od precelka uformowanego najwcześniej. W tym celu delikatnie kłaść precelki (każdy następny po wyjęciu poprzedniego) na wrzącą wodę i gotować około 30 sekund. Wyjąć dużą łyżką cedzakową, ułożyć z powrotem na blaszce. W ten sposób ugotować wszystkie precelki.
Precle posmarować żółtkiem roztrzepanym z wodą, posypać solą morską, makiem lub pokruszonymi orzechami. Precle, które chcemy obtoczyć w cynamonowym cukrze posmarować żółtkiem roztrzepanym z wodą niczym nie posypując.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 230ºC przez około 13 - 15 minut do mocno złotego brązu. Wyjąć, wystudzić na kratce.
Precle na słodko od razu po wyjęciu z piekarnika posmarować roztopionym masłem i obtoczyć w cynamonowym cukrze*.
* aby otrzymać cynamonowy cukier wystarczy wymieszać 3 łyżki drobnego cukru do wypieków z 1 łyżką zmielonego cynamonu
Niestety w wiejskim sklepiku nie znalazłam gruboziarnistej soli morskiej.
"U Cygana" mieli nawet różową sól himalajską, a morskiej nie mogli rzucić na ladę?
Piwo również musiałam skreślić z listy marzeń, bo zapomniałam wziąć butelki do zwrotu:(.
No cóż, musiałam obejść się smakiem i wykorzystać zapasy.
Precle posypałam resztką maku i czarnym sezamem, który nie cieszy się popularnością wśród domowników, gdyż za bardzo przypomina z wyglądu tzw. "kozie bobki" czyli czarnuszkę.
Jeśli chodzi o same precle to nawet poszło mi gładko.
W przyszłości muszę poćwiczyć formowanie, bo niektóre egzemplarze wyszły trochę za bardzo ściśnięte.
Smakiem mnie nie powaliły, może z solą i piwem miałyby większą rację bytu, ale zabrakło tych dwóch elementów.
Na drugi dzień były całkiem zjadliwe, ale posmarowane porządną warstwą masła. Tak to już bywa z drożdżowymi wypiekami.
Precle
Przepis z Moich Wypipków
Składniki na ciasto (8 dużych precli):1,5 szklanki letniej wody
1 łyżka cukru
2 łyżeczki soli
7 g suchych drożdży lub 14 g drożdży świeżych
4,5 szklanki mąki pszennej
56 g masła, roztopionego
Ponadto:
2 litry wody
5 łyżek sody oczyszczonej
do posypania: sól morska, mak, posiekane orzechy np. laskowe, migdały, drobny cukier wymieszany z cynamonem (dodatkowo w wersji słodkiej rozpuszczone masło do posmarowania precli)
żółtko roztrzepane z 1 łyżką wody do posmarowania precli przed pieczeniem
Mąkę pszenną wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżymi najpierw zrobić rozczyn), dodać sól, cukier, następnie wodę wymieszaną z resztą składników. Wyrobić ciasto, odpowiednio długo, by było miękkie i elastyczne. Uformować z niego kulę, włożyć do oprószonej mąką miski, odstawić w ciepłe miejsce, przykryte ściereczką, do podwojenia objętości (około 1,5 godziny).
W szerokim garnku zagotować wodę z sodą.
Wyrośnięte ciasto wyjąć z misy, krótko wyrobić, podzielić na 8 równych części, około 145 g każda. Z każdej części uformować wałeczek o długości 60 cm. Uformować na kształt precla (tutaj instrukcja), odłożyć na blaszkę oprószoną mąką bądź wyłożoną matą teflonową.
Po skończeniu formowania precelków, nie czekając na wyrośnięcie, zacząć je gotować, zaczynając od precelka uformowanego najwcześniej. W tym celu delikatnie kłaść precelki (każdy następny po wyjęciu poprzedniego) na wrzącą wodę i gotować około 30 sekund. Wyjąć dużą łyżką cedzakową, ułożyć z powrotem na blaszce. W ten sposób ugotować wszystkie precelki.
Precle posmarować żółtkiem roztrzepanym z wodą, posypać solą morską, makiem lub pokruszonymi orzechami. Precle, które chcemy obtoczyć w cynamonowym cukrze posmarować żółtkiem roztrzepanym z wodą niczym nie posypując.
Piec w piekarniku rozgrzanym do 230ºC przez około 13 - 15 minut do mocno złotego brązu. Wyjąć, wystudzić na kratce.
Precle na słodko od razu po wyjęciu z piekarnika posmarować roztopionym masłem i obtoczyć w cynamonowym cukrze*.
* aby otrzymać cynamonowy cukier wystarczy wymieszać 3 łyżki drobnego cukru do wypieków z 1 łyżką zmielonego cynamonu
środa, 18 marca 2015
Maślane rogaliki śniadaniowe
W moim domu panuje kult rogalika.
Malutkie rogaliczki od "Cygana" są na wagę złota.
Znikają w niewyjaśnionych okolicznościach w czeluściach brzuchów nieokiełznanych głodomorów.
Nie zdążysz się nawet obejrzeć, a w chlebaku ostaje się jeden smętny rogaliczek i znowu musisz iść do Cygana po kolejną dostawę.
Kiedy rok temu znalazłam przepis na rogaliki śniadaniowe miałam nadzieję, że chociaż trochę będą przypominały te ze sklepu.
Na szczęście zadowoliły wybredne podniebienia rogalikożerców.
Delikatne maślane wnętrze i lekko chrupiąca skórka.
Piekłam je już chyba ze sto razy i jeszcze mi się nie znudziły.
Delikatne maślane wnętrze i lekko chrupiąca skórka.
Piekłam je już chyba ze sto razy i jeszcze mi się nie znudziły.
Zmodyfikowany przepis z Pieczywa na zakwasie
525 g mąki pszennej chlebowej
2 jajka
3 łyżki miękkiego masła
3 łyżki cukru
1 łyżeczka soli
1 szklanka letniego mleka (250 ml)
Wyrośnięte rogaliki smarujemy żółtkiem zmieszanym z niewielką ilością mleka i posypujemy makiem albo sezamem. Pieczemy około 10 minut.
2 jajka
3 łyżki miękkiego masła
3 łyżki cukru
1 łyżeczka soli
1 szklanka letniego mleka (250 ml)
20 g drożdży świeżych albo 7 g drożdży instant
+ 40 g rozpuszczonego masła do smarowania
W dużej misce mieszamy mąkę, roztrzepane jajka, miękkie masło, cukier, sól, mleko i drożdże. Wyrabiamy ok. 10 minut, odstawiamy do wyrastania na około 1 godzinę albo do podwojenia objętości.
Ciasto dzielimy na pół, każdą połówkę rozwałkowujemy na omączonej stolnicy bardzo cieniutko (2-3 mm) na kształt koła, które potem kroimy na 6 części.
Każdą część cienko smarujemy rozpuszczonym masłem i zwijamy jak na rogaliki.
Uwaga Marysi: "Pamiętajcie tylko, aby podczas zwijania rogalika ten środkowy "dzióbek" znalazł się pod spodem".
Odstawiamy do wyrośnięcia, przykryte ściereczką, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, na 30 minut. Nagrzewamy piekarnik do 200°C.
W dużej misce mieszamy mąkę, roztrzepane jajka, miękkie masło, cukier, sól, mleko i drożdże. Wyrabiamy ok. 10 minut, odstawiamy do wyrastania na około 1 godzinę albo do podwojenia objętości.
Ciasto dzielimy na pół, każdą połówkę rozwałkowujemy na omączonej stolnicy bardzo cieniutko (2-3 mm) na kształt koła, które potem kroimy na 6 części.
Każdą część cienko smarujemy rozpuszczonym masłem i zwijamy jak na rogaliki.
Uwaga Marysi: "Pamiętajcie tylko, aby podczas zwijania rogalika ten środkowy "dzióbek" znalazł się pod spodem".
Odstawiamy do wyrośnięcia, przykryte ściereczką, na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, na 30 minut. Nagrzewamy piekarnik do 200°C.
Wyrośnięte rogaliki smarujemy żółtkiem zmieszanym z niewielką ilością mleka i posypujemy makiem albo sezamem. Pieczemy około 10 minut.
czwartek, 5 marca 2015
Chlebki pita
Nie pytajcie mi się co to jest pita.
Zaraz, zaraz, muszę szybko wyguglować.
Aha, no to są takie płaskie, okrągłe placki z kieszonką w środku, do której można coś wciepać.
Przepis wydawał się nadzwyczaj prosty.
Mąka, woda, drożdże, sól.
Jakim cudem z kilku prostych składników powstaje bułka napuszona jak puchowa poducha?
Toż to jakieś czary.
Musiałam sprawdzić na własnym piekarniku.
No i nie udało się!
Pity ładnie się napuszyły, a i owszem.
Ale gdzie są te sławne kieszonki?
Może za ostro zbiłam je wałkiem?
No cóż, może następnym razem się pojawią?
Chlebek pita
Składniki na 10 sztuk:
3 szklanki mąki pszennej chlebowej
1 i 1/4 szklanki letniej wody
1 łyżeczka soli
10 g suchych drożdży lub 20 g drożdży świeżych
Mąkę przesiać, wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżych drożdży należy najpierw zrobić rozczyn). Dodać pozostałe składniki i wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Ciasto można wyrabiać ręcznie, można też mikserem z hakiem do ciasta drożdżowego (mikserem zajmie to około 15 minut).
Z ciasta uformować kulę, umieścić w naczyniu, przykryć folią spożywczą i pozostawić w cieple do podwojenia objętości na około 1 - 1,5 godziny.
Wyrośnięte ciasto uderzyć pięścią. Podzielić na 10 równych części (około 75 g każda), uformować z nich kule. Każdą kulę rozwałkować na naleśnik o średnicy około 15 - 17 cm (im cieniej rozwałkowane ciasto tym cieńsze ścianki chlebka). Odłożyć na oprószoną mąką stolnicę do podwojenia objętości, przykryć ściereczką (na około 30 - 40 minut).
W międzyczasie zacząć rozgrzewać kamień (do pizzy) w piekarniku (220ºC). Jeśli nie posiadamy kamienia do pizzy kilka minut przed samym pieczeniem należy rozgrzać blachę.
Wyrośnięte chlebki pita kłaść na rozgrzany kamień (lub blachę) i piec w temperaturze 220ºC przez około 12 - 14 minut lub do zarumienienia. W ciągu pierwszych 5 minut pieczenia chlebki powinny wyrosnąć i mocno się zaokrąglić.
Po upieczeniu wyjąć z piekarnika, jeszcze ciepłe można rozkroić i dowolnie nadziewać.
Zaraz, zaraz, muszę szybko wyguglować.
Aha, no to są takie płaskie, okrągłe placki z kieszonką w środku, do której można coś wciepać.
Przepis wydawał się nadzwyczaj prosty.
Mąka, woda, drożdże, sól.
Jakim cudem z kilku prostych składników powstaje bułka napuszona jak puchowa poducha?
Toż to jakieś czary.
Musiałam sprawdzić na własnym piekarniku.
No i nie udało się!
Pity ładnie się napuszyły, a i owszem.
Ale gdzie są te sławne kieszonki?
Może za ostro zbiłam je wałkiem?
No cóż, może następnym razem się pojawią?
Chlebek pita
Przepis z Moich Wypiepków
Składniki na 10 sztuk:
3 szklanki mąki pszennej chlebowej
1 i 1/4 szklanki letniej wody
1 łyżeczka soli
10 g suchych drożdży lub 20 g drożdży świeżych
Mąkę przesiać, wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżych drożdży należy najpierw zrobić rozczyn). Dodać pozostałe składniki i wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Ciasto można wyrabiać ręcznie, można też mikserem z hakiem do ciasta drożdżowego (mikserem zajmie to około 15 minut).
Z ciasta uformować kulę, umieścić w naczyniu, przykryć folią spożywczą i pozostawić w cieple do podwojenia objętości na około 1 - 1,5 godziny.
Wyrośnięte ciasto uderzyć pięścią. Podzielić na 10 równych części (około 75 g każda), uformować z nich kule. Każdą kulę rozwałkować na naleśnik o średnicy około 15 - 17 cm (im cieniej rozwałkowane ciasto tym cieńsze ścianki chlebka). Odłożyć na oprószoną mąką stolnicę do podwojenia objętości, przykryć ściereczką (na około 30 - 40 minut).
W międzyczasie zacząć rozgrzewać kamień (do pizzy) w piekarniku (220ºC). Jeśli nie posiadamy kamienia do pizzy kilka minut przed samym pieczeniem należy rozgrzać blachę.
Wyrośnięte chlebki pita kłaść na rozgrzany kamień (lub blachę) i piec w temperaturze 220ºC przez około 12 - 14 minut lub do zarumienienia. W ciągu pierwszych 5 minut pieczenia chlebki powinny wyrosnąć i mocno się zaokrąglić.
Po upieczeniu wyjąć z piekarnika, jeszcze ciepłe można rozkroić i dowolnie nadziewać.
wtorek, 8 lipca 2014
Nieśpieszne bajgle w Lipcowej Piekarni
W tym miesiącu w Piekarni Amber zaproponowano bajgle.
Piekłam je już kilka razy, ale żadne nie spełniły moich oczekiwań.
Zawsze wychodziły pomarszczone i spieczone.
Postanowiłam zaryzykować i kolejny raz zmierzyć się z tą niesforną, gotowaną bułą (oj, no dobrze, może trochę za ostro zwracam się do bajgla).
Wybrałam wersję bardziej czasochłonną, bo z zaczynem i leżakowaniem ciasta w lodówce.
Tyle zachodu, a bajgle znowu jakieś nie ten teges.
W dodatku przetrzymałam je za długo w piekarniku i niektóre egzemplarze trudno było przeżuć.
Chyba wiem co zrobiłam źle, ale szczerze powiedziawszy minie jeszcze dużo czasu zanim znowu odważę się na pieczenie bajgli.
Bajgle w wersji slow
Przepis z Gotuje, bo lubi
Zaczyn:
150 g mąki typ 750
150 ml wody
szczypta drożdży
2 łyżki zakwasu pszennego (opcjonalnie)
Wszystkie składniki zmieszaj w misce i pozostaw do przefermentowania w ciepłym miejscu na kilka godzin (ok. 8).
Ciasto właściwe:
600 g mąki typ 750
350 g wody
2 łyżki miodu
1 łyżka soli
6,5 g drożdży suszonych
cały zaczyn
Ze wszystkich składników wyrób gładkie ciasto. Pozostaw je w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę, następnie przełóż na blat, rozpłaszcz i złóż na trzy jakbyś składał list a następnie na pół.
Włóż ciasto do miski, przykryj ściereczką i umieść w lodówce na przynajmniej osiem godzin.
Po tym czasie podziel ciasto na ok 17 kawałków, uformuj z nich kulki i pozostaw na dwadzieścia minut. W każdej z kulek zrób palcem dziurkę. Aby ją powiększyć możesz zakręcić ciastem dookoła palca, tak jakbyś kręcił hula – hop. Tak przygotowane ciasto pozostaw do wyrośnięcia na 40 minut.
W dużym garnku zagotuj wodę. Nie musi być jej dużo, ważne żeby bajgle nie dotykały dna i swobodnie mogły się gotować. Do wody dodaj łyżkę miodu, melasy lub golden sirup. Delikatnie wrzuć wyrośnięte bajgle na wrzącą wodę. Gotuj z każdej strony po minucie. Następnie za pomocą łyżki cedzakowej przełóż na kratkę do wypieków lub ściereczkę.
Obgotowane bajgle posmaruj roztrzepanym jajkiem, zanurz z jednej strony w sezamie lub/i maku. Połóż ułóż na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C przez od 20 – 25 minut do momentu, aż nabiorą złotego koloru.
Piekłam je już kilka razy, ale żadne nie spełniły moich oczekiwań.
Zawsze wychodziły pomarszczone i spieczone.
Postanowiłam zaryzykować i kolejny raz zmierzyć się z tą niesforną, gotowaną bułą (oj, no dobrze, może trochę za ostro zwracam się do bajgla).
Wybrałam wersję bardziej czasochłonną, bo z zaczynem i leżakowaniem ciasta w lodówce.
Tyle zachodu, a bajgle znowu jakieś nie ten teges.
W dodatku przetrzymałam je za długo w piekarniku i niektóre egzemplarze trudno było przeżuć.
Chyba wiem co zrobiłam źle, ale szczerze powiedziawszy minie jeszcze dużo czasu zanim znowu odważę się na pieczenie bajgli.
Bajgle w wersji slow
Przepis z Gotuje, bo lubi
Zaczyn:
150 g mąki typ 750
150 ml wody
szczypta drożdży
2 łyżki zakwasu pszennego (opcjonalnie)
Wszystkie składniki zmieszaj w misce i pozostaw do przefermentowania w ciepłym miejscu na kilka godzin (ok. 8).
Ciasto właściwe:
600 g mąki typ 750
350 g wody
2 łyżki miodu
1 łyżka soli
6,5 g drożdży suszonych
cały zaczyn
Ze wszystkich składników wyrób gładkie ciasto. Pozostaw je w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na godzinę, następnie przełóż na blat, rozpłaszcz i złóż na trzy jakbyś składał list a następnie na pół.
Włóż ciasto do miski, przykryj ściereczką i umieść w lodówce na przynajmniej osiem godzin.
Po tym czasie podziel ciasto na ok 17 kawałków, uformuj z nich kulki i pozostaw na dwadzieścia minut. W każdej z kulek zrób palcem dziurkę. Aby ją powiększyć możesz zakręcić ciastem dookoła palca, tak jakbyś kręcił hula – hop. Tak przygotowane ciasto pozostaw do wyrośnięcia na 40 minut.
W dużym garnku zagotuj wodę. Nie musi być jej dużo, ważne żeby bajgle nie dotykały dna i swobodnie mogły się gotować. Do wody dodaj łyżkę miodu, melasy lub golden sirup. Delikatnie wrzuć wyrośnięte bajgle na wrzącą wodę. Gotuj z każdej strony po minucie. Następnie za pomocą łyżki cedzakowej przełóż na kratkę do wypieków lub ściereczkę.
Obgotowane bajgle posmaruj roztrzepanym jajkiem, zanurz z jednej strony w sezamie lub/i maku. Połóż ułóż na blaszce i piecz w piekarniku nagrzanym do 200 stopni C przez od 20 – 25 minut do momentu, aż nabiorą złotego koloru.
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Drożdżowe palmiery
Nadeszła pora na After Hours Party po Światowym Dniu Chleba, czyli poprawiny po World Bread Day 2013!!!
Nie wiem czy w tym roku Zorra zaplanowała After Hours Party, bo na jej stronie widzę tylko Roundup czyli podsumowanie.
Może w poprzednich latach nie cieszyło się dużym zainteresowaniem i zrezygnowała z niego?
Szkoda, przecież każdy lubi wiedzieć, że jego propozycja nie przepadła bez echa;).
Światowy Dzień Chleba 2013 odbył się 16 października i już zdążyłam o nim zapomnieć.
Kilka dni temu przypadkowo trafiłam na baner akcji na jakimś blogu i pomyślałam, że warto jeszcze raz przejrzeć co upiekli chlebomaniacy z całego świata.
Moją uwagę zwróciły drożdżowe palmiery, zapronowane przez hiszpańską blogerkę Paulę.
Oryginalne palmiery robi się z ciasta francuskiego, więc ich drożdżowy odpowiednik odziedziczył po nich chyba tylko kształt.
Ale nie powinnam tak marudzić bo bułeczki wyszły niczego sobie!
W moim wykonaniu to bardziej takie ciasteczka albo maleńkie przekąski.
Mięciutkie w środku i z chrupiącą skórką.
Przygotowałam trzy rodzaje nadzienia: z samym cukrem, cynamonem i dżemem jeżynowym.
Chyba najbardziej smakowały mi te z cukrem.
Drożdżowe palmiery
Przepis z Con las zarpas en la masa
24 sztuki
Ciasto:
- 150 ml ciepłego mleka
- 20 g świeżych drożdży
- 40 g cukru
- 50 g masła w temperaturze pokojowej
- 3 żółtka
- 400 g mąki pszennej typ 500
- 10 g soli
Nadzienie:
- 50 g stopionego masła
- cukier
Rozpuścić drożdże w mleku. Dodać pozostałe składniki. Wyrabiać ciasto ręcznie przez 10 minut. Uformować kulę, zostawić pod przykryciem do podwojenia objętości (około 1 godziny).
Podzielić ciasto na dwie części. Rozwałkować na cienki prostokąt. Posmarować roztopionym masłem, posypać obficie cukrem i zwinąć po prawej stronie w kierunku środka, następnie po lewej stronie do środka.
To samo powtórzyć z drugą połówką ciasta.
Pokroić na kawałki o grubości 1 cm, spłaszczyć i umieścić na papierze do pieczenia. Ponownie posmarować roztopionym masłem i odstawić do wyrastania na 40 minut.
Piec w temperaturze 180ºC (z termoobiegiem) przez 12-15 minut.
Nie wiem czy w tym roku Zorra zaplanowała After Hours Party, bo na jej stronie widzę tylko Roundup czyli podsumowanie.
Może w poprzednich latach nie cieszyło się dużym zainteresowaniem i zrezygnowała z niego?
Szkoda, przecież każdy lubi wiedzieć, że jego propozycja nie przepadła bez echa;).
Światowy Dzień Chleba 2013 odbył się 16 października i już zdążyłam o nim zapomnieć.
Kilka dni temu przypadkowo trafiłam na baner akcji na jakimś blogu i pomyślałam, że warto jeszcze raz przejrzeć co upiekli chlebomaniacy z całego świata.
Moją uwagę zwróciły drożdżowe palmiery, zapronowane przez hiszpańską blogerkę Paulę.
Oryginalne palmiery robi się z ciasta francuskiego, więc ich drożdżowy odpowiednik odziedziczył po nich chyba tylko kształt.
Ale nie powinnam tak marudzić bo bułeczki wyszły niczego sobie!
W moim wykonaniu to bardziej takie ciasteczka albo maleńkie przekąski.
Mięciutkie w środku i z chrupiącą skórką.
Przygotowałam trzy rodzaje nadzienia: z samym cukrem, cynamonem i dżemem jeżynowym.
Chyba najbardziej smakowały mi te z cukrem.
Drożdżowe palmiery
Przepis z Con las zarpas en la masa
24 sztuki
Ciasto:
- 150 ml ciepłego mleka
- 20 g świeżych drożdży
- 40 g cukru
- 50 g masła w temperaturze pokojowej
- 3 żółtka
- 400 g mąki pszennej typ 500
- 10 g soli
Nadzienie:
- 50 g stopionego masła
- cukier
Rozpuścić drożdże w mleku. Dodać pozostałe składniki. Wyrabiać ciasto ręcznie przez 10 minut. Uformować kulę, zostawić pod przykryciem do podwojenia objętości (około 1 godziny).
Podzielić ciasto na dwie części. Rozwałkować na cienki prostokąt. Posmarować roztopionym masłem, posypać obficie cukrem i zwinąć po prawej stronie w kierunku środka, następnie po lewej stronie do środka.
To samo powtórzyć z drugą połówką ciasta.
![]() |
| Coś w tym stylu, nie? |
Pokroić na kawałki o grubości 1 cm, spłaszczyć i umieścić na papierze do pieczenia. Ponownie posmarować roztopionym masłem i odstawić do wyrastania na 40 minut.
![]() |
| Krojenie rulonu |
Piec w temperaturze 180ºC (z termoobiegiem) przez 12-15 minut.
czwartek, 26 czerwca 2014
Zakalec w makowcu
Makowiec z przepisu Doroty piekę w każde Święta.
To już tradycja;).
Jeszcze nie zdradziłam go z żadnym innym, bo i po co?
Dużo masy makowej, do której dodaję więcej orzechów niż rodzynków.
Ciasto jest bardzo delikatne i puszyste.
Wydawało mi się, że pieczenie makowej strucli mam już obcykane, aż tu nagle, pewnego lutowego dnia, w makowcu pojawił się... ZAKALEC!
Zmoro ma, nawet do mojego popisowego ciasta musiałeś się wkraść?
Zatrzęsły mi się majty, bo przecież miała to być próba generalna przed świętami wielkanocnymi.
Rzućmy okiem na to dziwne zjawisko:
Co mogło być przyczyną zakalca?
O ile dobrze pamiętam, bo już trochę czasu minęło od tego zdarzenia, niedokładnie odsączyłam mak.
Później zapewne dodałam za dużo piany z białek, która w dodatku mogła być przebita, bo często mi się to zdarza:P.
No i masa się troszeczkę rozwodniła:P.
Ale mogły być też różne inne przyczyny. Nieświeże drożdże? Może ciasto powinno dłużej wyrastać przed wstawieniem do piekarnika? Gniew Bogów?
Trudno gdybać, na szczęście taka zakalcowata katastrofa już mi się w makowcu nie przytrafiła.
Dla porównania zaprezentuję inne moje makowczyki:
Życzę miłych zakalczyków w maku!
To już tradycja;).
Jeszcze nie zdradziłam go z żadnym innym, bo i po co?
Dużo masy makowej, do której dodaję więcej orzechów niż rodzynków.
Ciasto jest bardzo delikatne i puszyste.
Wydawało mi się, że pieczenie makowej strucli mam już obcykane, aż tu nagle, pewnego lutowego dnia, w makowcu pojawił się... ZAKALEC!
Zmoro ma, nawet do mojego popisowego ciasta musiałeś się wkraść?
Zatrzęsły mi się majty, bo przecież miała to być próba generalna przed świętami wielkanocnymi.
Rzućmy okiem na to dziwne zjawisko:
Co mogło być przyczyną zakalca?
O ile dobrze pamiętam, bo już trochę czasu minęło od tego zdarzenia, niedokładnie odsączyłam mak.
Później zapewne dodałam za dużo piany z białek, która w dodatku mogła być przebita, bo często mi się to zdarza:P.
No i masa się troszeczkę rozwodniła:P.
Ale mogły być też różne inne przyczyny. Nieświeże drożdże? Może ciasto powinno dłużej wyrastać przed wstawieniem do piekarnika? Gniew Bogów?
Trudno gdybać, na szczęście taka zakalcowata katastrofa już mi się w makowcu nie przytrafiła.
Dla porównania zaprezentuję inne moje makowczyki:
| Pierwszy makowiec |
![]() |
| Któryś tam z kolei makowiec |
![]() |
| Zdjęcie wykonane tosterem |
![]() |
| W towarzystwie sernika Toli z Bagien i piernika staropolskiego |
Życzę miłych zakalczyków w maku!
piątek, 16 maja 2014
Brioszka marmurkowa, która wymknęła się spod kontroli
Długo chodziła za mną zakręcona czekoladowa brioszka z bloga Apparecchiamo.
Nie potrafiłam jednak zmobilizować się do pieczenia, bo sposób wykonania wydawał mi się trochę czasochłonny i skomplikowany.
Znalazłam więc łatwiejszy zamiennik (tylko czy smaczniejszy?), na francuskiej stronie.
W obu przepisach znajduje się masa kakaowa na bazie białka. Z takim sposobem przygotowania nadzienia jeszcze się nie spotkałam, więc zaciekawiona poczłapałam do kuchni i zaczyniłam ciasto na zakalca.
Wszystko potoczyłoby się pięknie, gdybym poświęciła dłuższą chwilę tłumaczeniu tekstu.
To co wypluł gógiel translator dało się w miarę zrozumieć, ale sposób wałkowania brioszki nadal pozostawał dla mnie niejasny.
Pozwolę sobie zacytować: "Zrobiłem 3 okrążenia bez niech resztę ciasta w lodówce między sobą. Potem rozłożone ciasto po raz ostatni, a potem przewrócił moje miejsce w bochenek patelni."
Że co?
No ale pomyślałam, że jakoś to będzie.
Wyszło tak jak wyszło.
Nadzienie wyszło i wszystko pobrudziło.
Wzorek się nawet udał, nie mogę powiedzieć, że nie.
Muszę tylko poćwiczyć wałkowanie...
Żeby było śmieszniej, teraz znalazłam polskie tłumaczenie tego przepisu, na stronie Bei.
Ojej, wystarczyło trochę lepiej poszukać.
Przyznam, że brioszka smakowała mi średnio. Do masy kakaowej dodałabym więcej cukru.
Ale może taka miała być?
Brioszka marmurkowa
Przepis z Amuses Bouche, tłumaczenie przepisu z Bea w Kuchni
Na brioszkę:
450 g mąki (użyłam mąki pszennej typ 550)
1 łyżeczka suchych drożdży albo 10 g świeżych drożdży
60 g cukru
260 ml letniego mleka
Wykonanie:
Nie potrafiłam jednak zmobilizować się do pieczenia, bo sposób wykonania wydawał mi się trochę czasochłonny i skomplikowany.
Znalazłam więc łatwiejszy zamiennik (tylko czy smaczniejszy?), na francuskiej stronie.
W obu przepisach znajduje się masa kakaowa na bazie białka. Z takim sposobem przygotowania nadzienia jeszcze się nie spotkałam, więc zaciekawiona poczłapałam do kuchni i zaczyniłam ciasto na zakalca.
Wszystko potoczyłoby się pięknie, gdybym poświęciła dłuższą chwilę tłumaczeniu tekstu.
To co wypluł gógiel translator dało się w miarę zrozumieć, ale sposób wałkowania brioszki nadal pozostawał dla mnie niejasny.
Pozwolę sobie zacytować: "Zrobiłem 3 okrążenia bez niech resztę ciasta w lodówce między sobą. Potem rozłożone ciasto po raz ostatni, a potem przewrócił moje miejsce w bochenek patelni."
Że co?
No ale pomyślałam, że jakoś to będzie.
Wyszło tak jak wyszło.
Nadzienie wyszło i wszystko pobrudziło.
Wzorek się nawet udał, nie mogę powiedzieć, że nie.
Muszę tylko poćwiczyć wałkowanie...
Żeby było śmieszniej, teraz znalazłam polskie tłumaczenie tego przepisu, na stronie Bei.
Ojej, wystarczyło trochę lepiej poszukać.
Przyznam, że brioszka smakowała mi średnio. Do masy kakaowej dodałabym więcej cukru.
Ale może taka miała być?
Brioszka marmurkowa
Przepis z Amuses Bouche, tłumaczenie przepisu z Bea w Kuchni
Na brioszkę:
450 g mąki (użyłam mąki pszennej typ 550)
1 łyżeczka suchych drożdży albo 10 g świeżych drożdży
60 g cukru
260 ml letniego mleka
1 żółtko
15 g masła
1/2 łyżeczki soli
Na masę czekoladową:
20 g mąki (użyłam mąki pszennej typ 550)
50 g cukru
1 białko
80 ml mleka
20 g gorzkiego kakao
10 g masła
+ mleko do posmarowania
15 g masła
1/2 łyżeczki soli
Na masę czekoladową:
20 g mąki (użyłam mąki pszennej typ 550)
50 g cukru
1 białko
80 ml mleka
20 g gorzkiego kakao
10 g masła
+ mleko do posmarowania
Brioszka:
Wymieszać wszystkie składniki (z drożdży można zrobić rozczyn dla pewności) i wyrabiać ręcznie przez ok. 10 minut, aż ciasto stanie się gładkie i elastyczne. Przykryć miskę folią spożywczą i odstawić na ok. 1 - 1 h 30 minut w temp. pokojowej (ciasto ma podwoić objętość).
Masa czekoladowa:
W miseczce wymieszać mąkę, cukier i białko. Zagotować mleko z dodatkiem kakao. Zdjąć z ognia, dodać mieszankę na bazie mąki i stale mieszając dalej gotować na wolnym ogniu aż masa zgęstnieje (podobnie jak do crème pâtissière). Zdjąć z ognia, dodać masło, wymieszać i pozostawić do wystudzenia (Bea poleca wstawienie garnka do zimnej wody, by masa dosyć szybko się schłodziła). Następnie przełożyć masę na folię spożywczą, rozpłaszczyć / rozsmarować ją na kwadrat o grubości ok. 0,5 cm, zawinąć i umieścić w lodówce (uwaga Bei: "Polecam umieścić masę w zamrażalniku, przynajmniej w końcowej fazie przygotowania, gdyż samo chłodzenie w lodówce u mnie niestety absolutnie nie zdało egzaminu; masa musi być na tyle zimna, by dało się odkleić folię wciąż zachowując zwarty kwadrat; jeśli wciąż przykleja się do folii – pozostawiamy ją w zamrażalniku do skutku").
Wykonanie:
Gdy ciasto na brioszkę podwoiło objętość umieszczamy je na ok. 30 min. w lodówce, by lekko ‘stwardniało’ (łatwiej będzie je później wałkować). Następnie przekładamy je na lekko umączony blat, rozpłaszczamy / rozwałkowujemy na prostokąt, w środku umieszczamy masę czekoladową, nakładamy obydwa boki do środka składając ‘w kopertę’ (tak jak w przypadku ciasta francuskiego, z tym, że zamiast masła rozwałkowujemy masę czekoladową) i lekko rozwałkowujemy ciasto; następnie ponownie składamy je w kopertę i ponownie rozwałkowujemy, czynność powtarzamy raz jeszcze (uwaga Bei: "Ja za każdym razem obracałam ciasto o 90°, tak by utworzyć ‘listkowanie’, podobnie jak w cieście francuskim, choć w uproszczonej wersji, nie schładzamy bowiem ciasta po każdym składaniu/wałkowaniu").
Po ostatnim rozwałkowaniu ciasto zrolować, naciąć w kilku miejscach i umieścić w wyłożonej papierem do pieczenia keksówce (u mnie foremka o wymiarach 32 cm x 8 cm).
Po ostatnim rozwałkowaniu ciasto zrolować, naciąć w kilku miejscach i umieścić w wyłożonej papierem do pieczenia keksówce (u mnie foremka o wymiarach 32 cm x 8 cm).
Szczelnie przykrytą brioszkę (umieszczam ją w dużym worku) pozostawić do wyrośnięcia na ok. 1 godz. w temperaturze pokojowej.
Piekarnik rozgrzać do 200°C.
Przed pieczeniem posmarować ciasto odrobiną mleka, obniżyć temperaturę do 180°C i piec brioszkę przez ok. 30 – 35 minut. Wystudzić na kratce.
Piekarnik rozgrzać do 200°C.
Przed pieczeniem posmarować ciasto odrobiną mleka, obniżyć temperaturę do 180°C i piec brioszkę przez ok. 30 – 35 minut. Wystudzić na kratce.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Chleb zakopiański z czarnuszką
Dotychczas zachwycałam się wypiekami o międzynarodowym rodowodzie.
Ciabatty, rugbrødy, chleby litewskie i inne cuda na kiju.
Jednak po obejrzeniu bloga Adama Piekarza poczułam wyrzuty sumienia.
Istnieje tyle ciekawych receptur na nasze polskie chleby!
Chleby, o których istnieniu nie miałam zielonego pojęcia.
Sandomierski, beskidzki, kaszubski itd...
Nie ma to tamto, trzeba zakasać rękawy i rozpocząć patriotyczne wypiekanie.
Chleb zakopiański z czarnuszką
Przepis Adama Piekarza
1 faza : kwaso - podmłoda
200 g zsiadłe mleko/maślanka
2 g drożdże instant
250 g mąka żytnia typ 720
W zsiadłym mleku rozprowadź dokładnie drożdże, następnie dodaj mąkę i tak przygotowaną pierwszą fazę ciasta pozostaw pod przykryciem na 8 godzin w ciepłym miejscu do przefermentowania.
2 faza : ciasto właściwe
457 g kwaso - podmłoda
120 g zsiadłe mleko/maślanka
9 g sól
7 g kminek
250 g mąka pszenna typ 750
5 g czarnuszka (do posypania )
Wszystkie składniki mieszaj 12 minut i pozostaw w spoczynku na 20 minut. Po tym czasie delikatnie uformuj kulę, oprósz z wierzchu czarnuszką i przełóż do koszyka rozrostowego (nie zagniataj). Po 50 minutach fermentacji końcowej wstaw do nagrzanego do 220°C piekarnika , zaparuj ( spryskaj intensywnie wodą) i piecz tak przez 5 minut a po tym czasie zmniejsz temperaturę do 190°C i dalej piecz 25 minut (cały wypiek 30 minut)
Tuż po wyjęciu z piekarnika posmaruj chleb z wierzchu wodą za pomocą pędzla i pozostaw do przestygnięcia.
Ciabatty, rugbrødy, chleby litewskie i inne cuda na kiju.
Jednak po obejrzeniu bloga Adama Piekarza poczułam wyrzuty sumienia.
Istnieje tyle ciekawych receptur na nasze polskie chleby!
Chleby, o których istnieniu nie miałam zielonego pojęcia.
Sandomierski, beskidzki, kaszubski itd...
Nie ma to tamto, trzeba zakasać rękawy i rozpocząć patriotyczne wypiekanie.
Dzisiaj na blogasku zaprezentuję chleb zakopiański, który podobno zniknął ze sklepów.
Czy kiedyś jadłam chleb zakopiański?
Być może, ale zapewne zrezygnowałam z konsumpcji po pierwszej kromce, bo nie znosiłam kminku.
Jednak ostatnio zaczęłam się przekonywać do kminku, chyba dzięki temu, że często wypiekam chleb litewski.
Chociaż nieszczególnie przepadam za chlebami drożdżowymi, to ten mi bardzo smakował.
Mięciutki, o bardzo swojskim charakterze, myślę, że idealnie pasowałby do jakiejś treściwej zupy.
Podobno cechą charakterystyczną chleba zakopiańskiego są charakterystyczne pęknięcia na skórce.
Mój bochen nie popękał tak jak książka nakazuje, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami.
Ważne jest to, że z mojego piekarnika wyfrunął (prawie) taki sam chleb jaki jedli ludzie w 1953 r., o czym informuje mnie archiwalny numer Monitora Polskiego.
Pozwolę sobie zacytować: "Wypiekany z mąki pszennej 50% i żytniej 60% w stosunku 45:55, z dodatkiem drożdży i mleka zsiadłego lub maślanki, w bochenkach 500 i 700 g."
Tak, tak, to ten!!!
Pozostaje tylko podziękować Adamowi, że odkurzył starą recepturę i możemy się rozkoszować tradycyjnym, polskim pieczywem.
Czy kiedyś jadłam chleb zakopiański?
Być może, ale zapewne zrezygnowałam z konsumpcji po pierwszej kromce, bo nie znosiłam kminku.
Jednak ostatnio zaczęłam się przekonywać do kminku, chyba dzięki temu, że często wypiekam chleb litewski.
Chociaż nieszczególnie przepadam za chlebami drożdżowymi, to ten mi bardzo smakował.
Mięciutki, o bardzo swojskim charakterze, myślę, że idealnie pasowałby do jakiejś treściwej zupy.
Podobno cechą charakterystyczną chleba zakopiańskiego są charakterystyczne pęknięcia na skórce.
Mój bochen nie popękał tak jak książka nakazuje, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami.
Ważne jest to, że z mojego piekarnika wyfrunął (prawie) taki sam chleb jaki jedli ludzie w 1953 r., o czym informuje mnie archiwalny numer Monitora Polskiego.
Pozwolę sobie zacytować: "Wypiekany z mąki pszennej 50% i żytniej 60% w stosunku 45:55, z dodatkiem drożdży i mleka zsiadłego lub maślanki, w bochenkach 500 i 700 g."
Tak, tak, to ten!!!
Pozostaje tylko podziękować Adamowi, że odkurzył starą recepturę i możemy się rozkoszować tradycyjnym, polskim pieczywem.
Chleb zakopiański z czarnuszką
Przepis Adama Piekarza
1 faza : kwaso - podmłoda
200 g zsiadłe mleko/maślanka
2 g drożdże instant
250 g mąka żytnia typ 720
W zsiadłym mleku rozprowadź dokładnie drożdże, następnie dodaj mąkę i tak przygotowaną pierwszą fazę ciasta pozostaw pod przykryciem na 8 godzin w ciepłym miejscu do przefermentowania.
2 faza : ciasto właściwe
457 g kwaso - podmłoda
120 g zsiadłe mleko/maślanka
9 g sól
7 g kminek
250 g mąka pszenna typ 750
5 g czarnuszka (do posypania )
Wszystkie składniki mieszaj 12 minut i pozostaw w spoczynku na 20 minut. Po tym czasie delikatnie uformuj kulę, oprósz z wierzchu czarnuszką i przełóż do koszyka rozrostowego (nie zagniataj). Po 50 minutach fermentacji końcowej wstaw do nagrzanego do 220°C piekarnika , zaparuj ( spryskaj intensywnie wodą) i piecz tak przez 5 minut a po tym czasie zmniejsz temperaturę do 190°C i dalej piecz 25 minut (cały wypiek 30 minut)
Tuż po wyjęciu z piekarnika posmaruj chleb z wierzchu wodą za pomocą pędzla i pozostaw do przestygnięcia.
sobota, 29 marca 2014
Ciabatta na zaczynie typu biga wg Hamelmana
Dobra ciabattka nie jest zła.
Jako niesłychanie płytki człowiek, dbam również o drugorzędne cechy pieczywa.
Mianowicie o... ogromne dziury!!!
W ciabacie jak najbardziej pożądane.
Tym razem nawet mi się udało.
Ciabatta ze sztywnym zaczynem biga
Przepis (nieco zmodyfikowany:P) z książki "Chleb" Jeffreya Hamelmana
Składniki na 2 średnie ciabatty
Zaczyn drożdżowy biga:
- 90 g mąki pszennej chlebowej
- 55 g wody
- 0,18 g świeżych drożdży (odmierzam na wadze 2 g świeżych drożdży, dzielę na pół, następnie znowu na pół i otrzymuję takie małe ziarenko drożdży:P) albo 1/16 łyżeczki drożdży instant (nie pytajcie się mnie jak to odmierzać:P)
Połączyć drożdże z wodą, dosypać mąkę i wymieszać na gładkie ciasto. Zaczyn powinien być gęsty. Jeśli jest zbyt sztywny, należy dodać trochę wody. Przykryć michę folią spożywczą i zostawić na 12-16 godzin w temp. 21°C. Kiedy zaczyn będzie gotowy, wyrośnie wysoko i zacznie się zapadać w środku.
Gotowe ciasto:
- 360 g mąki pszennej chlebowej
- 275 g wody
- 10 g soli
- 5 g świeżych drożdży albo 2 g drożdży instant
- 145 g (całość) zaczynu biga
Wkładamy do michy wszystkie składniki oprócz zaczynu. Mieszamy rączkami/w mieszarce spiralnej na pierwszej prędkości, dodając stopniowo zaczyn, tylko do połączenia się składników. W razie potrzeby korygujemy hydrację, dolewając nieco wody. Ciasto w tym momencie będzie dość lepkie i luźne. Wyrabiamy ręcznie przez kilka minut albo 4-5 minut na drugiej prędkości. Ciasto będzie luźne i lepkie, ale z czasem da się wyczuć jego siłę. Właściwa temperatura ciasta to 24°C.
Michę przykrywamy folią spożywczą i zostawiamy do fermentacji wstępnej na 3 godziny. W międzyczasie składamy ciasto co godzinę, czyli 2 razy (składanie ciasta).
Hamelman rzecze: "Składanie jest ostatnią szansą, żeby wzmocnić ciasto, ponieważ przy produkcji tego ciasta nie występuje końcowe formowanie". Aha, dobrze wiedzieć.
Blat kuchenny posypujemy obficie mąką. Ciasto dzielimy na 2 części.
Przekładamy oba kawałki na papier do pieczenia obsypany mąką.
Jeśli są bardziej kwadratowe, niż podłużne, można je nieco rozciągnąć, ale delikatnie!
Ciabattki powinny rosnąć ok. 1,5 godziny w temperaturze 24°C.
Napełniamy piekarnik parą, wkładamy blachę, rozgrzewamy do 240°C, ponownie zaparowujemy (ma być dużżżo pary:P!), posypujemy ciabatty mąką, zsuwamy razem z papierem do pieczenia na gorącą blachę i pieczemy przez ok. 34-38 minut. Jeśli ciabatty zbyt szybko się rumienią, można zmniejszyć temperaturę o 10-20°C. Hamelman zaleca, żeby nie skracać czasu pieczenia, bo zbyt szybko wyjęte chlebki będą miały rozmiękczoną skórkę.
Jako niesłychanie płytki człowiek, dbam również o drugorzędne cechy pieczywa.
Mianowicie o... ogromne dziury!!!
W ciabacie jak najbardziej pożądane.
Tym razem nawet mi się udało.
Ciabatta ze sztywnym zaczynem biga
Przepis (nieco zmodyfikowany:P) z książki "Chleb" Jeffreya Hamelmana
Składniki na 2 średnie ciabatty
Zaczyn drożdżowy biga:
- 90 g mąki pszennej chlebowej
- 55 g wody
- 0,18 g świeżych drożdży (odmierzam na wadze 2 g świeżych drożdży, dzielę na pół, następnie znowu na pół i otrzymuję takie małe ziarenko drożdży:P) albo 1/16 łyżeczki drożdży instant (nie pytajcie się mnie jak to odmierzać:P)
Połączyć drożdże z wodą, dosypać mąkę i wymieszać na gładkie ciasto. Zaczyn powinien być gęsty. Jeśli jest zbyt sztywny, należy dodać trochę wody. Przykryć michę folią spożywczą i zostawić na 12-16 godzin w temp. 21°C. Kiedy zaczyn będzie gotowy, wyrośnie wysoko i zacznie się zapadać w środku.
Gotowe ciasto:
- 360 g mąki pszennej chlebowej
- 275 g wody
- 10 g soli
- 5 g świeżych drożdży albo 2 g drożdży instant
- 145 g (całość) zaczynu biga
Wkładamy do michy wszystkie składniki oprócz zaczynu. Mieszamy rączkami/w mieszarce spiralnej na pierwszej prędkości, dodając stopniowo zaczyn, tylko do połączenia się składników. W razie potrzeby korygujemy hydrację, dolewając nieco wody. Ciasto w tym momencie będzie dość lepkie i luźne. Wyrabiamy ręcznie przez kilka minut albo 4-5 minut na drugiej prędkości. Ciasto będzie luźne i lepkie, ale z czasem da się wyczuć jego siłę. Właściwa temperatura ciasta to 24°C.
Michę przykrywamy folią spożywczą i zostawiamy do fermentacji wstępnej na 3 godziny. W międzyczasie składamy ciasto co godzinę, czyli 2 razy (składanie ciasta).
Hamelman rzecze: "Składanie jest ostatnią szansą, żeby wzmocnić ciasto, ponieważ przy produkcji tego ciasta nie występuje końcowe formowanie". Aha, dobrze wiedzieć.
Blat kuchenny posypujemy obficie mąką. Ciasto dzielimy na 2 części.
Przekładamy oba kawałki na papier do pieczenia obsypany mąką.
Jeśli są bardziej kwadratowe, niż podłużne, można je nieco rozciągnąć, ale delikatnie!
Ciabattki powinny rosnąć ok. 1,5 godziny w temperaturze 24°C.
Napełniamy piekarnik parą, wkładamy blachę, rozgrzewamy do 240°C, ponownie zaparowujemy (ma być dużżżo pary:P!), posypujemy ciabatty mąką, zsuwamy razem z papierem do pieczenia na gorącą blachę i pieczemy przez ok. 34-38 minut. Jeśli ciabatty zbyt szybko się rumienią, można zmniejszyć temperaturę o 10-20°C. Hamelman zaleca, żeby nie skracać czasu pieczenia, bo zbyt szybko wyjęte chlebki będą miały rozmiękczoną skórkę.
piątek, 22 listopada 2013
Dynia dała mi w kość
Jestem bardzo płytka.
Książki oceniam po okładce.
Chleby oceniam po kolorze miękiszu.
Pewnego październikowego dnia ujrzałam soczyście żółciutkie dyniowe chleby na blogu Zapach Chleba, a później u Bei. Zapiszczałam z podniety, zaklaskałam w rączki i jęłam krzyczeć na cały dom: "Muszę je upiec! Są takie piękniutkie! Esencja jesieni! Jupiiii!!!". Napotkałam jednak na dużą przeszkodę - nigdzie nie mogłam znaleźć dyni. Na jakiś czas musiałam porzucić dyniowe zapędy, ale żółte chleby nie dawały o sobie zapomnieć, prześladując mnie w snach.
Minęło parę dni. Wybrałam się na spacer po wsi i zawędrowałam do sklepu, do którego zwykle nie chodzę, bo jest położony daleko od mojego domu. Jakież było moje zdziwienie gdy ujrzałam mini straganik, na którym pyszniły się pękate dynie, żółte, pomarańczowe, zielone, pokryte purchawkami i tym podobne. Kupiłam podłużną żółtą dynię. Wydaje mi się, że wybrałam właśnie taką bo przypominała mi kabaczka, czyli coś co już znam, a te purchawkowate trochę mnie wystraszyły. Pobiegłam z bekiem do domu, taszcząc za sobą nową zdobycz. Następnie z wypiekami na twarzy przekopałam internecik i okazało się, że była to dynia makaronowa.
Miotałam się z dynią po kuchni - wudłubywałam pestki, kroiłam na plastry, piekłam i blenderowałam.
Mój cel był tylko jeden - chciałam upiec żółty chleb.
Nie, nie obchodził mnie najdzwyczajny smak i aromat. Liczyło się tylko to, że miał być ŻÓŁTY!!!
Ucieszyłam się gdy z podpieczonej dyni uzyskałam intensywnie żółte puree.
Słoneczna barwa zwiastowała rychłe zwycięstwo.
Niestety, gdy nazajutrz wmieszałam puree do ciasta chlebowego, okazało się, że żółć gdzieś wyparowała.
Nie traciłam jednak nadziei.
"Na pewno trik polega na tym, że chleb w piekarniku staje się żółty!" - myślałam (jak widać, mam wysokie ajkju).
Następnego dnia musiałam zmierzyć się z bolesną prawdą - chleb był koloru... chlebowego:(.
Płakusiałam cichutko w kąciku, zwinięta w kłębek, przeżuwając kromeczkę.
W smaku nie był zły, ale ubzdurałam sobie, że chcę mieć kojojowy chlebek i już!
Zostało mi trochę dyniowego puree, które bez entuzjazmu wrzuciłam do ciasta drożdżowego.
Dostałam więc nauczkę, żeby nigdy nie oceniać chleba po koloru miękiszu!
Czuję, że to doświadczenie mnie zmieniło, chlip, chlip!
Mea culpa, chlebie, już nigdy nie wybiorę Cię spośród innych bochnów tylko dlatego, że masz kojojowy środek!
Albo chwila... następnym razem po prostu kupię dynię hokkaido.
I będę miała żółty chleb!
Ufff, nadal jestem płytka.
Chleb żytni z dynią
Przepis z Zapachu Chleba
Zaczyn
50 g aktywnego zakwasu żytniego
250 g jasnej mąki żytniej 720
250 g wody
Składniki mieszamy i zostawiamy na 8-12 godzin
Ciasto chlebowe
cały zaczyn
200 g wody
150 g bardzo gęstego przecieru dyniowego
100 g wysokobiałkowej mąki pszennej (dała Manitobę)
250 g jasnej mąki żytniej 720
40 g pokruszonych pestek dyni
1,5 łyżeczki soli
Zaczyn robię zwykle w misce, w której potem wyrabiam ciasto na chleb.
Do miski z wyrośniętym zaczynem dodajemy wodę i przecier dyniowy. Dokładnie mieszamy. Powinno powstać gęste, ale lejące się ciasto. Do tego dodajemy mąkę pszenną i dokładnie mieszamy łyżką, aż powstanie gładkie ciasto i jeszcze 1 minutę. Do tego dodajemy mąkę żytnią i mieszamy ponownie ciasto łyżką ale już tylko tyle czasu, aby składniki się połączyły i powstało jednorodne ciasto, nie dłużej.
Pozostawiamy na 15 minut, a po tym czasie przekładamy ciasto łopatką do wyłożonej papierem do pieczenia foremki 30 x 11 cm. Powierzchnię wyrównujemy mokrą ręką, i posypujemy pestkami dyni. Pozostawiamy w ciepłym miejscu, na przykład w piekarniku z włączoną żarówką na 1,5 godziny. Ciasto powinno dorosnąć do brzegów formy.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 230 stopni C przez 20 minut i następnie w 210 stopniach C jeszcze 10-15 minut.
Detektor zakalcuchów:
Ups, zostało mi tylko jedno zdjęcie dyniowego chleba, które na szczęście umieściłam na swoim tłiterze, bo z kompa już dawno się pozbyłam.
A nie, sorry Batory, odnalazłam jednak foteczki dyniowego chleba.
Tak wyglądało ciasto chlebowe, straszna breja:
Dyniowe puree
Puree robiłam z dyni makaronowej.
Wyglądała tak:
Usunęłam miąższ ze środka a pestki oczyściłam z farfocli.
Zresztą z pestkami to jest odrębna historia. Nie wiedziałam, że tak trudno się je obiera! Z trudem wyłuskałam 40 g pestek potrzebnych do chleba.
Dynię pokroiłam w plastry:
Piekłam ją i piekłam i cały czas wydawało mi się, że jeszcze nie jest wystarczająco miękka! Ale w końcu wyjęłam ją z piekarnika. Miąższ ładnie odszedł od skórki.
Rzeczywiście przypominał makaron:
Następnie zblenderowałam ten niby makaron i uzyskałam puree o żółciutkim kolorku:
Puree było bardzo wodniste, więc przed dodaniem do wypieków wsadzałam je do garnka i próbowałam odparować, ale chyba niewiele to pomogło bo chleb wyszedł wilgotny.
Nie dziwota, w przepisie jest wyraźnie napisane, żeby użyć bardzo gęstego przecieru dyniowego.
Mogę mieć pretensje jedynie do siebie, albo do dyni:P
Dyniowa drożdżówka
Ponieważ zostało mi sporo dyniowego puree, postanowiłam, że wykorzystam je do drożdżówki.
Przepis zaczerpnęłam z Moich Wypieczków.
Taki kolor miało ciasto:
Łudziłam się, że jest bardziej żółte niż zazwyczaj:P.
Chleb wyszedł zbyt wilgotny, za to dróżdżóweczka za bardzo zbita, na granicy zakalca wręcz. Trzeba było wykonać dużo ruchów buzią, żeby ją dobrze przeżuć. W kawałkach odkrojonych przed wystudzeniem czaiły się przebłyski zakalca:
Takie były moje przygody z dynią.
Zniechęciłam się do dalszych eksperymentów a na mini straganie dyń już i tak nie ma.
Może następnym razem, pani Dynio?
Na koniec, proponuję wszystkim płytkim ludziom pojarać się widokiem pięknych dyniek z purchawkami (nawet kalarepa załapała się na słit focię):
Życzę zakalcowatych pestek od dyni!!!
Książki oceniam po okładce.
Chleby oceniam po kolorze miękiszu.
Pewnego październikowego dnia ujrzałam soczyście żółciutkie dyniowe chleby na blogu Zapach Chleba, a później u Bei. Zapiszczałam z podniety, zaklaskałam w rączki i jęłam krzyczeć na cały dom: "Muszę je upiec! Są takie piękniutkie! Esencja jesieni! Jupiiii!!!". Napotkałam jednak na dużą przeszkodę - nigdzie nie mogłam znaleźć dyni. Na jakiś czas musiałam porzucić dyniowe zapędy, ale żółte chleby nie dawały o sobie zapomnieć, prześladując mnie w snach.
Minęło parę dni. Wybrałam się na spacer po wsi i zawędrowałam do sklepu, do którego zwykle nie chodzę, bo jest położony daleko od mojego domu. Jakież było moje zdziwienie gdy ujrzałam mini straganik, na którym pyszniły się pękate dynie, żółte, pomarańczowe, zielone, pokryte purchawkami i tym podobne. Kupiłam podłużną żółtą dynię. Wydaje mi się, że wybrałam właśnie taką bo przypominała mi kabaczka, czyli coś co już znam, a te purchawkowate trochę mnie wystraszyły. Pobiegłam z bekiem do domu, taszcząc za sobą nową zdobycz. Następnie z wypiekami na twarzy przekopałam internecik i okazało się, że była to dynia makaronowa.
Miotałam się z dynią po kuchni - wudłubywałam pestki, kroiłam na plastry, piekłam i blenderowałam.
Mój cel był tylko jeden - chciałam upiec żółty chleb.
Nie, nie obchodził mnie najdzwyczajny smak i aromat. Liczyło się tylko to, że miał być ŻÓŁTY!!!
Ucieszyłam się gdy z podpieczonej dyni uzyskałam intensywnie żółte puree.
Słoneczna barwa zwiastowała rychłe zwycięstwo.
Niestety, gdy nazajutrz wmieszałam puree do ciasta chlebowego, okazało się, że żółć gdzieś wyparowała.
Nie traciłam jednak nadziei.
"Na pewno trik polega na tym, że chleb w piekarniku staje się żółty!" - myślałam (jak widać, mam wysokie ajkju).
Następnego dnia musiałam zmierzyć się z bolesną prawdą - chleb był koloru... chlebowego:(.
Płakusiałam cichutko w kąciku, zwinięta w kłębek, przeżuwając kromeczkę.
W smaku nie był zły, ale ubzdurałam sobie, że chcę mieć kojojowy chlebek i już!
Zostało mi trochę dyniowego puree, które bez entuzjazmu wrzuciłam do ciasta drożdżowego.
Dostałam więc nauczkę, żeby nigdy nie oceniać chleba po koloru miękiszu!
Czuję, że to doświadczenie mnie zmieniło, chlip, chlip!
Mea culpa, chlebie, już nigdy nie wybiorę Cię spośród innych bochnów tylko dlatego, że masz kojojowy środek!
Albo chwila... następnym razem po prostu kupię dynię hokkaido.
I będę miała żółty chleb!
Ufff, nadal jestem płytka.
Chleb żytni z dynią
Przepis z Zapachu Chleba
Zaczyn
50 g aktywnego zakwasu żytniego
250 g jasnej mąki żytniej 720
250 g wody
Składniki mieszamy i zostawiamy na 8-12 godzin
Ciasto chlebowe
cały zaczyn
200 g wody
150 g bardzo gęstego przecieru dyniowego
100 g wysokobiałkowej mąki pszennej (dała Manitobę)
250 g jasnej mąki żytniej 720
40 g pokruszonych pestek dyni
1,5 łyżeczki soli
Zaczyn robię zwykle w misce, w której potem wyrabiam ciasto na chleb.
Do miski z wyrośniętym zaczynem dodajemy wodę i przecier dyniowy. Dokładnie mieszamy. Powinno powstać gęste, ale lejące się ciasto. Do tego dodajemy mąkę pszenną i dokładnie mieszamy łyżką, aż powstanie gładkie ciasto i jeszcze 1 minutę. Do tego dodajemy mąkę żytnią i mieszamy ponownie ciasto łyżką ale już tylko tyle czasu, aby składniki się połączyły i powstało jednorodne ciasto, nie dłużej.
Pozostawiamy na 15 minut, a po tym czasie przekładamy ciasto łopatką do wyłożonej papierem do pieczenia foremki 30 x 11 cm. Powierzchnię wyrównujemy mokrą ręką, i posypujemy pestkami dyni. Pozostawiamy w ciepłym miejscu, na przykład w piekarniku z włączoną żarówką na 1,5 godziny. Ciasto powinno dorosnąć do brzegów formy.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 230 stopni C przez 20 minut i następnie w 210 stopniach C jeszcze 10-15 minut.
![]() |
| Mini stragan z dyniami |
Detektor zakalcuchów:
A nie, sorry Batory, odnalazłam jednak foteczki dyniowego chleba.
Tak wyglądało ciasto chlebowe, straszna breja:
Dyniowe puree
Puree robiłam z dyni makaronowej.
Wyglądała tak:
Usunęłam miąższ ze środka a pestki oczyściłam z farfocli.
Zresztą z pestkami to jest odrębna historia. Nie wiedziałam, że tak trudno się je obiera! Z trudem wyłuskałam 40 g pestek potrzebnych do chleba.
Dynię pokroiłam w plastry:
Piekłam ją i piekłam i cały czas wydawało mi się, że jeszcze nie jest wystarczająco miękka! Ale w końcu wyjęłam ją z piekarnika. Miąższ ładnie odszedł od skórki.
Rzeczywiście przypominał makaron:
Następnie zblenderowałam ten niby makaron i uzyskałam puree o żółciutkim kolorku:
Puree było bardzo wodniste, więc przed dodaniem do wypieków wsadzałam je do garnka i próbowałam odparować, ale chyba niewiele to pomogło bo chleb wyszedł wilgotny.
Nie dziwota, w przepisie jest wyraźnie napisane, żeby użyć bardzo gęstego przecieru dyniowego.
Mogę mieć pretensje jedynie do siebie, albo do dyni:P
Dyniowa drożdżówka
Ponieważ zostało mi sporo dyniowego puree, postanowiłam, że wykorzystam je do drożdżówki.
Przepis zaczerpnęłam z Moich Wypieczków.
Taki kolor miało ciasto:
Łudziłam się, że jest bardziej żółte niż zazwyczaj:P.
Chleb wyszedł zbyt wilgotny, za to dróżdżóweczka za bardzo zbita, na granicy zakalca wręcz. Trzeba było wykonać dużo ruchów buzią, żeby ją dobrze przeżuć. W kawałkach odkrojonych przed wystudzeniem czaiły się przebłyski zakalca:
Takie były moje przygody z dynią.
Zniechęciłam się do dalszych eksperymentów a na mini straganie dyń już i tak nie ma.
Może następnym razem, pani Dynio?
Na koniec, proponuję wszystkim płytkim ludziom pojarać się widokiem pięknych dyniek z purchawkami (nawet kalarepa załapała się na słit focię):
Życzę zakalcowatych pestek od dyni!!!
środa, 3 kwietnia 2013
Chleb mleczny Hokkaido na starterze Tang Zhong
Mój toster domagał się świeżych czerstwych ofiar, więc postanowiłam wypróbować kolejny przepis na pieczywo tostowe.
W mózgu kołatało mi się wspomnienie o jakimś dziwnym zagranicznym zaczynie, który widziałam tu i ówdzie. Jakiś łoter coś tam albo tank zonk. Ale do końca nie wiedziałam o co chodzi.
Nie pamiętam już jakim cudem odnalazłam w otchłani Internetu, że ten starter/zaczyn nazywa się tang zhong. Nawet nie wiem czy nie powinno pisać się tej nazwy z dużej literki, chlip, chlip:(
Trochę czuję się jak wróżbita Maciej przekonujący was do kupienia nowego odkurzacza, który przepowie przyszłość z kurzu, ale muszę zakrzyknąć: ta metoda naprawdę działa!
Takiego puszystego pieczywa jeszcze nie jadłam. Właściwie wszyscy przechrzcili chlebek Hokkaido na "chałkę", bo rzeczywiście tak smakował. Co ciekawe, moim zdaniem na pieczywo tostowe zupełnie się nie nadaje. Jest po prostu za słodki i zbyt puchaty. Na grzanki lepiej wykorzystać stary, suchy chleb albo chleb mleczny Dana Leparda.
Swoją wiedzę na temat tej techniki oparłam na następujących źródłach:
- Co to jest Tang Zhong? - praktycznie wszystko co powinniśmy wiedzieć o Tang Zhong/water roux. Na blogu Grahamka znajdziemy również wiele przepisów z wykorzystaniem owej metody.
- przepis na mleczny chleb Hokkaido - przepis w języku angielskim, z którego korzysta pół Internetu, okraszony dokładnymi zdjęciami przedstawiającymi jak krok po kroku przygotować chlebek
- polskie tłumaczenie przepisu - Atina_bc przetłumaczyła przepis i umieściła pomocne zdjęcia. Jedyne co mnie zastanowiło w tym tłumaczeniu, to nazwanie "whipping cream" "bitą śmietaną". Wydaje mi się, że gdyby chodziło o ubitą śmietanę, to w oryginale byłoby napisane "whipped cream". Więc moim zdaniem w przepisie chodzi o płynną śmietankę 30-36%. Zastanowiło mnie jaki jest sens dodawania bitej śmietany do ciasta, które później jest mocno zagniatane? Przecież delikatna konsystencja bitej śmietany nie przeżyłaby takiego brutalnego zabiegu... Koniec końców, zgodziłam się z Grahamką i dodałam śmietany kremówki
- chlebek Hokkaido w formie warkocza - te fotki oraz fakt, że niektórym ten chlebek przypomina w smaku chałkę zainspirowały mnie do uplecienia chałkopodobnego Hokkaido
Nie obyło się również bez filmików z jutuba, ponieważ nie posiadam termometru cukierniczego, więc musiałam na własne oczy zobaczyć co to znaczy "smugi na dnie garnka":
Pani najpierw trochę gada, ale później zabiera się do rzeczy:
Przyspieszone wideo dla niecierpliwych albo dla tych, którzy muszą szybko sprawdzić jak przebiega proces, bo im się Tang Zhong właśnie w garnku przypala:
Chleb mleczny Hokkaido z Tang Zhong
przepis z Christine's Recipe, tłumacznie z Atinabc
Składniki na starter tang zhong:
- 50 g białej pszennej maki chlebowej
- 250 g zimnej wody
Mąkę wsypać do rondelka i jednostajnym strumieniem wlewać wodę, cały czas energicznie mieszając. Uważać, by nie zrobiły się grudki (można robić to przy pomocy trzepaczki). Garnek ustawić na ogniu i podgrzewać, co chwilę sprawdzając temperaturę na termometrze. Gdy masa uzyska 65ºC, garnek szybko zdjąć z ognia. Zostawić do ostygnięcia, przykryć folią spożywczą, a kiedy uzyska temperaturę pokojową można użyć do przygotowania ciasta. Jeżeli nie posiadacie termometru, to masę należy podgrzewać tak długo, aż stanie się szklista i widać będzie wyraźne smugi po mieszadle.
Wystudzony starter można przechowywać w lodówce, jednak przed użyciem, należy go podgrzać do temperatury pokojowej.
Składniki na chleb, na formę 35x11 cm albo na 2 foremki 21x11 cm:
- 540 g mąki pszennej chlebowej
- 86 g cukru pudru
- 8 g soli
- 9 g mleka w proszku (można pominąć)
- 7 g drożdży instant
- 2 małe jajka (86 g)
- 59 g śmietany kremówki (śmietanka 30-36%)
- 54 g mleka
- 184 g startera tang zhong
- 49 g roztopionego masła
Dodatkowo:
- jajko do posmarowania
Wszystkie składniki na ciasto wymieszać w misce przy pomocy miksera. Wyrabiać, aż ciasto będzie elastyczne, gładkie i będzie odchodziło od ścianek miski. Nie powinno też być bardzo klejące. Wyrobione ciasto przykryć wilgotną ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Wyrośnięte ciasto odgazować i podzielić na 6 części. Przykryć ściereczką i pozostawić na 15 minut. Po tym czasie każdą część rozwałkować na owalny kształt. Następnie złożyć 1/3 od górnej krawędzi do środka i przycisnąć potem 1/3 od dołu do połowy i przycisnąć. Odwrócić złączeniem w dół i rozwałkować (tylko wzdłuż) a następnie ciasno zrolować.
Zrolowane kawałki układać w przygotowanej formie (lub w dwóch mniejszych). Odstawić do podwojenia objętości.
Przed włożeniem do piekarnika posmarować roztrzepanym jajkiem.
Piec w nagrzanym piekarniku, w temperaturze 180ºC, przez około 30 - 35 minut. Studzić na kratce.
Za trzecim razem postanowiłam uformować chlebek Hokkaido na podobieństwo Zopfu czyli w okrągły warkocz. Bardzo polubiłam ten sposób zaplatania. Wydaje mi się wyjątkowo łatwy. Kiedy zaplatam kilkuczęściową chałkę zawsze muszę sobie przypominać jak to trzeba zrobić. A ten splot jakoś wyjątkowo wrył mi się w pamięć i nawet nie muszę sprawdzać na jutub jak to dalej idzie.
Chałkopodobny chlebek Hokkaido nie był już tak puszysty jak przy formowaniu osobnych bułeczek. Ciekawe czym to było spowodowane? Ale chyba nadal będę go piekła w tej wersji, bo jak wspominałam, smakiem przypomina mi chałkę, więc może ją udawać.
Chałkę-Hokkaido upiekłam z proporcji na 250 g mąki, bo z mniejszej ilości mąki wychodzą mi zgrabniejsze plecionki. Tym razem wyprodukowałam tyle Tang Zhong ile było potrzebne do jednego małego chlebka (zgodnie z zasadą, że stosunek mąki do wody musi wynosić 1:5). Trochę to było trudne, bo nie wiedziałam ile mam użyć mąki i wody żeby uzyskać pożądaną ilość Tang Zhong (bo przecież woda podczas gotowania odparowuje) . Wyszło mi mniej startera niż planowałam, więc musiałam dostosować resztę składników. Może za bardzo się przejęłam tym skrupulatnym przepisem. Pewnie nic by się nie stało gdybym dodała trochę mniej startera. Ale oczywiście zatrzęsłam majtami i nawet jajka wyliczyłam co do gramika!
Życzę zakalcowatych Tang Zhongów!!!
W mózgu kołatało mi się wspomnienie o jakimś dziwnym zagranicznym zaczynie, który widziałam tu i ówdzie. Jakiś łoter coś tam albo tank zonk. Ale do końca nie wiedziałam o co chodzi.
Nie pamiętam już jakim cudem odnalazłam w otchłani Internetu, że ten starter/zaczyn nazywa się tang zhong. Nawet nie wiem czy nie powinno pisać się tej nazwy z dużej literki, chlip, chlip:(
Trochę czuję się jak wróżbita Maciej przekonujący was do kupienia nowego odkurzacza, który przepowie przyszłość z kurzu, ale muszę zakrzyknąć: ta metoda naprawdę działa!
Takiego puszystego pieczywa jeszcze nie jadłam. Właściwie wszyscy przechrzcili chlebek Hokkaido na "chałkę", bo rzeczywiście tak smakował. Co ciekawe, moim zdaniem na pieczywo tostowe zupełnie się nie nadaje. Jest po prostu za słodki i zbyt puchaty. Na grzanki lepiej wykorzystać stary, suchy chleb albo chleb mleczny Dana Leparda.
Swoją wiedzę na temat tej techniki oparłam na następujących źródłach:
- Co to jest Tang Zhong? - praktycznie wszystko co powinniśmy wiedzieć o Tang Zhong/water roux. Na blogu Grahamka znajdziemy również wiele przepisów z wykorzystaniem owej metody.
- przepis na mleczny chleb Hokkaido - przepis w języku angielskim, z którego korzysta pół Internetu, okraszony dokładnymi zdjęciami przedstawiającymi jak krok po kroku przygotować chlebek
- polskie tłumaczenie przepisu - Atina_bc przetłumaczyła przepis i umieściła pomocne zdjęcia. Jedyne co mnie zastanowiło w tym tłumaczeniu, to nazwanie "whipping cream" "bitą śmietaną". Wydaje mi się, że gdyby chodziło o ubitą śmietanę, to w oryginale byłoby napisane "whipped cream". Więc moim zdaniem w przepisie chodzi o płynną śmietankę 30-36%. Zastanowiło mnie jaki jest sens dodawania bitej śmietany do ciasta, które później jest mocno zagniatane? Przecież delikatna konsystencja bitej śmietany nie przeżyłaby takiego brutalnego zabiegu... Koniec końców, zgodziłam się z Grahamką i dodałam śmietany kremówki
- chlebek Hokkaido w formie warkocza - te fotki oraz fakt, że niektórym ten chlebek przypomina w smaku chałkę zainspirowały mnie do uplecienia chałkopodobnego Hokkaido
Nie obyło się również bez filmików z jutuba, ponieważ nie posiadam termometru cukierniczego, więc musiałam na własne oczy zobaczyć co to znaczy "smugi na dnie garnka":
Pani najpierw trochę gada, ale później zabiera się do rzeczy:
Przyspieszone wideo dla niecierpliwych albo dla tych, którzy muszą szybko sprawdzić jak przebiega proces, bo im się Tang Zhong właśnie w garnku przypala:
Chleb mleczny Hokkaido z Tang Zhong
przepis z Christine's Recipe, tłumacznie z Atinabc
Składniki na starter tang zhong:
- 50 g białej pszennej maki chlebowej
- 250 g zimnej wody
Mąkę wsypać do rondelka i jednostajnym strumieniem wlewać wodę, cały czas energicznie mieszając. Uważać, by nie zrobiły się grudki (można robić to przy pomocy trzepaczki). Garnek ustawić na ogniu i podgrzewać, co chwilę sprawdzając temperaturę na termometrze. Gdy masa uzyska 65ºC, garnek szybko zdjąć z ognia. Zostawić do ostygnięcia, przykryć folią spożywczą, a kiedy uzyska temperaturę pokojową można użyć do przygotowania ciasta. Jeżeli nie posiadacie termometru, to masę należy podgrzewać tak długo, aż stanie się szklista i widać będzie wyraźne smugi po mieszadle.
Wystudzony starter można przechowywać w lodówce, jednak przed użyciem, należy go podgrzać do temperatury pokojowej.
Składniki na chleb, na formę 35x11 cm albo na 2 foremki 21x11 cm:
- 540 g mąki pszennej chlebowej
- 86 g cukru pudru
- 8 g soli
- 9 g mleka w proszku (można pominąć)
- 7 g drożdży instant
- 2 małe jajka (86 g)
- 59 g śmietany kremówki (śmietanka 30-36%)
- 54 g mleka
- 184 g startera tang zhong
- 49 g roztopionego masła
Dodatkowo:
- jajko do posmarowania
Wszystkie składniki na ciasto wymieszać w misce przy pomocy miksera. Wyrabiać, aż ciasto będzie elastyczne, gładkie i będzie odchodziło od ścianek miski. Nie powinno też być bardzo klejące. Wyrobione ciasto przykryć wilgotną ściereczką i pozostawić do wyrośnięcia na godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Wyrośnięte ciasto odgazować i podzielić na 6 części. Przykryć ściereczką i pozostawić na 15 minut. Po tym czasie każdą część rozwałkować na owalny kształt. Następnie złożyć 1/3 od górnej krawędzi do środka i przycisnąć potem 1/3 od dołu do połowy i przycisnąć. Odwrócić złączeniem w dół i rozwałkować (tylko wzdłuż) a następnie ciasno zrolować.
Zrolowane kawałki układać w przygotowanej formie (lub w dwóch mniejszych). Odstawić do podwojenia objętości.
Piec w nagrzanym piekarniku, w temperaturze 180ºC, przez około 30 - 35 minut. Studzić na kratce.
Detektor zakalcuchów:
Jak wyglądała produkcja chlebka Hokkaido w moim wykonaniu?
Rozwałkowałam jedną część ciasta na okrąg:
Wygięłam 1/3 część placka. Trochę źle wydzieliłam 1/3 część placka i widać, że lewa strona placka zajmuje trochę więcej miejsca niż 1/3:
Zdołałam jednak naprawić to niedopatrzenie i lewa strona placka idealnie nałożyła się na prawe skrzyło placka:
Ponieważ bardzo lubię wszystko mierzyć, wyjęłam linijkę i zmierzyłam szerokość placka. Przed rozwałkowaniem wynosiła ona 5 cm 6 mm:
Po porządnym rozwałkowaniu placek rozciągnął się na długość ok. 30 cm:
A ile wynosiła szerokość po rozwałkowaniu? Dobiła do 6 cm!!! Niemożebne!!!
Wydłużony placek zwinęłam w ślimaka i wyszło mi coś takiego:
Wsadziłam 6 takich rulonów do foremki:
Po podrośnięciu rulony wyglądały tak:
Jak wyglądał chlebek po upieczeniu?
Z powyższego przepisu wychodzi więcej startera Tang Zhong niż nam potrzeba na jeden chleb. Dlatego pozostały zaczyn wstawiłam do lodówki i przeleżał tam jeden dzień. Wyglądał dość nieprzyjemnie, jak glut i oddzieliła się od niego woda:
Niezbyt się tym przejęłam, wymieszałam i wsadziłam do kolejnego chlebka:
Rozwałkowałam jedną część ciasta na okrąg:
Wygięłam 1/3 część placka. Trochę źle wydzieliłam 1/3 część placka i widać, że lewa strona placka zajmuje trochę więcej miejsca niż 1/3:
Zdołałam jednak naprawić to niedopatrzenie i lewa strona placka idealnie nałożyła się na prawe skrzyło placka:
Ponieważ bardzo lubię wszystko mierzyć, wyjęłam linijkę i zmierzyłam szerokość placka. Przed rozwałkowaniem wynosiła ona 5 cm 6 mm:
Po porządnym rozwałkowaniu placek rozciągnął się na długość ok. 30 cm:
A ile wynosiła szerokość po rozwałkowaniu? Dobiła do 6 cm!!! Niemożebne!!!
Wydłużony placek zwinęłam w ślimaka i wyszło mi coś takiego:
Wsadziłam 6 takich rulonów do foremki:
Po podrośnięciu rulony wyglądały tak:
Jak wyglądał chlebek po upieczeniu?
![]() |
| Ups, ścianki są trochę blade... |
Z powyższego przepisu wychodzi więcej startera Tang Zhong niż nam potrzeba na jeden chleb. Dlatego pozostały zaczyn wstawiłam do lodówki i przeleżał tam jeden dzień. Wyglądał dość nieprzyjemnie, jak glut i oddzieliła się od niego woda:
Niezbyt się tym przejęłam, wymieszałam i wsadziłam do kolejnego chlebka:
![]() |
| Buły zaczynają rosnąć |
![]() |
| Buły już wyrosły |
Za trzecim razem postanowiłam uformować chlebek Hokkaido na podobieństwo Zopfu czyli w okrągły warkocz. Bardzo polubiłam ten sposób zaplatania. Wydaje mi się wyjątkowo łatwy. Kiedy zaplatam kilkuczęściową chałkę zawsze muszę sobie przypominać jak to trzeba zrobić. A ten splot jakoś wyjątkowo wrył mi się w pamięć i nawet nie muszę sprawdzać na jutub jak to dalej idzie.
Chałkopodobny chlebek Hokkaido nie był już tak puszysty jak przy formowaniu osobnych bułeczek. Ciekawe czym to było spowodowane? Ale chyba nadal będę go piekła w tej wersji, bo jak wspominałam, smakiem przypomina mi chałkę, więc może ją udawać.
Chałkę-Hokkaido upiekłam z proporcji na 250 g mąki, bo z mniejszej ilości mąki wychodzą mi zgrabniejsze plecionki. Tym razem wyprodukowałam tyle Tang Zhong ile było potrzebne do jednego małego chlebka (zgodnie z zasadą, że stosunek mąki do wody musi wynosić 1:5). Trochę to było trudne, bo nie wiedziałam ile mam użyć mąki i wody żeby uzyskać pożądaną ilość Tang Zhong (bo przecież woda podczas gotowania odparowuje) . Wyszło mi mniej startera niż planowałam, więc musiałam dostosować resztę składników. Może za bardzo się przejęłam tym skrupulatnym przepisem. Pewnie nic by się nie stało gdybym dodała trochę mniej startera. Ale oczywiście zatrzęsłam majtami i nawet jajka wyliczyłam co do gramika!
![]() |
| Zapleciony warkocz chlebka Hokkaido |
![]() |
| Rumiany wyrób chałkopodobny |
![]() |
| Miąższ "chałki" Hokkaido |
Życzę zakalcowatych Tang Zhongów!!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



















































